To, co jest najbardziej niepokojące w tej nowej fali ataków, to fakt, że oszuści pomyśleli, po co silić się na skomplikowane podróbki stron banku. Wystarczy jedno zdanie i załącznik, a Kowalski i tak kliknie. Co jest ich główną bronią? Minimalizmy i hasła z życia wzięte.
Dostajemy mail z tematem skanowanie albo dokumenty do podpisu. Treść? Zwykle dwa, trzy słowa, coś w stylu załączam skan. Proszę sprawdzić. To wszystko.
Nie ma logo Poczty Polskiej, nie ma PITu z Urzędu Skarbowego. Hakerzy liczą, że mamy nawał pracy i dostajemy 100 maili dziennie i myślimy, a pewnie z księgowości, trzeba szybko otworzyć. No i zamiast faktury ściągamy sobie na komputer wirusa, który może nam ukraść hasła albo zablokować pliki.
Więcej podcastów z cyklu Prawda czy fake
Najważniejsze to spojrzeć na dwie rzeczy. Po pierwsze, kto to wysłał. Jeśli adres jest dziwny, pełen liter i cyfr, do kosza.
Po drugie - i to jest kluczowe - jakie to ma rozszerzenie. Jeśli w tytule załącznika widzimy np. .tar, .exe, .js albo .7z, to nasza wewnętrzna lampka alarmowa powinna się zaświecić na czerwono. To są formaty, które najczęściej służą do ukrywania złośliwego oprogramowania. Pamiętajmy, zwykłe dokumenty to .pdf albo .docx. Jeśli mail obiecuje umowę, a na końcu jest .exe, to nie jest umowa. To jest trojan.
Co zrobić z takimi podejrzanymi wiadomościami? Przekazać to do CERT Polska przez formularz na stronie incydent.cert.pl. Dzięki temu pomagamy wyłączyć tę hakerską machinę i chronimy innych. Podsumowując, jeśli mail jest krótki, nie ma sensu, a załącznik jest dziwny, to prawdopodobnie jest to oszustwo. Używajmy zdrowego rozsądku, zanim klikniemy cokolwiek.