Z tej rozmowy dowiesz się:
- czy brak euro w Polsce to była dobra decyzja gospodarcza
- jakie są realne korzyści i koszty wejścia do strefy euro
- dlaczego temat euro zniknął z debaty publicznej
- czy Polska może zostać zmuszona do przyjęcia wspólnej waluty
W trakcie rozmów akcesyjnych Polska planowała szybkie przyjęcie euro – najpierw w 2009 lub 2010 roku, później pojawiała się data 2012. Dziś, kilkanaście lat później, wspólnej waluty nadal nie ma. Czy to dobrze? Rozmawiamy o tym z prof. Jakubem Janusem z Katedry Makroekonomii Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.
Dokąd zmierza Europa - to temat tygodnia w Radiu Kraków
Czy dla polskiej gospodarki fakt, że nie weszliśmy do strefy euro w 2010 czy 2012 roku, był korzystny, czy raczej zaprzepaściliśmy szansę?
Prof. Jakub Janus:
Jednoznaczna odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna. Takie rozważania „co by było, gdyby” zawsze pozostają w sferze sporów ekonomistów i zapewne tak będzie również w tym przypadku.
Nie ma jednak wątpliwości, że lata 2007–2009 były momentem, kiedy przyjęcie euro było w Polsce realne. Mieliśmy wtedy odpowiednią większość polityczną, a także sprzyjający klimat społeczny – integracja europejska była odbierana bardzo pozytywnie, a Unia Europejska miała wyraźny impet rozwojowy.
Z czasem jednak argumenty za przyjęciem euro zaczęły słabnąć. W dużej mierze wynikało to z kryzysu w strefie euro – szczególnie problemów Grecji, ale także sytuacji we Włoszech czy Hiszpanii.
Przeciwnicy euro mówią o niezależności i elastyczności własnej waluty. Zwolennicy wskazują na stabilność i brak ryzyka kursowego. Jak to wygląda z ekonomicznego punktu widzenia?
W ekonomii rzeczywiście często zestawia się koszty i korzyści integracji walutowej. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że im mniejsza i bardziej otwarta gospodarka, tym większe korzyści z przyjęcia euro.
Kraje takie jak Słowacja czy Chorwacja, które są silnie powiązane z gospodarkami strefy euro, zyskują na eliminacji kosztów wymiany walut i ryzyka kursowego. Dodatkowo korzystają z wiarygodności euro, czyli niższych stóp procentowych i bardziej przewidywalnej polityki pieniężnej.
W przypadku większych gospodarek, takich jak Polska, pojawia się argument dotyczący utraty autonomii polityki pieniężnej. Własna waluta pozwala dostosowywać stopy procentowe do krajowych warunków. Trzeba jednak pamiętać, że ta niezależność nie jest pełna.
W jakim sensie?
Nawet jeśli Narodowy Bank Polski formalnie ustala stopy procentowe samodzielnie, to i tak jesteśmy silnie uzależnieni od globalnych procesów – kursu dolara, cen surowców czy sytuacji gospodarczej naszych partnerów handlowych, przede wszystkim Niemiec.
Można więc powiedzieć, że w pewnym sensie już dziś podlegamy wpływom globalnym, tylko innymi kanałami. Dlatego z czasem może przybywać argumentów za dołączeniem do strefy euro.
Skoro argumentów ekonomicznych nie brakuje, to dlaczego temat euro praktycznie zniknął z debaty politycznej?
Niestety dużą rolę odgrywają emocje. Euro w Polsce zostało w pewnym sensie „zohydzone” – zarówno przez kryzys w strefie euro, jak i przez narrację polityczną.
Do tego dochodzi silny wątek symboliczny. Złoty stał się dla wielu Polaków elementem tożsamości narodowej, podobnie jak flaga czy hymn. To ciekawe, bo jeszcze 20–30 lat temu nikt nie traktował złotówki w ten sposób.
Dziś jednak trudno znaleźć polityka, który otwarcie opowiadałby się za przyjęciem euro. Nawet osoby prywatnie przychylne temu rozwiązaniu unikają tematu, bo wiedzą, że może to kosztować ich poparcie.
Czy w takim razie euro w Polsce jest realne w przyszłości?
W najbliższych latach raczej nie. Temat jest odkładany i unika się poważnej debaty.
A to jest właśnie największy problem. Od kilkunastu lat w Polsce nie było rzetelnej, merytorycznej dyskusji o kosztach i korzyściach przyjęcia euro.
Nie chodzi o to, żeby decydować natychmiast. Chodzi o to, żeby przeanalizować, gdzie jesteśmy jako gospodarka i czy euro pasuje do naszego modelu rozwojowego. Bez takiej debaty będziemy dalej odkładać decyzję „na kiedyś”.
A czy Unia Europejska ma narzędzia, żeby nas do tego zmusić?
Nie ma formalnych mechanizmów przymusu. Możliwe są raczej naciski nieformalne.
Z punktu widzenia strefy euro wejście Polski byłoby korzystne – jesteśmy dużą, dynamicznie rozwijającą się gospodarką. To wzmocniłoby cały projekt euro i pokazało, że wciąż jest atrakcyjny.
Na koniec – ile trwa przygotowanie do przyjęcia euro?
To zależy od kraju. Bułgaria przygotowywała się do tego praktycznie przez trzy dekady, utrzymując stały kurs walutowy wobec euro.
Polska ma zupełnie inny system – płynny kurs walutowy i niezależną politykę pieniężną. Dlatego proces byłby bardziej złożony i wymagałby kilku lat przygotowań, w tym stabilizacji kursu.
Z ekonomicznego punktu widzenia nie jest to jednak największy problem. Kluczowa jest wola polityczna.
Nasz gość:
Jakub Janus, adiunkt w Katedrze Makroekonomii Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, z którą
związany jest od 2013 r. Jego zainteresowania naukowe koncentrują się wokół problematyki
makroekonomii gospodarki otwartej i ekonomii monetarnej, szczególnie w kontekście gospodarek
rynków wschodzących. Obronił rozprawę doktorską dotyczącą strategii wychodzenia banków centralnych
z niekonwencjonalnej polityki pieniężnej (2018). Przebywał na zagranicznych stażach badawczych
Instytucie Alfreda Webera Uniwersytetu w Heidelbergu oraz w Szkole Ekonomii i Biznesu Uniwersytetu
w Lizbonie. Uczestnik projektów naukowych finansowanych przez Narodowe Centrum Nauki oraz
Narodową Agencję Wymiany Akademickiej. Swoje prace publikował m.in. w „Journal of International
Money and Finance”, „Open Economies Review” i „Emerging Markets Review”. Członek kolegium
redakcyjnego czasopisma naukowego „Entrepreneurial Business and Economics Review”, a także
sekretarz corocznej międzynarodowej konferencji naukowej „Workshop on Macroeconomic Research”.
Laureat nagrody prezesa NBP za najlepszą pracę doktorską oraz stypendium Ministra Nauki dla młodych
naukowców.
Więcej informacji o na stronie: https://sites.google.com/view/jakub-janus