Gościem audycji jest Ewa Smuk-Stratenwerth, biolozka i antropolożka, która od ponad trzydziestu lat mieszka na wsi i współprowadzi ekologiczne gospodarstwo. Jej droga do rolnictwa była dość nieoczywista.W 2014 wraz z mężem utworzyła fundację Ekologiczny Uniwersytet Ludowy w Grzybowie, m.in. aby propagować rolnictwo ekologiczne i agroekologię.
„Spotkaliśmy się z mężem przy okazji mojej pracy w Ośrodku Kultury Ochoty, gdzie założyłam taki ośrodek edukacji ekologicznej EKO-OKO i organizowaliśmy pierwsze kiermasze żywności ekologicznej w Polsce. (...) Teraz od trzydziestu paru lat mieszkam w gospodarstwie, pomagam w tym gospodarstwie, czasem też jadę ciągnikiem.”
Rolnictwo ekolgiczne dojrzewa
Rozmówczyni przypomina, że kiedy zaczynała działalność, rolników ekologicznych było zaledwie kilkudziesięciu. Dynamiczny rozwój nastąpił po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Dziś funkcjonuje około 26–27 tysięcy gospodarstw ekologicznych, choć – jak zauważa – sam system dopłat nie zawsze sprzyja tym, którzy rzeczywiście utrzymują się z produkcji rolnej. Największym zagrożeniem pozostaje, jej zdaniem, rozwój wielkich gospodarstw przemysłowych.
Bioregion – myśleć lokalnie
Jednym z najważniejszych projektów, w które angażuje się dziś Ewa Smuk-Stratenwerth, jest rozwój Bioregionu Doliny Środkowej Wisły. To koncepcja oparta na lokalnych zasobach, współpracy mieszkańców i odpowiedzialności za środowisko.
Jak podkreśla, idea bioregionów jest współczesnym rozwinięciem hasła „myśl globalnie, działaj lokalnie”.
„Bioregiony są próbą takiego mądrego powrotu tego hasła. (...) Możemy faktycznie działać lokalnie czy regionalnie. To, co w tej chwili robimy w naszym bioregionie, to staramy się rozwijać współpracę rolników.”
W praktyce oznacza to tworzenie lokalnych sklepów, współpracę ze szkołami, organizowanie szkoleń oraz edukację dotyczącą ochrony gleby i środowiska. Celem jest nie tylko produkcja zdrowej żywności, ale także budowanie silnych lokalnych społeczności i większej samowystarczalności regionów.
Przyroda odwdzięcza się za troskę
Rolniczka przekonuje, że odpowiedzialne gospodarowanie przynosi wymierne efekty również dla przyrody. W prowadzonym przez nią gospodarstwie od ponad trzech dekad sadzone są żywopłoty i drzewa, dzięki czemu pojawiło się wiele gatunków ptaków.
„Od ponad 30 lat sadzimy żywopłoty i drzewa i w tej chwili mamy taką rozmaitość ptaków, że po prostu jesteśmy zachwyceni. Są wilgi, przylatują dudki. (...) One w jakiś sposób się odwdzięczają za to, że my nie wszystkie śliwki zerwiemy.”
Jednocześnie ostrzega, że ten krajobraz nie jest dany raz na zawsze. Intensywna chemizacja, wielkoobszarowe rolnictwo czy spadek poziomu wód mogą sprawić, że kolejne pokolenia nie będą mogły cieszyć się takim samym bogactwem przyrody.
Od pola do stołu
Istotnym elementem rozwoju lokalnego rolnictwa są krótkie łańcuchy dostaw. Według gościa audycji bezpośrednia relacja między producentem a konsumentem buduje zaufanie i wzmacnia lokalną gospodarkę.Przywołuje przy tym słowa twórcy ruchu Slow Food, Carlo Petriniego:
„Konsumenci są współproducentami, czyli konsument wybierając konkretne produkty na swój stół, wspiera konkretnego rolnika czy konkretne rolnictwo.”
Edukacja dla przyszłości
Integralną częścią działalności Pani Ewy jest również Ekologiczny Uniwersytet Ludowy, inspirowany duńskim modelem edukacji dorosłych. Uczestnicy uczą się tam nie tylko agroekologii, ale także współpracy, odpowiedzialności i budowania lokalnych wspólnot. Jak podkreśla, jednym z jej najważniejszych celów jest przywrócenie społecznego prestiżu zawodu rolnika.
Rozmówczyni wskazuje również na doświadczenia Danii i Szwajcarii, gdzie dobrze rozwinięte spółdzielnie oraz współpraca między mieszkańcami przyczyniły się do budowy zamożnych i stabilnych społeczeństw. Jej zdaniem podobny kierunek może być inspiracją również dla polskiej wsi.