Codzienność, zarówno dorosłych, jak i dzieci, jest dziś przepełniona bodźcami. Szkoła, praca, powiadomienia, media społecznościowe. W przeciwieństwie do dawnych czasów stres nie kończy się wraz z wyjściem z budynku. Towarzyszy nam aż do wieczora. A jeśli z nim zasypiamy, mózg nie odpoczywa. Wręcz przeciwnie, zaczyna pracować intensywniej, bo analizuje sytuacje czy szuka rozwiązań. Efektem jest gorszy sen, napięcie i zmęczenie kolejnego dnia.
Lekcja z Papui-Nowej Gwinei
Inspiracją może być praktyka zaobserwowana przez badaczy z Uniwersytetu Helsińskiego wśród plemienia Kaluli. Wieczorem mieszkańcy rozpalają ognisko. Dzieci siadają wokół niego i zaczynają opowiadać o swoim dniu, o tym, co było dobre, ale przede wszystkim o tym, co było trudne, stresujące czy bolesne. Dorośli są obecni, ale nie ingerują. Nie naprawiają, nie doradzają, nie przerywają. Po prostu słuchają. Ten rytuał nazwano "nocnym oczyszczaniem", ponieważ pozwala dzieciom zrzucić emocjonalny ciężar przed snem. Dlaczego to działa? Mechanizm jest prosty i potwierdzony psychologicznie. Nazwanie emocji zmniejsza ich intensywność, a brak oceniania i doradzania obniża napięcie. Efektem jest spokój. Przekłada się to na konkretne zachowania takie jak łatwiejsze zasypianie czy głębszy sen. Jednym z biologicznych efektów jest spadek poziomu kortyzolu, hormonu stresu.