Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Posłuchaj rozmowy Anny Kluz-Łoś z Tomaszem Terlikowskim.
„Ani w archiwach państwowych, ani kościelnych nie ma dowodów na to, że kardynał Karol Wojtyła, będąc metropolitą krakowskim tuszował pedofilię” – stwierdzili na łamach „Rzeczpospolitej” Tomasz Krzyżak i Piotr Litka. Byli pierwszymi dziennikarzami, którzy badali zamknięte dotąd archiwa krakowskiej kurii. Czy jednak ich ustalenia zakończyły sprawę i poszerzyły wiedzę na temat podejścia Kościoła do nadużyć seksualnych?
- Nie. Ale to oczywiście jest to ważny przyczynek, który poszerza naszą wiedzę — co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Otwarcie archiwów kurialnych po kilku latach spowodowało, że wiemy więcej. Wiemy, że jakieś decyzje podejmował Karol Wojtyła w Krakowie, ale jakieś podejmowali inni biskupi, niewymienieni z nazwiska. Pojawia się tam biskup Pietraszko, poniekąd jako osoba odpowiedzialna.
Zresztą kandydat na ołtarze.
- Tak. Są jacyś kurialiści, którzy podejmują decyzje. W jednej z tych historii pojawia się sugestia, że Jan Paweł II podjął decyzję zgodną z ówczesnym prawem, ale gdyby podjął surowszą, nie byłoby kolejnych skrzywdzonych — a i ta surowsza byłaby zgodna z prawem. Ale jej nie podjął. W związku z tym jeden z bohaterów tego tekstu wyjechał do kolejnej diecezji i tam krzywdził kolejne dzieci. Autorzy podkreślają, że nie był księdzem archidiecezji krakowskiej, tylko pracował na jej terenie, więc Wojtyła nie mógł wszystkiego zrobić. Te teksty stawiają więc pytania, które nadal przed nami są.
Pierwszy tekst, do którego teraz odnoszą się Tomasz Krzyżak i Piotr Litka, był oparty na dokumentach IPN - od razu zaznaczali, że ta dokumentacja jest niepełna. Ten nowy tekst jest oparty na dokumentach IPN i kurii krakowskiej, to nadal jednak nie jest pełna dokumentacja. Są osoby skrzywdzone, są dzieci, które były krzywdzone, są ich rodziny.
To nie jest tak, że wszystko znajduje się w archiwach. Tomek Krzyżak pokazał to w swoim raporcie z Sosnowca — nie wszystkie dokumenty były w archiwum kurialnym, niektóre były gdzie indziej, niektóre zaginęły.
Dokumenty i wątpliwości
Czy prawdą jest, że ta teczka była rozszyta, że ktoś coś z niej wyciągnął?
- Wszystko na to wskazuje. Autorzy piszą: nie ma dowodów na to, że ktoś coś wyciągnął, ale teczka jest rozszyta. Ich zdaniem nic w niej nie brakuje. Ja zadaję pytanie: jeśli była zszyta, a potem ją rozszyto, to być może po coś to zrobiono. Może wszystko jest, ale tego nie wiemy, bo nie ma paginacji. Oni sami piszą, że nie ma w tej teczce paginacji, czyli nie wiemy, czy była stronicowana. To pozostawia wątpliwości.
Pada teza, że działanie Jana Pawła II było pozastandardowe. A jaki był standard?
- Nie wiem, jaki był standard. Możemy powiedzieć, że w niektórych sprawach Karol Wojtyła zachowywał się w sposób zaskakujący, ale skąd wiemy, jak w takich sprawach zachowywał się kardynał Stefan Wyszyński w Warszawie? Żeby postawić twardą tezę, że Karol Wojtyła działał ponadstandardowo, musimy wiedzieć, jaki był standard w polskim Kościele. To oznacza konieczność przebadania dokumentacji kurialnej i IPN-owskiej dotyczącej biskupów w Polsce.
I to zrobi komisja, która powstała?
- Nie wiem, czy ona już powstała.
Zawahałam się, bo nie wiemy, kto tam jest. Są niezależni eksperci.
- Nie wiemy, według jakich zasad będzie pracowała i jaki będzie miała dostęp do dokumentów. Z tego, co zostało ujawnione, nie wynika, że będzie miała dostęp do wszystkiego. Ostatecznie dysponentem dokumentów są biskupi albo prowincjałowie i oni mogą odmówić. Nie wiemy też, jaka będzie umowa między komisją a tymi instytucjami. Nie wiemy, kto będzie jej przewodniczącym — może to być kobieta, takie informacje się pojawiają. Nie podam nazwiska, bo nie chcę nikogo ani „spalić”, ani oceniać. W wielu diecezjach delegatami są już kobiety (obok księży), co jest zrozumiałe. Żeby móc postawić twarde tezy o Kościele w Polsce, potrzebna jest ogólnopolska komisja albo szereg komisji diecezjalnych. Na końcu tej drogi można będzie coś powiedzieć o standardach.
Jan Paweł II i realia epoki
Chciałam zapytać o Jana Pawła II i o jego wiedzę, także w kontekście spraw w Stanach Zjednoczonych. Tu nie było działań ponadstandardowych. Chciałam zapytać o korespondencję Jana Pawła II z filozof Anną Teresą Tymieniecką, swoją przyjaciółką. Te informacje, które jednak miał, dotyczące afery w Stanach Zjednoczonych... Nie zdobył się na pozastandardowe działania.
- Dlatego, że był także dzieckiem swoich czasów, standard był klerykalny - przekonanie, że bezpieka wszystko fabrykuje, że księdza i jego kapłaństwo trzeba bronić. I Jan Paweł II tak działał. Widzimy to oczywiście w korespondencji z Anną Teresą Tymieniecką, ale widzimy to przecież także w sprawie choćby Marcela Degollado. Ta słynna scena, nawet Franciszek ją cytował, jak wychodzi ze spotkania z bliskimi współpracownikami kardynał Ratzinger, który wierzył skrzywdzonym przez lidera Legionistów Chrystusa i mówi: "Chowamy dokumenty, teraz nic się nie da zrobić". I musiał umrzeć Jan Paweł II, żeby już Benedykt XVI tę sprawę załatwił. Teraz część odpowiedzialności za ten brak wiary ponosi jego najbliższe otoczenie. Co do tego nie ma żadnej wątpliwości. Tylko że najbliższe otoczenie...
Milczy i nic nie powie.
- To które jeszcze żyje nie chce się z tego rozliczyć, nie chce powiedzieć.
To milczenie to krzywda dla Jana Pawła II?
- Świętość Jana Pawła II jest świętością zwyczajnego człowieka, wybitnie inteligentnego, charyzmatycznego. Któremu Polacy bardzo wiele zawdzięczają. Tu nie ma sporu, ale to nie znaczy, że papież nie popełniał żadnych błędów. I nie oznacza też, że - być może świadomie albo nieświadomie, kierując się błędnymi założeniami, na przykład dotyczącymi znaczenia kapłaństwa albo błędnym rozumieniem pewnych kwestii - mógł jakichś ludzi skrzywdzić. Bez grzechu, jak wierzą katolicy, jest wyłącznie Matka Boża. Robiąc z Jana Pawła II idola, nie pozwalamy opowiedzieć o jego życiu w całości.
Z drugiej strony jest też silna krytyka.
- Nawet jeśli Jan Paweł II popełniał błędy, to nie odbiera mu to zasług — choćby tego, że pomógł nam odzyskać niepodległą Polskę. Nie odbiera mu to także zasługi, że przeprowadził — w Polsce, ale nie tylko — ogromną akcję ewangelizacyjną, że był liderem dialogu z judaizmem. Po prostu pokażmy go w całości, ale nie udawajmy, że wszystko było doskonałe. Dodajmy też, że rację mają ci, którzy mówią, że trzeba patrzeć przez pryzmat historii. Trzeba to powiedzieć wprost: niedostrzeganie problemu wykorzystywania seksualnego osób małoletnich było w tamtym czasie czymś absolutnie powszechnym — nie tylko w Kościele. Ale to nie znaczy, że Kościół nie powinien się rozliczyć. Jeśli chce nauczać innych moralności, musi sam się rozliczać. To nie odbiera godności.