Na początek chciałbym panią zapytać, czy Polska po ponad czterech latach pełnoskalowej wojny Rosji z Ukrainą jest gotowa na prowokacje, o których mówił premier. Co zrobiłby nasz kraj, gdyby rakiety spadły po polskiej stronie, trafiły na przykład w pociąg pasażerski czy stację benzynową i były ofiary? Odpowiedzielibyśmy ogniem? Co zrobiłaby Polska?
Myślę, że trudno tak spekulować, bo nigdy nie byliśmy w takiej sytuacji. Mi też trudno wskazywać tutaj jakieś jasne scenariusze. Myślę, że trzeba polegać na wojskowych, na polskim wojsku. To oni podejmują decyzje dotyczące zestrzelenia i pewnie podejmowaliby również decyzje co do dalszych kroków.
Zestrzelenie to jedno, ale przecież może do tego dojść w każdej chwili. Każdego dnia istnieje takie zagrożenie. Czy zestrzelenie rakiet jest zupełną oczywistością? Ale czy powinniśmy odpowiedzieć ogniem w stronę Rosji?
Myślę, że powinno to wywołać reakcję całego NATO i całe NATO powinno wtedy podjąć kroki dotyczące obrony Polski czy jakichś kolejnych działań. Trudno mi natomiast przewidzieć, jaka byłaby sytuacja.
Z jednej strony trzeba hamować eskalację czy nie doprowadzić do jakiejś dalszej eskalacji. Nikt nie chce pełnoskalowej wojny w tej części Europy. Chcemy ją zatrzymać na Ukrainie. Myślę, że przede wszystkim na szczeblu NATO zapadłaby decyzja, co dalej robić. Byłaby to sytuacja, z którą do tej pory się nie spotkaliśmy.
Mówi pani o NATO. Eksperci wskazują, że nie jest wykluczone, iż Rosja wejdzie na przykład na przesmyk suwalski. Czy w sytuacji, kiedy Donald Trump oskarża Wołodymyra Zełenskiego o wzrost cen ropy i chce bronić rosyjskich rafinerii, NATO na pewno pomogłoby nam od razu, szybko i bez wahania?
Myślę, że tak. Siła wojsk sojuszniczych pokazała się już w przypadku ataku dronowego na Ukrainę, kiedy drony trafiły również do polskiej przestrzeni powietrznej. Wtedy pomagały nam wojska holenderskie czy niemieckie.
Myślę, że tak samo byłoby w takim przypadku. Siła europejskich sojuszników i Stanów Zjednoczonych jest dalej widoczna w tych reakcjach. Nie powinniśmy kwestionować siły naszych sojuszników i znaczenia naszego członkostwa w NATO.
Siły nie. Pytanie o wolę Donalda Trumpa.
Myślę, że Stany Zjednoczone są częścią NATO i powinny wywiązywać się z obowiązków, z jakimi wiąże się członkostwo w NATO.
Zostawmy prowokacje Putina. Chciałbym zapytać o zbieżność pani poglądów z poglądami Karola Nawrockiego. Prawie dokładnie miesiąc temu, w rozmowie w Radiu Kraków, miała pani wątpliwości, czy Maciej Berek, wtedy minister w rządzie, a teraz sędzia Trybunału Konstytucyjnego jeszcze przed zaprzysiężeniem, spełnia formalne wymogi, żeby zostać sędzią TK. Prezydent również ma takie wątpliwości.
Nie nazwałabym tego ogromnymi wątpliwościami. Kiedy rozmawialiśmy miesiąc temu, nie znałam życiorysu pana Berka. Tak naprawdę nie wiedziałam nawet chyba, że jest radcą prawnym.
Dopiero podczas posiedzenia Komisji Sprawiedliwości, kiedy ta kandydatura została zgłoszona, dowiedziałam się, że jest radcą prawnym i wykonywał ten zawód przez siedemnaście lat, podczas gdy potrzebne jest dziesięć. Pracował w Kancelarii Senatu, od najniższego stanowiska do wyższych, w Najwyższej Izbie Kontroli i w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich.
Jego dorobek zawodowy jest więc naprawdę bardzo duży. To, co kwestionuje pan prezydent, nie ma odzwierciedlenia w dokumentach czy informacjach przedstawionych podczas komisji. Zgodnie z informacją Krajowej Izby Radców Prawnych był wpisany do rejestru radców wykonujących zawód łącznie przez siedemnaście lat.
Miesiąc temu mówiła pani w Radiu Kraków: „W Trybunale Konstytucyjnym powinni się przede wszystkim znajdować sędziowie, na przykład osoby wykonujące przez wiele lat zawód sędziego. To muszą być eksperci, którzy zajmują się także orzekaniem”. Jak głosowała pani w Sejmie?
Tak, potwierdzam, tak powinno być. Wśród osób, które wybraliśmy podczas tej kadencji Sejmu, są na przykład sędziowie, których pan prezydent nie chciał...
Ale Maciej Berek nigdy sędzią nie był.
Tak, to prawda. Są też profesorowie i są sędziowie, których pan prezydent nie chciał zaprosić na ślubowanie. Mam więc wrażenie, że dla pana prezydenta nie ma dobrego kandydata.
Ale pytam o panią. Jak pani głosowała? Rozumiem, że za.
Tak.
Mimo tych wątpliwości?
Tak. Naprawdę rozumiem wątpliwości innych osób, ale przekonało mnie posiedzenie Komisji Sprawiedliwości, podczas którego usłyszeliśmy o dorobku zawodowym pana Berka. Uważam, że wręcz krzywdzące byłoby odrzucenie takiej kandydatury i głosowanie przeciwko osobie, która przez dwadzieścia pięć lat pracowała na różnych stanowiskach, na których nie wystarczy po prostu być magistrem prawa czy radcą. Trzeba wyróżniać się naprawdę ogromną wiedzą prawniczą.
Wiem, jak funkcjonują eksperci i jaką wiedzą wyróżniają się eksperci w Kancelarii Sejmu. Ekspertów Kancelarii Senatu znam trochę mniej, ale również ich widziałam. Do tego dochodzą Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich i Najwyższa Izba Kontroli.
Podczas komisji padło też zdanie – nie jestem pewna, czy ze strony pana Berka, czy posła sprawozdawcy, posła Urbaniaka – że te niecałe trzy lata spędzone w Radzie Ministrów nie powinny przekreślać dwudziestu pięciu lat pracy na naprawdę ważnych stanowiskach, na których trzeba wyróżniać się wiedzą prawniczą.
A pani hasła wyborcze o tym, że trzeba odpolitycznić Trybunał Konstytucyjny, są nadal aktualne?
Uważam, że Maciej Berek wyróżnia się przede wszystkim wiedzą prawniczą. Był członkiem rządu i sam tego nie ukrywa.
Bliskim, chyba najbliższym współpracownikiem premiera.
Nie jest też jedyną osobą, która była na stanowisku wiceministra, a później została sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Był na przykład sędzia Jerzy Stępień.
Myślę, że naprawdę nie powinno to przekreślać ani aż tak determinować oceny tej kandydatury. Mnie posiedzenie Komisji Sprawiedliwości, w którym uczestniczył Maciej Berek, naprawdę przekonało.
Rozumiem te wątpliwości. Zachęcam każdego do odsłuchania tego posiedzenia czy zapoznania się z jego transkrypcją. Padły tam pytania o dorobek zawodowy i przedstawiono tę kandydaturę. Naprawdę uważam, że głosowanie przeciwko takiej osobie byłoby dla niej po prostu krzywdzące.
Była dyscyplina klubowa?
Praktycznie zawsze mamy dyscyplinę, mówiąc szczerze.
Czyli była dyscyplina.
Ona jest zawsze.
Może to też miało wpływ na pani głosowanie?
Uważam, że jeżeli jest się członkiem klubu, trzeba zachowywać również taką grupową odpowiedzialność. Natomiast był to dalej mój świadomy wybór.
Tak jak mówiłam, czułabym się nie fair z tym, że odrzucam kandydaturę osoby, która spędziła w pracy zawodowej, prawniczej więcej czasu, niż ja żyję, mówiąc szczerze.
Miesiąc temu rozmawialiśmy też o zarzutach wobec posła Wojciecha Króla z Koalicji Obywatelskiej i o tym, że pani oraz pani koledzy z klubu zgodzili się na uchylenie mu immunitetu, ale zagłosowali przeciw zgodzie na areszt. O samym areszcie i tak musiałby oczywiście zdecydować sąd. Teraz pojawiły się kolejne zarzuty i Prokuratura Europejska ponownie skierowała do Sejmu wniosek dotyczący uchylenia immunitetu oraz aresztowania posła. Wojciech Król opublikował później oświadczenie na platformie X, w którym ironicznie komentował kolejne wnioski prokuratury.
Myślę, że ma prawo się bronić. Też widziałam to oświadczenie. Kwestionuje w nim również medialne doniesienia, jakoby był w Tajlandii albo zaoferowano mu czy kupiono wycieczkę do Tajlandii. Mówi, że nigdy tam nie był.
Robi więc to, co tak naprawdę powinien robić przed sądem. Prokuratura może już złożyć akt oskarżenia, bo usunęliśmy immunitet, czyli przeszkodę stojącą wcześniej na drodze do złożenia aktu oskarżenia.
Podoba się pani taka linia obrony? Przecież to ewidentna buta.
Ja na miejscu pana posła zrezygnowałabym z takich postów w mediach społecznościowych. To są oświadczenia czy jakaś linia obrony, którą powinien prezentować przed sądem. Nie wiem, czy takie zachowanie jest celowe i czy osiąga jakiś cel, kiedy przedstawia publicznie swoją wersję wydarzeń.
Może celem jest pokazanie: „Nie boję się, mam plecy”? Wojciech Król jest też szefem Rady Mediów Narodowych i nie jest łatwo go stamtąd odwołać. Jeżeli państwo go stracą, stracą też większość w Radzie Mediów Narodowych. Czy jego pewność siebie może z tego wynikać?
Nie wiem, jaka jest procedura odwołania go z tej rady.
Potrzebny byłby wyrok, a do tego jeszcze daleka droga.
Ale jest to możliwe. Postępowanie, tak jak mówiłam, może się wobec niego toczyć. Wydaje mi się, że nie został jeszcze złożony akt oskarżenia, natomiast droga do tego jest otwarta. Otworzyliśmy tę drogę.
Myślę, że pan poseł powinien zrzec się immunitetu, być może też zrezygnować z tej funkcji czy jakoś zawiesić swoją pracę w tej radzie. Ma prawo do obrony. Rozumiem, że próbuje to robić. Każdy pewnie chciałby się bronić również publicznie, bo to są zarzuty, które rzucają cień na jego reputację i osobę. Najlepiej jednak robić to przed sądem i zrzec się immunitetu.
Na koniec wróćmy do Krakowa. Widziała pani ostatni sondaż, w którym Monika Piątkowska, kandydatka PO, KO i PSL, prawie dogoniła Łukasza Gibałę – 17,1 do 17,6 procent?
Tak. Oczywiście jest to sondaż pozytywny dla nas i naszej kandydatki, ale traktowałabym go z umiarkowanym optymizmem. To wciąż tylko sondaże i jeszcze nie wiemy, jaki będzie konkretny wynik wyborów.
Myślę, że lepiej zachować ostrożny optymizm, nie uprzedzać faktów, tylko dalej pracować.
Tym bardziej że dwa lata temu Aleksander Miszalski w pierwszej turze wygrał z Łukaszem Gibałą o ponad dziesięć punktów procentowych, a w drugiej różnica była już bardzo niewielka – 51 do 49 procent.
To prawda. Sondaże różnie później mają się do rzeczywistości. Oczywiście cieszy nas wzrost poparcia i odczytywałabym go też jako sukces pani senator, która faktycznie dociera do krakowian ze swoim programem i swoją propozycją.
Oceniamy to pozytywnie, ale, tak jak mówiłam, ostrożnie czekamy na wybory i pracujemy do wyborów.
Kto zostanie kolejnym prezydentem Krakowa?
Ja wierzę w Monikę Piątkowską.