Dlaczego w internecie puszczają nam hamulce?
Jednym z mechanizmów sprzyjających agresywnym zachowaniom w sieci jest tzw. efekt odhamowania. W codziennych sytuacjach kontrolujemy swoje zachowanie, biorąc pod uwagę normy społeczne, reakcję innych osób czy konsekwencje własnych słów. Internet może tę kontrolę osłabiać.
Znaczenie ma między innymi poczucie anonimowości – nawet jeśli jest ono tylko pozorne. Jeżeli człowiek ma wrażenie, że jego zachowanie nie zostanie bezpośrednio powiązane z nim albo nie będzie miało dla niego konsekwencji, łatwiej pozwala sobie na przekroczenie granic.
– Anonimowość wzmacnia możliwość rozhamowania. Jeżeli mamy pewność, że pewne zachowanie nie zostanie dostrzeżone albo zidentyfikowane z nami, tym łatwiej możemy sobie na nie pozwolić – tłumaczy Marcin Szafrański.
Nie chodzi jednak wyłącznie o anonimowość. Równie ważny jest dystans. Osoba komentująca może nawet występować pod własnym imieniem i nazwiskiem, ale człowiek, którego atakuje, pozostaje dla niej kimś odległym i często zupełnie nieznanym.
W internecie nie widzimy też bezpośrednio reakcji drugiego człowieka. Pomiędzy nami a odbiorcą pojawia się ekran, profil czy awatar. Zdaniem Marcina Szafrańskiego im większy jest taki dystans, tym łatwiej uruchamiają się zachowania agresywne. Trudniej natomiast o empatię i dostrzeżenie w osobie po drugiej stronie kogoś, kto rzeczywiście może zostać zraniony naszymi słowami.
Hejt, krytyka i internetowe „wojenki”
Nie każdy agresywny komentarz musi wynikać ze świadomej chęci skrzywdzenia drugiej osoby. Powody mogą być bardzo różne. Czasem internetowy atak jest wybuchem złości, odreagowaniem trudnego dnia czy frustracji. Innym razem chodzi o potrzebę uczestniczenia w konflikcie, sprowokowania reakcji albo zwrócenia na siebie uwagi.
Znaczenie ma także potrzeba przynależności do grupy. W internecie stosunkowo łatwo znaleźć osoby, które podzielają nasze poglądy, emocje lub niechęć do określonego człowieka czy środowiska. Wspólny przeciwnik może dodatkowo wzmacniać poczucie więzi wewnątrz grupy.
– Czasem jest to połączenie mechanizmu konformistycznego z pozornym nonkonformizmem. Grupy walczą z innymi grupami po to, żeby scalić się wewnętrznie i mieć intensywne poczucie przynależności – wyjaśnia psycholog.
Do tego dochodzi sposób działania mediów społecznościowych. Ich mechanizmy są nastawione na zwiększanie zaangażowania użytkowników – liczby reakcji, komentarzy i czasu spędzanego w serwisie. Konflikt budzi emocje, a emocje mogą sprawiać, że użytkownicy dłużej pozostają w dyskusji.
Marcin Szafrański zwraca jednak uwagę na jeszcze jeden problem – nie każdy negatywny komentarz jest hejtem. Sam termin bywa nadużywany i czasem służy do uciszania krytyki.
Jeżeli ktoś nie zgadza się z poglądami drugiej osoby i przedstawia argumenty, nie musi to oznaczać hejtu. Nadużywanie tego określenia może sprawić, że zacznie ono tracić znaczenie, choć powinno opisywać rzeczywiście niebezpieczne i krzywdzące zachowania.