Gościem Marzeny Florkowskiej jest Agnieszka Kuźma, licencjonowany przewodnik po Krakowie.
- A
- A
- A
Cyrk na Plantach. Kontrowersyjna rozrywka w Krakowie
Będzie bunt, będzie sprzeciw, będą mocne emocje, będzie ekscytacja, będzie fascynacja, będzie powrót do dzieciństwa.Kiedy pojawił się cyrk w Krakowie?
Przyjeżdżał i to wielokrotnie. Historia cyrku w Krakowie sięga nawet wcześniej niż XIX wieku, bo jest to rozrywka, która korzeniami sięga starożytności.
W średniowieczu to były luźne trupy cyrkowe, składające się na przykład z kuglarzy, którzy prowadzili niedźwiedzia na smyczy i tak wędrowali od miasta do miasta. Jednak nikt wtedy tego nie traktował jako takiej oficjalnej rozrywki. Bardziej było to właśnie takie wydarzenie, rozrywka dla ludu.
I dopiero XIX wiek przynosi właśnie cyrk jako wydarzenie, jako zorganizowane grupy.
Gdzie ten cyrk się rozgaszczał?
Błonia to chyba najbardziej popularne miejsce, ale okazuje się, że pierwsze cyrki gościły na Plantach. Z tego względu, że to był właśnie ten pierwszy ogród miejski, który też miał zapewniać rozrywkę Krakowianom.
I pierwszy cyrk rozlokował się w części Plant, u wylotu ulicy Lubicz. Tam, gdzie stoi Pomnik Floriana Straszewskiego. To był rok 1832.
Co wtedy cyrk oferował?
Przykład pokazy gimnastyczne, pokazy klaunów, dzikie zwierzęta. I przedstawienia odbywały się właśnie o zmroku.
Mamy tutaj potwierdzone zapisy, właśnie między innymi z ksiąg Klemensa Bąkowskiego, który wspomniał, że to był niesamowity widok, jak Planty mroczniały, pochodnie zaczęły oświetlać właśnie alejki i mieszkańcy zanurzyli się właśnie w ten cyrkowy świat.
Planty jeszcze inaczej wyglądały, bo przecież drzewa niedawno posadzone
Też możemy podejrzewać, oglądając właśnie stare fotografie ryciny, że było więcej miejsca. Dzisiaj Planty są bardzo uporządkowane. Kiedyś ten teren dopiero właściwie kształtował się jako park miejski. Kamienne ławy, nie było pomników. Idealna arena dla występów.
Ale nie rozbijano namiotu?
Nie. Te pierwsze cyrki były małe. Grupa liczyła od kilkunastu do trzydziestu osób.
Namiot cyrkowy, właściwie taka arena, była przygotowana na poczekaniu z desek i wszystko odbywało się pod chmurką.
Co ciekawe, dwa lata później, właśnie w 1834 roku, mamy odnotowany cyrk, który rozgościł się koło już nieistniejącego Kościoła Świętej Scholastyki. Dziedziniec kościelny też znakomicie zabezpieczył cyrkowcom arenę do wykonywania różnych numerów. Cyrki, które pojawiały się w drugiej połowie XIX wieku, rozkładały się bliżej Wawelu, w okolicach Hotelu Royal.
Także u wylotu ulicy Starowiślnej. Również w ogrodzie Hotelu Kleina przy ulicy Świętej Gertrudy. Błonia pojawiały się w latach 60., 70., XIX wieku.
To były polskie grypy?
Największą furorę robiły wtedy cyrki zagraniczne, cyrki amerykańskie.
Miasteczko cyrkowe zajmowało połowę Błoń. Były także cyrki angielskie, włoskie.
Media, zwłaszcza prasa, bardzo aktywnie promowała cyrk z tego względu, że taka trasa była zapowiadana z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Właściciel cyrku mógł zapowiedzieć, jakie będą numery, co jest jego specjalnością, ile przedstawień wyda. Okazuje się, że też właśnie później budowa tej areny cyrkowej, tego słynnego namiotu, była po stronie właśnie organizatora, konkretnego właściciela cyrku. Bilety wyprzedawały się bardzo prędko.
Krakowianie lubili taką formę rozrywki? Obecnie patrzymy oczywiście z innego punktu widzenia. Oceniamy ja także z punktu widzenia etycznego.
W tamtym momencie właśnie właściciele cyrku zdawali sobie sprawę w tego, że są różne gusta i różne poczucia humoru. Jednego widza bawił widok klauna, który się potykał i nieumiejętnie żonglował. Ktoś inny bardziej cenił wyrafinowane pokazy akrobatyczno-gimnastyczne. Była grupa widzów, która przychodziła do cyrku po to, żeby oglądać egzotyczne zwierzęta.
Bądźmy szczerzy. Od starożytności przez średniowiecze, po wiek XIX to egzotyczne lwy, tygrysy były podstawą cyrku. .
Ceny biletów były faktycznie niezbyt wysokie. To była rozrywka stosunkowo tania, przystępna.
Zdarzało się, że biletów zabrakło i wiele osób było po prostu mocno rozczarowanych.
Były potyczki, były żonglerki, były pokazy akrobatyczne, były dzikie zwierzęta. Ale były też takie osoby, które dziś otaczamy już troską i bardzo szanujemy, żeby się dobrze czuły, nic im się nie stało, żeby nie traktowane były jako osoby z niepełnosprawnością, żeby nie czuły się inne.
Wtedy były pokazywane jako osobliwości. To jest cecha charakterystyczna cyrku XIX-to wiecznego. I też próba właśnie zadośćuczynienia tym niskim gustom.
Osoby, które odmiennie wyglądały, były ułomne, były bardzo niskie, bardzo wysokie, czy bliźnięta syjamskie, były traktowane jako osobliwości. Przyciągały uwagę i bilety na występy z nimi sprzedawały się od ręki. Człowieka chyba po prostu fascynowało to, co inne, odmienne, niezwykłe.
To też jest takie, można powiedzieć, mało etyczne, że bardzo często przyczyniali się do tego rodzice właśnie takich osób. Widząc jaki będzie trud wychowania dziecka odmiennego, kalekiego, oddawali albo odsprzedawali dziecko właśnie trupie cyrkowej. Wiedząc, że oni zadbają o takie potrzeby jak właśnie ubranie takiej osoby, nakarmienie, ale też będzie zarabiała właśnie swoim wyglądem, swoją odmiennością. I okazuje się, że u nas właśnie w XIX wieku były takie pokazy. Na ulicy Floriańskiej 28 miał być pokazywany najmniejszy człowiek na świecie, ważący zaledwie 10 kilogramów, mierzący 36 cali, nazywany takim właśnie małym koliberkiem.
Praca była ciężka, bo był pokazywany od 9.00 do 21.00. Bilet kosztował 10 centów.
Z kolei pod Wawelem, na Plantach był pokaz wyjątkowej, pięknej, olbrzymki. To była największa kobieta ówczesnego świata, mierząca grubo ponad 2 metry. Przez 3 dni można było ją oglądać po 12 godzin.
Były cyrki amerykańskie, ale były jakieś cyrki polskie?
Były cyrki polskie. Pierwsze grupy, które występowały na Plantach, to były cyrki polskie, galicyjskie. One były jednak takie trochę efemeryczne.
Pierwszy cyrk polski z prawdziwego zdarzenia to będzie warszawski cyrk braci Staniewskich. Rozkładali się najczęściej na końcu ulicy Starowiślnej.
I to już jest ten moment, gdzie cyrk podróżuje pociągami. Wynajmował 40, 50, nawet 60 wagonów, żeby po prostu wszystko przygotować. W cyrku Staniewskich pozwalano oglądać za opłata także przygotowania do występów. Tresurę dzikich zwierząt, ich karmienie, przygotowania, linoskoczków, którzy ćwiczyli przed właściwym występem. I ćwiczenia były bez zabezpieczenia.
Dochodzimy do momentu, kiedy mogłoby się wydawać, że wydarzenia cyrkowe zostaną po prostu zdjęte.
Czas II wojny światowej, okupant kontroluje wszelkie formy rozrywki, a jednak cyrk gości na Plantach i mamy informację, że mieszkańcy z tej rozrywki korzystali.
To jest o tyle zaskakujące, że przecież wiadomo, że kina były zamykane, spektakle teatralne, polskie również, szkoły były zamykane. Tymczasem okupant pozwala na cyrk. Zaspokaja takie najniższe potrzeby?
Tak, myślę, że to był można powiedzieć taki trochę wybór kompromisowy, że jednak ludzie tej rozrywki byli spragnieni. Też cyrk oferował występy, które mogły być neutralne politycznie. Jeśli chodzi o kina, to projektory ustawione na Plantach puszczały też raczej filmy lekkie, komedie, romanse. Unikano filmów właśnie przygodowych, westernów, żeby jakby nie szkolić nowych walczących.
Występy gimnastyczne były organizowane także na Placu Matejki, który już wtedy był pusty. Niemcy usunęli Pomnik Grunwaldzki, Grup Nieznanego Żołnierza.
Ale jeśli taki cyrk mógł być organizowany z przyzwoleniem okupanta, to można sobie pomyśleć, że budził sprzeciw.
To powiedzenie, że świnie siedzą w kinie, a co bogatsze to w teatrze.
Jeśli chodzi o cyrk, wydaje się, że też było takie jakby po prostu ciche przyzwolenia. Mimo całego tragizmu, traumy wojny, ludzie po prostu potrzebują żyć i czasami potrzebują się też śmiać.
W okresie PRL wiele osób chodziło do cyrku i wiele osób pamięta przecież cyrk właśnie z dzieciństwa.
Okazuje się, że w PRL-u cyrk też był formą rozrywki promowaną przez władze. Założono Państwową Szkołę Sztuki Cyrkowej w Julinku. W ciągu trzyletniej nauki można było wybrać profil właśnie czy akrobatyka, czy klaunada, czy jeszcze inne formy rozrywki. Powoli cyrkowiec staje się zawodem, profesja wybierana całkowicie świadomie. Zmienia się też profil cyrku. Nie ma już zwierząt, ani osób wyróżniających się wyglądem. A sam cyrk staje się pretekstem do dyskusji nie tylko o sztuce, ale i etyce.
Komentarze (0)
Najnowsze
-
13:10
Odwołany dyrektor MOCAK-u zabiera głos. Rozważa zaskarżenie decyzji
-
12:12
Utrudnienia tramwajowe w Krakowie zakończone. Złamany pantograf blokował ruch
-
11:54
Jubileusz 40-lecia Biura Wystaw Artystycznych „U Jaksy” w Miechowie.
-
10:36
„Requiem dla snu” w Starym Teatrze. Groteska zamiast emocji?
-
10:23
Ustawa "lex szarlatan". Dr Stopyra: "Rodzice wierzą w cudowne uzdrowienie, dzieci płacą za to zdrowiem"
-
10:22
Przebudują przepust, by odprowadzić wodę po kopalni. Droga została zamknięta
-
10:11
Jak psychodeliki wpływają na emocje?
-
09:55
Poszukiwany przez Interpol Macedończyk zatrzymany w Krakowie
-
09:31
Jak turyści wpływają na przyrodę? Studenci zbadali glebę przy tatrzańskich szlakach
-
09:29
Droga do Morskiego Oka w remoncie. Turyści muszą liczyć się z utrudnieniami
-
09:16
Radny i urzędnik jednocześnie? Kraków mówi „nie”
-
08:52
Cyfrowy Lepper przemówił. Granice politycznego absurdu właśnie pękły
-
08:15
Bartosz Bocheńczak (Konfederacja): "Kaczyński nie rozumie obecnych czasów"
-
08:01
W Tarnowie zamkną popularny skrót. Przez tydzień piesi będą przechodzić przez... dom kultury
-
07:46
Polregio wyremontuje bocznice w Suchej Beskidzkiej i Krakowie
-
07:33
Wreszcie ruszyły prace na Lwowskiej w Tarnowie. Opóźnienie kosztuje miasto miliony
-
07:21
Łanie i niedźwiedzie coraz bliżej ludzi. Pod Tatrami planują ośrodek dla dzikich zwierząt
-
07:06
W czwartek na maturze egzamin z informatyki i egzaminy z ukraińskiego
-
07:00
Więcej pieniędzy na politykę społeczną i wymóg niekaralności. Kraków szykuje reformę rad dzielnic