Na początek uporządkujmy wiedzę. Czy wskaźniki wyszczepialności w skali kraju są problemem rosnącym? Czy państwo nadal obserwują ten trend? Czy faktycznie jest tak źle, czy może to Małopolska ma szczególny problem?
Pierwsza sprawa: muszę nieco sprostować interpretację tych wyników. Dane są podawane narastająco. To nie jest tak, że 217 nowych dzieci nie zostało zaszczepionych tylko w ubiegłym roku. To suma wszystkich dzieci obserwowanych od kilku lat w ramach programu szczepień. Jeżeli dwa lata temu jakieś dziecko odmówiło szczepienia, to nadal znajduje się w tej statystyce.
Czyli zalicza się do tej liczby.
Tak jest. Zliczamy te przypadki narastająco. Gdybyśmy zadali pytanie, ile nowych dzieci odmówiło szczepień w ostatnim roku, prawdopodobnie liczba byłaby podobna do tej z poprzednich lat. Takie dane mamy również z innych regionów.
Nie obserwujemy gwałtownego wzrostu liczby nowych odmów. Od kilku lat około 4–5 procent dzieci nie jest szczepionych zgodnie z kalendarzem szczepień i ten odsetek pozostaje stosunkowo stały. Jeżeli weźmiemy pod uwagę nową grupę urodzeniową liczącą około 250 tysięcy dzieci, to 4–5 procent z nich nie jest szczepionych z powodu odmowy rodziców.
Ale grosz do grosza i robią się już poważne liczby.
To absolutna prawda. Chciałem jedynie wyjaśnić sposób interpretacji danych, żeby nie odnieść wrażenia, że nagle w jednym roku liczba odmów wzrosła czterokrotnie.
Natomiast dzieci, które nie są szczepione i nie uzupełniają szczepień później, stanowią ogromne zagrożenie. Przede wszystkim dla samych siebie, ponieważ w razie zachorowania istnieje ryzyko ciężkich powikłań, a nawet śmierci. Ponadto każde z tych dzieci może być źródłem zakażenia dla innych osób.
W przypadku chorób wysoce zakaźnych, takich jak odra czy krztusiec, może to prowadzić do powstawania ognisk zachorowań w rodzinach, przedszkolach czy szkołach. Im więcej niezaszczepionych dzieci na danym terenie, tym większe ryzyko wystąpienia epidemii wyrównawczej, czyli wielu zachorowań wśród osób niechronionych szczepieniami.
Statystyki są ważne, ale żeby rozwiązywać problem, trzeba go najpierw zdiagnozować. Czy państwo badają powody odmowy szczepień?
Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Nie istnieje jedna, jednorodna grupa rodziców odmawiających szczepień.
Około 1–2 procent wszystkich rodziców prezentuje poglądy antyszczepionkowe. Wśród osób odmawiających szczepień stanowią oni mniej więcej jedną trzecią. Są całkowicie przeciwni ingerencji w zdrowie dziecka poprzez szczepienia.
Pozostałe dwie trzecie to najczęściej rodzice, którzy opóźniają szczepienia z obawy o zdrowie dziecka. Boją się, że szczepionka może wpłynąć negatywnie na jego stan zdrowia. Część z nich szczepi dzieci później, część ostatecznie rezygnuje ze szczepień całkowicie.
Dlatego do każdej z tych grup trzeba stosować inne metody działania. Najtrudniej jest przekonać osoby o utrwalonych poglądach antyszczepionkowych. Często kierują się one teoriami spiskowymi i argumenty naukowe nie przynoszą efektu.
Natomiast większość rodziców potrzebuje konsultacji ze specjalistą. W poradniach szczepień mogą omówić swoje obawy i uzyskać odpowiedzi na pytania. Stosujemy również indywidualne kalendarze szczepień, zmieniając tempo szczepień lub liczbę preparatów podawanych podczas jednej wizyty, tak aby dziecko mogło spokojniej przejść cały proces.
A co z tak zwanym „batem na niezaszczepionych”, czyli e-kartą szczepień?
E-karta szczepień nie jest żadnym batem. Tak postrzegają ją środowiska antyszczepionkowe, które twierdzą, że dzięki niej państwo będzie miało większy wgląd w rozwój dziecka.
Będą państwo inwigilować dzieci i rodziców?
To absolutna bzdura. Nie ma tu mowy o żadnej inwigilacji. Karta szczepień, która dziś znajduje się u lekarza, będzie po prostu prowadzona elektronicznie. Lekarz już teraz zgłasza przypadki dzieci niezaszczepionych.
To kwestia skuteczniejszego egzekwowania obowiązku szczepień. Trzeba jednak pamiętać, że nie da się siłą wymusić zgody na szczepienie. W Polsce nie ma przymusu szczepień, co oznacza, że nie można zaszczepić dziecka wbrew woli rodziców.
W takich sytuacjach warto rozważać inne rozwiązania, o których dyskutujemy od lat. Na przykład dzieci niezaszczepione mogłyby mieć mniejsze szanse na przyjęcie do żłobka czy przedszkola.
Czyli mniej punktów w rekrutacji?
Albo brak dodatkowych punktów za szczepienia. Takie rozwiązania funkcjonują już w niektórych miejscowościach. Szczepienie daje dodatkowe punkty, które mogą decydować o kolejności przyjęć.
Nie chodzi o dyskryminowanie dzieci niezaszczepionych, lecz o ograniczenie ryzyka dla całej grupy. Jeżeli rodzice decydują się nie szczepić dziecka, można rozważać inne formy edukacji czy opieki.
Przygotowując się do rozmowy, zwróciłem uwagę na rozwiązania stosowane w Australii. Program „No Jab, No Pay” zakłada, że część świadczeń rodzinnych jest uzależniona od realizacji kalendarza szczepień. Badania pokazują, że przynosi to efekty.
Oczywiście. To nie jest kara, tylko odebranie pewnego przywileju. Dziś świadczenie 800 plus przysługuje niezależnie od tego, czy dziecko jest zaszczepione.
Moim zdaniem można rozważyć ograniczenie części pomocy państwa wobec rodzin, które świadomie rezygnują ze szczepień. Nie byłaby to kara finansowa, lecz cofnięcie przywileju finansowanego przez całe społeczeństwo.
Gościem Radia Kraków był dr Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny.