Jeden telefon, wiele możliwych historii
Wyobraźmy sobie dwie bliskie koleżanki. Jedna dzwoni, licząc na dłuższą rozmowę, druga odpowiada krótko: „Przepraszam, nie mogę teraz rozmawiać. Odezwę się jutro”. To wszystko, co rzeczywiście wiemy. Reszta, dopóki nie zapytamy, o co chodzi, może wydarzyć się tylko w naszej głowie. "Ona już nie chce się ze mną przyjaźnić”, „obraziła się”, „jest egoistką”, „pewnie coś się stało”, „nasza przyjaźń się sypie”. Z jednego zdania powstaje cały scenariusz, a wraz z nim kolejne emocje.
Jak zauważa Katarzyna Mroczek, trenerka komunikacji empatycznej, nasze interpretacje pojawiają się błyskawicznie i są mocno związane z tym, czego nauczyliśmy się o świecie.
Jesteśmy bardzo zakorzenieni w systemie oceniania, że coś jest dobre lub złe, przydatne lub nie, że ktoś jest pracowity lub leniwy, ktoś jest miły albo wredny.
Właśnie dlatego pierwszy krok Porozumienia Bez Przemocy, czyli obserwacja, może być trudniejszy, niż się wydaje. Zamiast od razu odpowiadać na pytanie „co to znaczy?”, warto spróbować zobaczyć sytuację jak filmowy kadr. Ktoś zadzwonił, usłyszał, że druga osoba nie może teraz rozmawiać i dowiedział się, że kontakt może zostać wznowiony jutro Bez dopisywania intencji, bez diagnozowania relacji.
Zazdrość lubi dopisywać własny scenariusz
Jeszcze więcej miejsca na mentalny teatr pojawia się w bliskich relacjach. Partner kupuje innej osobie drinka, długo z nią rozmawia, śmieje się. Sama scena może mieć dziesiątki wyjaśnień. Tymczasem w naszej głowie bardzo szybko może pojawić się najbardziej bolesna wizja. Zazdrość potrafi uruchomić strach przed odrzuceniem, złość, osamotnienie czy poczucie zagrożenia. To, jak mocno zareagujemy, może mieć związek także z naszym doświadczeniem i stylem przywiązania.
Jeśli mam bezpieczny styl przywiązania, to ze spokojem przyjmę informację, że koleżanka teraz nie ma czasu i po prostu zajmę się czymś innym. Mogę też przyłączyć się do rozmowy przy barze.
- mówi Katarzyna Mroczek.
Przy lękowym stylu przywiązania ta sama sytuacja może uruchomić znacznie silniejszą reakcję. Nie oznacza to, że trudne emocje są przesadzone albo że trzeba je natychmiast wyłączyć. Przeciwnie, warto je zauważyć. Można czuć strach, złość, frustrację czy niepokój, nawet jeśli z perspektywy drugiej osoby nic szczególnego się nie wydarzyło.
To jest moje
To krótkie zdanie dobrze pokazuje ważną granicę. Moja reakcja jest prawdziwa, ale nie musi być dowodem na to, że druga osoba chciała mnie zranić. Partner może zachowywać się w sposób, który uruchamia we mnie silne emocje, jednocześnie zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, co się ze mną dzieje.
Najpierw oddech, potem działanie
Kiedy emocje są wysokie, łatwo przejść od wyobrażeń do działania. Możemy zrobić awanturę, wycofać się, obrazić albo przeciwnie, zacząć desperacko szukać potwierdzenia własnej wersji wydarzeń. Żadna z tych reakcji nie musi przybliżać nas do tego, co rzeczywiście chcemy zrozumieć.
Pomocne może być znalezienie bezpiecznego miejsca, w którym można najpierw rozpakować to, co wydarzyło się w środku. To może być rozmowa z bliską osobą, zapisanie myśli w dzienniku, kontakt z naturą albo po prostu chwila zatrzymania. Ważne, żeby nie wybierać kogoś, kto natychmiast doleje oliwy do ognia.
Warto znaleźć sobie takie bezpieczną przystań. Może nią być druga osoba, do której można zadzwonić albo ją odwiedzić. Dla niektórych może to też być kontakt z naturą. Dziennik. Można sobie po prostu popisać o tym, co czuję
-radzi gościni programu
Dopiero kiedy emocje trochę wybrzmią, nadchodzi czas, by przyjrzeć się potrzebom. W przypadku zazdrości może chodzić o bezpieczeństwo, zaufanie, ważność czy pewność, że relacja jest dla obu osób istotna. I tutaj znów pojawia się różnica między faktem a interpretacją. Faktem jest to, że partner rozmawiał z kimś przez dziesięć minut. Interpretacją może być przekonanie, że przestał mnie kochać.
Nie rozbrajajmy bomby w pojedynkę
Teatr mentalny nie jest problemem dlatego, że w ogóle się pojawia. Nasza głowa będzie tworzyć scenariusze, przewidywać, łączyć fakty i szukać znaczeń. Trudność zaczyna się wtedy, gdy potraktujemy własną interpretację jak pewnik i zaczniemy działać tak, jakbyśmy dokładnie wiedzieli, co wydarzyło się w głowie drugiej osoby.
Dlatego pomocne może być proste zatrzymanie i próba zauważenia, jaką rzeczywistość zobaczyłaby kamera? Co czuję? Czego potrzebuję? Dopiero później przychodzi moment na decyzję, czy chcę o tym porozmawiać i czego właściwie chcę się dowiedzieć.
Jeśli rozmowa jest potrzebna, niekoniecznie musi zaczynać się od oskarżenia. Można najpierw sprawdzić, jak sytuację widzi druga osoba. Być może jej wersja wydarzeń będzie zupełnie inna niż ta, którą zdążyliśmy wyreżyserować w swojej głowie.
Katarzyna Mroczek porównuje takie sytuacje do rozbrajania bomby:
Żeby rozbroić granat lub bombę, to warto zaprosić saperów. Nie róbmy tego sami
Czasem tym „saperem” będzie bliska, bezpieczna osoba, czasem terapeuta lub inny specjalista, a czasem po prostu ktoś, z kim można spokojnie przyjrzeć się własnym emocjom.
Zanim zaczniemy reagować na przedstawienie, które odgrywa się w naszej głowie, warto sprawdzić, co naprawdę dzieje się na scenie.