Sondaż przygotowany dla Radia Kraków daje pani nieco ponad osiem procent poparcia. Osiem procent i piąte miejsce w tej stawce przyjęła pani z zadowoleniem czy głębokim rozczarowaniem?
- Tak jak mówiłam - w sondaże nie wierzę. Uważam, że błędnie opisują rzeczywistość. Są robione pod konkretne osoby i bardziej służą temu, żeby prowadzić kampanię, niż żeby dawać konkretne informacje. Od początku kampanii widzę jednak zarówno na ulicach, jak i nawet w tych sondażach, w które nie wierzę, bardzo wyraźny trend. Docieramy do coraz większej liczby osób. Coraz więcej osób jest przekonanych, że chce zagłosować na mnie i na wizję Krakowa, który po prostu działa dla ludzi. Dlatego jestem dobrej myśli i nie zwalniamy tempa.
"Nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy"
Jak ważne są te wybory w kontekście wyborów parlamentarnych i pani rywalizacji z kandydatką Nowej Lewicy Darią Gosek-Popiołek? Jaką odpowiedź ma dać to głosowanie w Krakowie?
- Układ sił w Krakowie jest dziś taki, że tak naprawdę na tym drugim miejscu jest bardzo płasko. Bijemy teraz o drugą turę. Kandydatka Koalicji Obywatelskiej, której wróży się drugą pozycję, to osoba, o której dwa lata temu nikt nie słyszał. My autentycznie bijemy się o drugą turę.
Jeżeli to się nie uda, wtedy będziemy oczywiście rozmawiać o tym, co można zrobić, żeby na poziomie krajowym pozmieniać przepisy tak, żeby ludziom żyło się lepiej. W tym momencie mamy jednak realną szansę, żeby zwrócić Kraków w dobrą stronę, i na tym musimy skupić całą swoją uwagę. Wierzę, że to jest szansa, drugiej takiej po prostu nie będzie.
Wróćmy do sondażu dla Radia Kraków. Jeśli zsumujemy pani poparcie i poparcie Darii Gosek-Popiołek, a jest jeszcze Sławomir Pietrzyk, również lewicowy kandydat, kandydatki lewicy mają w sumie więcej niż Prawo i Sprawiedliwość. Gdyby wybory zakończyły się takimi wynikami pani i Darii Gosek-Popiołek, czy Razem i Nowa Lewica zechcą jeszcze rozmawiać w kontekście wspólnych list wyborczych? Tradycyjne, rytualne pytanie.
- Wczoraj był wywiad z Ryszardem Śmiałkiem, który jest przewodniczącym małopolskiej Nowej Lewicy...
Nie przepada za Razem.
- ... w którym bez żadnych zahamowań mówi o tym, że będzie walczył, żeby w drugiej turze Daria Gosek-Popiołek poparła kogo trzeba, i że Daria Gosek-Popiołek przeprosiła za to, że dwa lata temu popierała Łukasza Gibałę.
Dwa lata temu mieliśmy koalicję z Łukaszem Gibałą. Dogadaliśmy się co do programu. To się z czasem rozjechało. Fakty są jednak takie, że mamy w Krakowie siły, które chciałyby coś zmienić, i mamy siły, które Krakowem rządzą przez ostatnie dwa lata. Ale i dłużej, bo jeśli spojrzy pan na przykład na koalicję wyborczą w 2018 roku, to mamy Jacka Majchrowskiego, Platformę Obywatelską i właśnie SLD, Nową Lewicę. Albo poważnie mówimy, że chcemy zmiany, albo po prostu farbujemy swoje barwy partyjne i udajemy kogoś, kim nie jesteśmy.
Czyli dalej lewica, według starej zasady, będzie się rozwijać poprzez podział, a nie poprzez łączenie?
- Jestem z partii Razem, która chciałaby dokonać zmiany kierunku w Krakowie, również w polityce krajowej. Walczymy o to, żeby nasze miasto przestało prowadzić skandaliczną politykę kadrową zatrudniania kolegów, która doprowadziła do referendum. Żeby nasze miasto wprowadziło rozwiązania zmniejszające zadłużenie. Żeby inwestowało w ludzi, a nie wydawało grube miliony na napompowane i ambicjonalne inwestycje poszczególnych polityków.
To są realne rzeczy do zrobienia, z których duża część może się zacząć już w tej kadencji. Są realne rozwiązania dla ludzi, które mogą się zacząć w tej kadencji. Nie będziemy teraz sumować się z innymi kandydatami, którzy chcieliby utrzymać status quo, którzy chcieliby utrzymać Kraków na obecnym kursie.
"Nie wyszłam bez przyczyny z klubu Gibały"
Gdyby wyniki pani i Darii Gosek-Popiołek były bardzo dobre, byłby to jakiś sygnał dla obu ugrupowań lewicowych, żeby ewentualnie raz jeszcze ze sobą rozmawiać, czy nie?
- Nie wiem, jak mogę wyjaśnić, że partia Razem jest partią, która ma inne cele...
Czyli nie. Proszę powiedzieć „nie” i koniec.
- ...niż Nowa Lewica.
Dobrze, czyli nie. Więcej o to nie pytam. Mówi pani jednak o drugiej turze. Czy w drugiej turze Razem będzie wspierać Łukasza Gibałę, gdyby znaleźli się w niej Łukasz Gibała i Monika Piątkowska? Wiem, że powie pani, że myśli pani o swoim udziale...
- Bardzo chętnie będę ścierać się w drugiej turze, czy to z Łukaszem Gibałą, czy z Moniką Piątkowską.
Dobrze, ale była już pani w klubie Łukasza Gibały. Gdyby było tak, jak pokazują badania: Monika Piątkowska i Łukasz Gibała – Razem staje po stronie Łukasza Gibały?
- Wyszłam z klubu Łukasza Gibały na początku tego roku. Z Łukaszem Gibałą mieliśmy koalicję wyborczą w 2024 roku. Uważam, że to była dobra decyzja, dlatego że zobaczyliśmy, co miała do zaprezentowania ówczesna ekipa Koalicji Obywatelskiej.
To nie jest jednak tak, że wyszłam z tego klubu bez przyczyny. Uważam, że mamy do zaproponowania lepszą wizję Krakowa niż Łukasz Gibała. Mamy do zaproponowania bardziej konkretną wizję Krakowa niż Łukasz Gibała, który, z tego, co wiem, dalej nie ma programu wyborczego na te wybory.
Wracając jeszcze do sondażu Radia Kraków i innych deklaracji: Łukasz Gibała liczy również na poparcie obu Konfederacji. Nie wiem, czy Razem byłoby do twarzy z Konfederacjami.
- Przede wszystkim nie wiem, co o tym sądzi Łukasz Gibała.
Przeciwieństwa się przyciągają.
- Mnie proszę o to nie pytać.
"Żeby kolej stała się nieodłącznym elementem transportu miejskiego"
Dobrze. Wśród najważniejszych zadań związanych z transportem – LoveKraków o to pytał – wskazuje pani bilet metropolitalny. Mamy jednak bilet metropolitalny. Wystarczy zapłacić za niego 190 złotych i już jest.
- Nie mamy wspólnego biletu mieszkańca na kolej i transport miejski. Chciałabym, żeby...
Nie rozumiem. Mamy.
- To znaczy bilet mieszkańca. Ten, który kosztuje 99 złotych.
Ale mamy za 190.
- No, dwa razy tyle.
Oczywiście.
- Zapłacenie dwa razy tyle – bez zniżek mieszkańca, bez żadnego uwzględnienia tego, że ktoś w Krakowie płaci podatki, że ma Kartę Krakowską – nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby kolej stała się nieodłącznym elementem transportu miejskiego.
Mamy w Krakowie przystanki kolejowe, mamy linie. Musimy je po prostu dobrze wykorzystać, tak żeby zmniejszyć ruch w mieście i doprowadzić do tego, że na przykład z Mistrzejowic na Dworzec Główny ludzie nie będą jechać pół godziny, tylko osiem minut. To jest coś, na co już mamy gotową infrastrukturę.
Musimy ją wykorzystać, bo wydaje mi się, że wpadliśmy w tym mieście w straszną pułapkę: wszystko musi być drogie, wszystko musi długo trwać, wszystko musi być gigantyczną inwestycją. Musimy wykorzystać to, co mamy.
Mamy bilet metropolitalny za 190 złotych.
- Nie mamy biletu mieszkańca. I to jest moja propozycja.
Ale to jest to samo. Bilet metropolitalny...
- Nie jest to samo, panie redaktorze. Bilet mieszkańca można byłoby kupić na tych samych warunkach, na jakich kupujemy dziś bilet mieszkańca, na te same okresy, łącznie z ofertą „5+1”. Myślę, że również musimy wprowadzić bilet jednorazowy, który tak samo działa na kolei.
To użyję takiego sformułowania: bilet, który obejmowałby kolej i komunikację miejską, wymaga porozumienia samorządu krakowskiego i samorządu wojewódzkiego.
- Tak. Nie tylko.
Co pani w tej sprawie zrobiła jako radna? Bo jest pani radną. Czy była jakaś inicjatywa, żeby wrócić do rozmów z marszałkiem? Takie rozmowy przecież były parę lat temu.
- Panie redaktorze, jeśli chodzi o moje działania jako radnej opozycji, w szczególności...
Co dojeżdża na Plac Wszystkich Świętych?
Czyli nie interesowała się pani tym do tej pory?
- Muszę przyznać, że niesamowicie zawiodłam się na umiejętnościach pana prezydenta. Złożyłam interpelację na początku tego roku w sprawie wycofania się Wieliczki z biletu metropolitalnego (w zakresie zielonych autobusów). Kiedy Rada Miasta Krakowa, głosami Nowej Lewicy i Koalicji Obywatelskiej, podniosła w grudniu ceny biletów, gmina Wieliczka przegłosowała, że wycofa się z biletu metropolitalnego.
Tak, pamiętam.
- Zwróciłam się wtedy z interpelacją do prezydenta Miszalskiego, bo przez myśl mi nie przeszło, że zostało to nieprzemyślane. Zapytałam więc, jak przebiegały rozmowy, co tam się wydarzyło. Okazało się, że pan prezydent Miszalski podniósł ceny biletów, w ogóle nie konsultując tego z gminami, które uczestniczyły w tym bilecie.
Jeśli więc pyta mnie pan, co zrobiła jedna radna opozycji, ja pytam: co zrobił prezydent Krakowa, który zaczął podnosić ceny w ramach ustaleń dotyczących biletu metropolitalnego, wcześniej wypracowanych przez poprzednią administrację, bez żadnych konsultacji?
Mamy dużo do zrobienia, ale nie chcę słyszeć, że czegoś nie da się zrobić bez spróbowania. Szczególnie, że ci sami ludzie, którzy mówią, że się nie da, że to jest trudne, obiecują gruszki na wierzbie. Jeżeli w ogóle nie siądzie się do stołu i nie podejmie żadnych rozmów, to wiadomo, że się nie da.
Chciałabym, żebyśmy wyszli z myślenia o wszystkich zmianach jako o czymś absolutnie niemożliwym. Trzeba się w końcu wziąć do roboty dla mieszkańców, a nie tylko siedzieć sobie w gabinecie i szukać pracy dla swoich kolegów partyjnych.
Dużo mówimy o komunikacji zbiorowej, o bilecie mieszkańca – nie bilecie metropolitalnym, bo pani tutaj to rozróżnia. Rozumiem, że jako prezydentka korzystałaby pani ze zbiorkomu?
- Dzisiaj przyjechałam tutaj tramwajem i autobusem, z przesiadką.
Jako prezydentka jakim tramwajem dojechałaby pani na Plac Wszystkich Świętych? Pamięta pani?
- Na Plac Wszystkich Świętych chodzę piechotą z domu.
A jaki tramwaj tam dojeżdża? Pamięta pani?
- Mieszkam na Grzegórzkach, jest remont na Grzegórzeckiej, więc tramwaje nie jeżdżą.
Ale jest pani radną. Jest przystanek tramwajowy przed... Pamięta pani numery?
- Chodzę piechotą na Plac Wszystkich Świętych. Mam 20 minut piechotą. Chodzę piechotą, nie jeżdżę tam tramwajem. Jeździłabym, nie wiem, pewnie "jedynką".
"Jedynka", zgadza się.
- Ale "jedynka" w tym momencie nie jeździ obok mojego domu, bo jest remont na Grzegórzeckiej.
Ale jeździ "jedynka"
- Nie jeździ obok mojego domu, panie redaktorze.
No dobrze. "Jedynką" można dojechać.
- Chodzę piechotą. Jeżdżę tramwajem, rowerem, samochodem. Czasami zdarza mi się pojechać też pociągiem, chociaż jest strasznie drogi w tym układzie.
Jednorazowo nie jest drogi.
- Korzystam z usług miasta od 34 lat na bardzo różne sposoby. Chciałabym, żeby wszyscy mieli możliwość korzystania z tego środka transportu, który jest dla nich najwygodniejszy. Czy to będzie tramwaj, czy pójście piechotą, czy pojechanie rowerem, czy czasami użycie samochodu. Wszystkich tych środków możemy naprawdę używać mądrze, tylko musimy stworzyć ludziom odpowiednie warunki.
To jeszcze podpowiem: obecnie jeżdżą "ósemka", "trzynastka" i "siedemdziesiątka siódemka". Jakby pani chciała jako prezydentka pojechać.
- Mam taką magiczną aplikację. Nazywa się jakdojade.
No i dobrze.
- I jak chcę dojechać w jakieś miejsce, to z niej korzystam.
"Mamy ponad 45-procentowy wzrost bezrobocia wśród młodych"
Wczoraj deklarowała pani wsparcie dla osób zwolnionych z korporacji. Co więcej może zrobić samorząd oprócz Grodzkiego Urzędu Pracy?
- Dlaczego „oprócz”? Spędziłam ostatnie parę tygodni, spotykając się między innymi z dyrektorem Grodzkiego Urzędu Pracy. Zakładam, że ma mnie już trochę dość. Chciałam się dowiedzieć, jakie są potrzeby i co zrobić w Grodzkim Urzędzie Pracy, żeby mógł lepiej działać. Chciałabym, żeby miasto uruchomiło dwa programy. Po pierwsze - program wspierający pracowników, którzy są zwalniani albo są zagrożeni zwolnieniami. Chodzi o kierowanie ich do Państwowej Inspekcji Pracy, zapewnienie wstępnej pomocy prawnej i kontaktu ze związkami zawodowymi.
Po drugie - program dla młodych „Pierwsza praca”, ponieważ od zeszłego roku mamy ponad 45-procentowy wzrost bezrobocia wśród młodych. To często dobrze wykształceni ludzie, którzy po prostu nie mają doświadczenia, a na rynku pracy konkurują z osobami, które na przykład właśnie są zwalniane i mają znacznie większe doświadczenie.
A stopa bezrobocia w Krakowie?
- Stopa bezrobocia nie jest aż tak dużym problemem, panie redaktorze, jak to, że nie mamy...
Mamy strukturalne zwolnienia.
- Tak. I mało zróżnicowany rynek pracy, więc dziś brakuje odpowiednich rozwiązań.