Rok szkolny to nie tylko powrót do matematyki, biologii czy języka polskiego. To również moment, w którym warto zapytać, czego właściwie szkoła powinna uczyć przyszłe pokolenia. Jednym z coraz częściej podejmowanych w Europie tematów jest stosunek człowieka do zwierząt.
– U nas też może się pojawić profesjonalna nauka etyki zwierząt – mówi prof. Marcin Urbaniak. Jak podkreśla, pytanie nie brzmi jednak wyłącznie, czy stworzyć nowy przedmiot. Równie ważne jest to, w jakim zakresie, dla jakiej grupy uczniów i jakie treści miałyby być przekazywane.
Francja zaczyna od najmłodszych
Jednym z przykładów jest Francja. Tam treści dotyczące zwierząt znalazły się w ramach edukacji moralnej i obywatelskiej. Uczniowie uczą się m.in. szacunku dla zwierząt, odpowiedzialności za nie oraz zagadnień związanych z ochroną środowiska i bioróżnorodnością.
Co istotne, francuski model zakłada stopniowe pogłębianie wiedzy wraz z wiekiem uczniów. Najmłodsi poznają przede wszystkim potrzeby zwierząt towarzyszących. Chodzi o podstawową, łatwą do zrozumienia zasadę: zwierzę jest istotą czującą, która potrzebuje opieki, troski i szacunku.
Później pojawiają się bardziej złożone zagadnienia. Młodzież poznaje kwestie związane z psychologią zwierząt, ich emocjami, doznaniami i sprawczością.
– Uczą się, że zwierzęta nie są pasywnymi, biernymi przedmiotami eksploatacji, tylko są podmiotami, które mają sprawczość, kontrolują swoje życie, mają gatunkowe interesy, które muszą zaspokajać – tłumaczy prof. Urbaniak.
Jeszcze później perspektywa zostaje poszerzona. Od zwierząt towarzyszących edukacja przechodzi do zwierząt dzikich, bioróżnorodności i ochrony całej przyrody.
To model, w którym dziecko nie dostaje jednorazowej lekcji o tym, że „zwierzęta trzeba szanować”. Temat powraca na kolejnych etapach edukacji, ale za każdym razem na bardziej zaawansowanym poziomie.
Austria ma osobny przedmiot
Jeszcze dalej poszła Austria. Od 2014 roku w tamtejszych szkołach funkcjonuje edukacja dotycząca etyki zwierząt. Obejmuje ona uczniów w wieku od 10 do 14 lat.
W Danii pojawia się edukacja empatyczna. We Włoszech kwestie ochrony i szacunku wobec zwierząt zostały włączone do edukacji obywatelskiej, a Ministerstwo Edukacji współpracuje z organizacjami przygotowującymi zajęcia w szkołach. W Finlandii dobrostan i prawa zwierząt mogą pojawiać się m.in. w edukacji środowiskowej. Czasem wystarczy zmienić sposób, w jaki istniejące przedmioty opowiadają o świecie.
A jak wygląda to w Polsce?
W polskiej szkole pewne elementy takiej edukacji już istnieją. Problemem jest jednak ich fakultatywność i rozproszenie.
Treści środowiskowe, ekologiczne i prozwierzęce mogą być przekazywane w ramach etyki. W szkole średniej pojawiają się również zalecenia dotyczące etyki ekologicznej czy międzygatunkowej.
– To jest duża swoboda, duża dowolność, która ma swoje zalety, ale też jest mieczem obosiecznym – zauważa prof. Urbaniak. Nie każdy nauczyciel musi bowiem czuć się kompetentny, by wychodzić poza tradycyjnie rozumianą etykę skoncentrowaną przede wszystkim na relacjach między ludźmi.Dlatego jego zdaniem rozwiązaniem niekoniecznie powinno być tworzenie kolejnego obowiązkowego przedmiotu.
Nie kolejna lekcja, lecz zmiana kilku przedmiotów
Polska szkoła jest już przeładowana programowo. Dodanie kolejnego przedmiotu mogłoby więc oznaczać jeszcze większą liczbę godzin, obowiązków i materiału do opanowania.
Prof. Urbaniak proponuje inne rozwiązanie: wprowadzenie obowiązkowych modułów dotyczących zwierząt i środowiska do już istniejących przedmiotów.
Największe możliwości daje – jego zdaniem – etyka, filozofia, biologia i edukacja zdrowotna. W pewnym zakresie można byłoby wykorzystać również język polski, np. omawiając twórczość autorów podejmujących kwestie środowiskowe i związane ze zwierzętami.
Zwierzę nie jako narzędzie
Kluczowa zmiana nie miałaby jednak polegać wyłącznie na dodaniu kilku informacji o zwierzętach do podręczników. Podczas lekcji można mówić o psach czy kotach nie tylko jako o zwierzętach, które od tysięcy lat pełnią określone funkcje wobec człowieka. Można również pokazywać je jako istoty posiadające emocje, potrzeby, własną sprawczość i autonomię.
– Funkcjonalność zwierząt nie jest ich wartością – podkreśla prof. Urbaniak.
Taki sposób myślenia prowadzi od prostego pytania „do czego zwierzę jest nam potrzebne?” do znacznie trudniejszego: „czego potrzebuje zwierzę?”To pozornie niewielka zmiana, ale w praktyce może mieć ogromne znaczenie dla sposobu, w jaki przyszłe pokolenia będą traktowały zwierzęta.
Od psa i kota do zwierząt gospodarskich i dzikich
Edukacja nie musiałaby kończyć się na zwierzętach towarzyszących.
Najpierw dzieci mogłyby poznawać potrzeby psów i kotów. Później – zwierząt gospodarskich, hodowlanych i wykorzystywanych w przemysłowej hodowli. Następnie pojawiałyby się kwestie zwierząt dzikich oraz tych wykorzystywanych w przemyśle rozrywkowym.
Ostatecznie temat prowadziłby do ochrony przyrody i bioróżnorodności.
To także sposób na pokazanie, że dobrostan zwierząt nie jest oderwany od innych problemów społecznych i środowiskowych.
Problem zaczyna się wcześniej niż porzucenie zwierzęcia
Jednym z argumentów za taką edukacją są problemy, które widać już w dorosłym życiu. Francja, która zdecydowała się mocniej włączyć temat zwierząt do edukacji, mierzy się jednocześnie z problemem porzucania zwierząt.
Edukacja może więc być nie tylko przekazywaniem wiedzy, ale również profilaktyką.
Jeżeli dziecko od najmłodszych lat dowiaduje się, że zwierzę nie jest rzeczą, zabawką czy chwilową atrakcją, lecz istotą posiadającą potrzeby i zdolność odczuwania, w przyszłości może inaczej podejmować decyzje dotyczące jego zakupu, adopcji, opieki czy porzucenia.
Podobnie jest z przemocą. Jak zauważa prof. Urbaniak, kwestie przemocy i opresji można traktować szerzej – nie tylko jako problem do omówienia podczas kilku lekcji, lecz jako element kształtowania postaw społecznych.
Polska szkoła uczy przede wszystkim pod egzamin
Problem jest jednak głębszy niż brak jednego modułu o zwierzętach.
Dzisiejszy system edukacji w dużej mierze podporządkowany jest zdawalności egzaminów, maturze i rekrutacji na studia. W efekcie uczniowie mają coraz mniej czasu na aktywności, które nie przekładają się bezpośrednio na wynik.
Wolontariat, rozwijanie kompetencji społecznych czy wyjście poza szkolne mury stają się dodatkiem.
– Kwestie związane z takimi miękkimi wartościami, kompetencjami, ewentualnie wolontariatem czy wychodzeniem gdzieś zostają zmarginalizowane, zepchnięte na dalszy bok, jako rzeczy dodatkowe, urozmaicenie – mówi prof. Urbaniak.
Tymczasem właśnie te „miękkie” kompetencje mogą wpływać na bardzo konkretne zachowania społeczne.
Od profilaktyki trzeba zacząć
Ostatecznie chodzi więc nie tyle o kolejną porcję wiedzy, ile o pytanie, jakiego człowieka ma wychować szkoła.
Czy ma przede wszystkim przygotować ucznia do egzaminu i zdobycia miejsca na studiach? Czy także do życia w społeczeństwie, w którym będzie podejmował codzienne decyzje dotyczące ludzi, zwierząt i środowiska? W wielu europejskich krajach odpowiedź na to pytanie zaczyna prowadzić do edukacji międzygatunkowej.W Polsce elementy takiego podejścia już istnieją. Brakuje przede wszystkim systematyczności i obowiązkowości.