Portal TVN24.pl zebrał i opisał przypadki płatnych reklam na Facebooku generowanych przez sztuczną inteligencję. Ich autorzy są anonimowi i nikt się do nich nie przyznaje. Zwolennicy Moniki Piątkowskiej również publikują w mediach społecznościowych materiały wymierzone w jej kontrkandydata Łukasza Gibałę, jednak – jak zaznaczono w rozmowie – nie są one opłacane.
Meta nie zezwala obecnie na publikowanie reklam politycznych, wyborczych i dotyczących kwestii społecznych na swoich platformach na terenie Unii Europejskiej. Mimo to tego typu materiały pojawiają się na Facebooku i Instagramie.
„Odpowiedzialność za treści jest przerzucona na użytkownika”
Zdaniem dr Agnieszki Całek problem wynika między innymi ze sposobu publikowania reklam. Jak tłumaczyła, podczas ich zamieszczania użytkownik deklaruje, czy materiał ma charakter polityczny lub może wpływać na wynik wyborów.
– Ten proces wygląda tak, że odpowiedzialność za treści jest przerzucona na użytkownika. Na etapie projektowania publikacji reklamy trzeba zaznaczyć, że treść nie jest treścią polityczną czy też mogącą wpływać na wynik wyborów – mówiła medioznawczyni.
Jeżeli reklama zostanie oznaczona jako polityczna, Meta jej nie dopuści. Jak jednak wskazywała ekspertka, materiały publikowane przez inne konta nadal mogą przechodzić przez automatyczny system weryfikacji.
Całek podkreślała, że Meta mogłaby skuteczniej sprawdzać takie treści, ale proces odbywa się przede wszystkim automatycznie. O tym, czy reklama zostanie opublikowana, decydują mechanizmy algorytmiczne.
Zgłaszanie takich materiałów również nie zawsze przynosi szybki efekt.
– Pojedyncze zgłoszenia są właściwie kompletnie bezskuteczne – mówiła dr Całek. Dopiero większa liczba zgłoszeń może sprawić, że materiał trafi do weryfikacji przez człowieka. – Dopóki poruszamy się w takiej rozgrywce z automatem, trochę jesteśmy wobec tego automatu bezradni – dodała.
AI slop wygląda coraz lepiej
W materiałach wymierzonych w Monikę Piątkowską pojawia się między innymi wygenerowany przez AI film osadzony w średniowiecznej scenerii Krakowa. Kandydatka jest w nim nazywana „kasztelanką”, a przekaz ma podważać jej deklaracje dotyczące ponadpartyjności. Z kolei materiały dotyczące Łukasza Gibały przedstawiają go w powiązaniu z prawicą, Prawem i Sprawiedliwością oraz Konfederacją.
Zdaniem dr Całek tego rodzaju materiały są skuteczne przede wszystkim dlatego, że znajdują odbiorców gotowych je dalej rozpowszechniać.
– Będą takie osoby, szczególnie osoby, które są już przekonane, które bardzo chętnie taką treść podchwycą i będą ją dalej udostępniać i które będą uważały, że to jest właśnie zabawne, że to jest trafne, że to jest w punkt – mówiła.
Ekspertka zwróciła uwagę, że materiały tworzone przez sztuczną inteligencję potrafią wyglądać obecnie bardzo profesjonalnie.
– To się ogląda jak dobrze zrobioną kreskówkę. To już nie są takie zgrzebne, chałupniczo powstające filmy, gdzie widać, że ani pod względem estetycznym, ani narracyjnym nie jest to dobre – tłumaczyła.
Dr Całek zajmuje się badaniem tzw. AI slopu, czyli niskiej jakości treści generowanych przez sztuczną inteligencję. Jak mówiła, fakt, że takie materiały zbierają setki komentarzy i tysiące polubień, pokazuje, że nadal przyciągają uwagę odbiorców. Zastrzegła przy tym, że część reakcji może pochodzić od botów, ale treści te rozpowszechniają także prawdziwi użytkownicy.
Mobilizowanie przekonanych i niezdecydowanych
Zdaniem medioznawczyni tego typu przekaz nie jest przede wszystkim skierowany do osób mających przeciwne poglądy.
– Uważam, że nie, że to nie są treści, które są skierowane do osób, które są po przeciwnej stronie – odpowiedziała pytana, czy materiały mogą przekonać osoby nieprzekonane do niechęci wobec konkretnego kandydata.
Według dr Całek ich rolą jest raczej mobilizowanie osób już przekonanych oraz niezdecydowanych.
– Ma mobilizować elektorat, ewentualnie tych niezdecydowanych, i ma sprawić, że oni się zaangażują i w dniu wyborów pójdą jednak do urn i zmobilizowani zagłosują zgodnie z intencją tego, kto jest nadawcą przekazu – mówiła medioznawczyni.