Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pixabay
Posłuchaj rozmowy Rafała Nowaka-Bończy z generałem Piotrem Pytlem.
Piotr Pytel, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, wskazuje dwa możliwe scenariusze dalszych działań Rosji przeciwko państwom NATO. Pierwszy zakłada kontynuowanie sabotażu, dywersji i innych działań poniżej progu otwartej wojny. Drugi jest znacznie poważniejszy: ograniczona operacja militarna przeciwko jednemu z państw bałtyckich. Zdaniem generała jej celem nie musiałoby być trwałe zajęcie terytorium, ale doprowadzenie do kryzysu, w którym Rosja zagrozi użyciem broni jądrowej i spróbuje wymusić ustępstwa Zachodu.
Sabotaż ma uderzać także w zaufanie do państwa
Pytel nie traktuje podpaleń, ataków na infrastrukturę czy prób sabotażu jako niepowiązanych ze sobą incydentów. Zastrzega przy tym, że rosyjskie sprawstwo powinno być przypisywane konkretnym zdarzeniom wtedy, gdy potwierdzają je informacje przekazywane przez władze i służby.
Według byłego szefa SKW działania poniżej progu otwartego konfliktu mogą służyć Rosji przez dłuższy czas. Ich celem byłoby nie tylko powodowanie konkretnych szkód, ale także wywoływanie poczucia zagrożenia, osłabianie zaufania do władz i pogłębianie napięć wewnątrz państw europejskich.
Pytel łączy ten scenariusz także z sytuacją polityczną w Europie. Jego zdaniem Kreml może liczyć na przyszłe zmiany polityczne we Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii, które byłyby dla Rosji korzystniejsze. Destabilizacja państw zachodnich miałaby zwiększać szanse ugrupowań gotowych do zmiany dotychczasowej polityki wobec Moskwy.
Rosjanie potrzebują działań destabilizujących sytuację wewnętrzną, a więc zastraszania społeczeństwa i destabilizacji, braku zaufania do rządów
- mówi generał.
Drugi scenariusz: ograniczony atak na państwo NATO
Generał uważa, że nie można wykluczyć rosyjskiej operacji militarnej na terytorium Estonii lub Łotwy. Jako możliwy pretekst wskazuje między innymi rzekomą obronę rosyjskojęzycznej ludności.
Nie chodziłoby – jak zaznacza – o pełnoskalową inwazję podobną do ataku na Ukrainę. Jako przykład podaje Narwę w Estonii. Rosja mogłaby przeprowadzić ograniczoną operację z udziałem wojsk lądowych, lotnictwa i innych rodzajów sił, a następnie przez kilka dni utrzymywać fragment terytorium należącego do państwa NATO.
To postawiłoby Sojusz przed koniecznością militarnej odpowiedzi. I właśnie kolejny etap tego scenariusza Pytel uważa za szczególnie niebezpieczny: Moskwa mogłaby zacząć grozić użyciem broni jądrowej, próbując powstrzymać dalszą reakcję NATO.
Generał zaznacza jednocześnie, że nie uważa rosyjskiego uderzenia nuklearnego za prawdopodobne.
- Putinowi będzie chodziło o to, żeby Zachód stracił pewność, że Putin tego nie zrobi. Moim zdaniem nie zrobi. Ale nie zagwarantujemy nikomu, że tak się nie stanie - tłumaczy Pytel.
Stawką przestałaby być tylko Ukraina
Według Pytla taki kryzys miałby również bezpośrednie znaczenie dla wojny w Ukrainie. Groźba eskalacji konfliktu między Rosją i NATO mogłaby zmienić sposób, w jaki zachodnie społeczeństwa patrzą na negocjacje z Moskwą. Kreml próbowałby postawić państwa zachodnie przed wyborem przedstawionym nie jako decyzja dotycząca przyszłości Ukrainy, lecz jako decyzja między dalszym wspieraniem Kijowa a uniknięciem szerszej wojny.
To – według generała – radykalnie wzmocniłoby pozycję negocjacyjną Rosji. „Stawką nie jest tu już niepodległość Ukrainy, a pokój i bezpieczeństwo regionu w odbiorze społecznym całego świata” - dodaje.
Pytel interpretuje również niedawną wizytę szefa CIA Johna Ratcliffe'a w Moskwie. Podkreśla jednak, że jest to jego hipoteza, a nie wiedza o rzeczywistym celu rozmów. Zwraca uwagę na nagły charakter wizyty oraz spotkania Ratcliffe'a z Aleksandrem Bortnikowem, szefem FSB, i Siergiejem Naryszkinem, kierującym rosyjskim wywiadem zagranicznym.
Generał tłumaczy, że takie spotkanie nie musi służyć negocjacjom. Może być sposobem przekazania drugiej stronie informacji, że jej działania zostały rozpoznane. W tym przypadku Piotr Pytel generał dopuszcza możliwość, że Amerykanie zdobyli dane wskazujące na przygotowania Rosji do nowego rodzaju operacji militarnej:
To raczej nie są negocjacje. To raczej jest, powiedziałbym, list. Koperta, którą się otwiera i rzuca się na zdjęcia satelitarne, a tam okazuje się, że wiemy, że przygotowujecie się do czegoś zupełnie nowego.
Dlaczego Putin miał nie spotkać się z Ratcliffe'em?
Rozmówca odnosi się także do medialnych informacji, według których planowane spotkanie szefa CIA z Władimirem Putinem miało zostać w ostatniej chwili odwołane przez rosyjskiego przywódcę.
Generał zastrzega, że wokół wizyty istnieje kilka możliwych scenariuszy. Jego zdaniem Putin mógł najpierw polecić szefom rosyjskich służb ustalenie, z czym przyjechał Ratcliffe. Jeśli przekaz Amerykanów dotyczył rosyjskich przygotowań militarnych i zawierał ostrzeżenie, Kreml mógł uznać bezpośrednie spotkanie za niepotrzebne.
Pytel argumentuje, że gdyby rozmowy dotyczyły przede wszystkim negocjacji pokojowych wokół Ukrainy, Putin prawdopodobnie przyjąłby szefa CIA, podobnie jak wcześniej spotykał się z innymi amerykańskimi wysłannikami.
- Gdyby chodziło o jakąś dynamizację negocjacji pokojowych, to Putin by się oczywiście zgodził na takie spotkanie. (...) Musiało to być coś ostrego - tłumaczy gość Radia Kraków.
Były szef SKW ostro krytykuje wypowiedzi polityków sugerujących, że Polska nie powinna angażować się w obronę Łotwy lub Estonii.
Pytel przypomina, że bezpieczeństwo Polski również zależy od gotowości pozostałych państw NATO do wypełnienia zobowiązań sojuszniczych. Artykuł 5. nie funkcjonuje wyłącznie jako zapis traktatu – jego znaczenie wzmacniają deklaracje polityczne potwierdzające, że sojusznicy rzeczywiście są gotowi przyjść sobie z pomocą.
Dlatego publiczne kwestionowanie przez polskich polityków gotowości do obrony innego państwa NATO uważa za szkodliwe dla wiarygodności całego mechanizmu odstraszania:
Ta sojusznicza współzależność i gotowość do niesienia pomocy przez wszystkich członków Sojuszu w ramach artykułu piątego też się opiera na deklaracjach politycznych. (...) Cały czas się ją buduje.
Czy NATO powinno uruchomić artykuł 4?
Pytel ostrożniej odpowiada na pytanie o ewentualne uruchomienie artykułu 4 Traktatu Północnoatlantyckiego. Pozwala on państwom NATO rozpocząć konsultacje, gdy jedno z nich uzna, że zagrożone są jego integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo. Przyznaje, że nie ma wystarczających informacji, aby przesądzić, czy obecna sytuacja uzasadnia taki krok. Zakłada jednak, że państwa NATO i ich służby już wymieniają informacje dotyczące rosyjskich działań.
Brak uruchomienia artykułu 4 nie oznaczałby więc, że zagrożenia nie ma. Mógłby natomiast wskazywać, że sojusznicy nie uznają jeszcze sytuacji za pełny kryzys.
Jeżeli nie będzie reakcji, to będzie to dla nas znak, że mamy się obawiać, oczywiście, ale sytuacja jeszcze nie jest sytuacją pełnego kryzysu
- puentuje generał.