Fot. Marek Mędela, archiwum RK
Przyznała rację Grzegorzowi Braunowi, który nazwał komory gazowe w Auschwitz fejkiem. Akt oskarżenia postawił jej krakowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Sprawę działaczki Konfederacji Korony Polskiej Agnieszki Sz.-H. opisujemy na naszej stronie internetowej. Nie będziemy się tu rozwodzić nad kłamstwami oświęcimskimi, ale porozmawiajmy o rolach, które ma IPN. Dla wielu Polaków, zwłaszcza młodszych, IPN kojarzy się z instytucją naukową, nie z działalnością prokuratorską. Dlaczego IPN może formułować akty oskarżenia?
To długa historia, która sięga genezy Instytutu Pamięci Narodowej. IPN powstał na mocy ustawy z 1998 roku i jest tak naprawdę dwuczłonową instytucją. Nawet w oficjalnej nazwie tego organu, obok Instytutu Pamięci Narodowej, widnieje drugi człon – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.
To kontynuacja działań tworu, który powstał bezpośrednio po drugiej wojnie światowej. Wtedy nazywał się Główna Komisja Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, potem Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Ciekawostką jest to, że Instytut Pamięci Narodowej był drugim członem tej nazwy już od 1984 roku, jeszcze w PRL, tylko odwrotnie niż dzisiaj.
Można więc powiedzieć, że obecny IPN przejął funkcje dawnej Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce. Obok funkcji, z którymi kojarzymy IPN przede wszystkim – działalności naukowej, a jeszcze bardziej edukacyjnej, oraz funkcji archiwalnej, czyli gromadzenia i zarządzania dokumentacją organów bezpieczeństwa państwa z okresu PRL – jest też trzecia funkcja: ściganie zbrodni nazistowskich, do których doszły również zbrodnie komunistyczne.
Dlaczego tak jest? Dlatego, że tak stanowi ustawa. Od tego jest specjalny pion: pion prokuratorski, czy szerzej rzecz ujmując dzisiaj, pion prokuratorsko-lustracyjny Instytutu Pamięci Narodowej.
Czy jedna instytucja powinna przechowywać źródła, finansować i wykonywać badania, wydawać książki i podręczniki, zajmować się edukacją, a jednocześnie prowadzić śledztwa i lustracje? Nauka powinna być otwarta na różne interpretacje, a jednoznaczność działań prokuratorskich może tę naukę ograniczać. Czy to nie jest wzajemnie sprzeczne?
Przechodzimy tutaj od porządku, jak jest lege artis, do tego, jak jest w praktyce i jak być powinno. Zaznaczę od razu, że mówię w swoim własnym imieniu, bo niejeden kolega czy koleżanka z cechu historyków ma tutaj zdanie odrębne. W niuansach można by powiedzieć, że być może co historyk, to inna opinia szczegółowa w tym temacie.
Zgadzam się jednak z panem, że niedobrze, iż Instytut Pamięci Narodowej kumuluje wszystkie te funkcje. Pytanie, którymi z nich powinien się zajmować, a którymi nie. Bez wątpienia wśród bardzo wielu historyków, większego grona, niż mogłoby się wydawać, jest zgoda co do tego, że nie powinno być kumulacji wszystkich tych funkcji naraz.
Dlaczego pana zdaniem? Z tych samych powodów, które wymieniłem, czy są jeszcze inne?
Myślę, że dobrze streścił to pan w pigułce. Z jednej strony mamy dążenie do prawdy, które zakłada pewną polifoniczność, czyli różne interpretacje. Na takie interpretacje powinno być miejsce w instytucji państwowej, dotowanej z budżetu. Nie powinno być urzędowego stanowienia jednej wizji prawdy historycznej czy, bardziej niż prawdy, pamięci historycznej społeczeństwa albo narodu.
Z drugiej strony mamy kwestie działań prokuratorskich, które są zupełnie czym innym niż zadania historyka. Historyk nie jest od tego, żeby osądzać, wskazywać winnych i wymierzać karę czy wnioskować o karę. Jest od tego, żeby próbować wyjaśnić pewne zjawiska: co, jak i dlaczego było.
To jest więc pewna sprzeczność ról – roli historyka i roli prokuratora. Powiedziałbym, że duża część historyków, wydaje mi się, że większość historyków spoza samego IPN-u, uważa, iż Instytut powinien skupić się na działalności badawczej, edukacyjnej i archiwalnej, z wyłączeniem działań prokuratorskich.
Myślę, że co do tego jest zgodność większości historyków. Nie mam na to twardych danych, ale z różnych rozmów, dyskusji publicystycznych i nie tylko publicystycznych mogę powiedzieć, że mniej więcej tak przedstawia się sytuacja.
Archiwa, lustracja i pytanie o dalszy sens IPN-u
Jak rozumiem, pan krytykuje IPN właściwie w obu tych rolach. Czy IPN potrzebuje reformy, czy wypełnił już swoje zadanie przez trzy dekady i należałoby rozdzielić kompetencje, a samej instytucji powiedzieć żegnam?
Do niedawna byłem właściwie zwolennikiem likwidacji IPN-u. Trochę zniuansowałem swoje stanowisko. Uważam, że pion archiwalny nie powinien już być w IPN-ie i że działalność prokuratorska także nie powinna być prowadzona przez IPN.
Jeżeli chodzi o archiwa, są argumenty za tym, żeby zastanowić się, czy należy traktować w sposób specyficzny zasoby organów bezpieczeństwa państwa z okresu ustawowego, czyli od 22 lipca 1944 roku do formalnego rozwiązania Służby Bezpieczeństwa, czyli 31 lipca 1990 roku, i wyłączać je z sieci archiwów państwowych.
Szczerze mówiąc, uważam, że nie ma powodu, żeby istniało odrębne archiwum Instytutu Pamięci Narodowej. Czytałem ostatnio znakomitą książkę prof. Grzegorza Motyki o pamięci historycznej w Polsce, Rosji i Ukrainie, wydaną przez Wydawnictwo Literackie. Prof. Motyka tłumaczy tam, że przeniesienie tych zasobów mogłoby na kilka lat zablokować historykom dostęp do materiałów. W dzisiejszej erze digitalizacji myślę jednak, że nie wyglądałoby to tak źle.
Czyli edukacja zostaje?
Warto powiedzieć jeszcze kilka słów o lustracji. Kiedy tworzono IPN, w debacie publicznej skupiono się przede wszystkim na dwóch wątkach: lustracji i archiwach.
Jeżeli chodzi o archiwa, powiedzieliśmy już o rozwiązaniu, które ja bym postulował, czyli przeniesieniu ich do sieci archiwów państwowych. Natomiast jeśli chodzi o funkcję lustracyjną, ustawa stanowi, że oświadczenia lustracyjne muszą składać osoby, które starają się o pewne funkcje publiczne albo je pełnią, a urodziły się przed 1 sierpnia 1972 roku.
To są już dziś osoby mające ponad 54 lata i kilka dni przynajmniej. Chodzi o osoby, które dotąd tych oświadczeń nie składały. To grono zawęża się coraz bardziej. Dlatego wydaje się, że kwestia lustracji wymiera śmiercią naturalną.
Pozostaje kwestia działalności badawczej i edukacyjnej. Co do zasady można by przewidzieć IPN jako instytucję z funkcjami edukacyjnymi czy badawczymi. Zresztą później powstawały różne inne instytuty, jak Instytut Myśli Narodowej imienia Paderewskiego czy instytuty Narutowicza. IPN nie jest już jedyną tego rodzaju instytucją.
Problem polega na tym, że – co nie jest tajemnicą – IPN od szeregu lat kojarzony jest z mocnym wychyleniem w stronę jednej opcji politycznej i z bardzo mocnym wsparciem budżetowym państwa.
Jedna wersja historii i asymetria pamięci
I w związku z tym z jedną wersją historii?
Tak. Z pewną jedną wersją historii, z nadreprezentacją jednego nurtu, w sensie dosłownym, nie publicystycznym. Mam na myśli nurt narodowy, apologetów ruchu narodowego czy narodowo-demokratycznego, przy mocnym niedoszacowaniu nurtów demokratycznych, socjalistycznych.
Te nurty są akcentowane właściwie tylko poprzez ich wkład w walkę o niepodległość czy postawę antykomunistyczną, ale bez akcentowania elementów właściwych dla polskiego socjalizmu jako takiego. Tymczasem akcentowanie wątków polskiego ruchu narodowego jako takiego, a nie tylko jego wkładu w odzyskanie niepodległości czy walkę z okupacją zewnętrzną, ma miejsce. Jest tu więc pewna asymetria.
Te złe doświadczenia i struktura, która istnieje już ponad ćwierć wieku, powodują sceptycyzm wielu historyków co do możliwości reformy tej instytucji w innej formie niż uznanie, że nie ma potrzeby istnienia jednej uprzywilejowanej instytucji z ogromnym budżetem.
Można by przekazać te zadania innym instytutom już istniejącym albo instytutom w ramach Polskiej Akademii Nauk. Są też granty, projekty, działalność statutowa, zwykłe badania naukowe prowadzone w instytutach historii różnych uniwersytetów. Być może byłoby to lepsze rozwiązanie.
IPN jako wsparcie dla wymiaru sprawiedliwości
Co więc miałoby ewentualnie pozostać z IPN-u?
Tutaj może pana zaskoczę, bo wracam do punktu wyjścia, czyli do pytania o akt oskarżenia. Wydaje mi się, że IPN mógłby pozostać w ramach kontynuacji działania dawnej Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, oczywiście z rozszerzeniem na zbrodnie komunistyczne.
Nie w formie pionu prokuratorskiego, ale w formie prowadzenia badań i możliwości wnioskowania czy występowania w charakterze oficjalnie akredytowanej instytucji biegłych.
Bardziej jako biegli?
Tak. Na przykład tak jak Instytut Ekspertyz Sądowych imienia Jana Sehna w Krakowie w pewnych sprawach. Wykryto niepodważalne dowody na obecność cyjanowodorów w różnych instalacjach budowlanych Auschwitz-Birkenau. To à propos kłamstwa oświęcimskiego, że rzekomo nic takiego tam nie miało miejsca.
Analogiczną rolę mógłby pełnić IPN albo Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, czyli przede wszystkim badać zbrodnie nazistowskie i komunistyczne z punktu widzenia wsparcia dla wymiaru sprawiedliwości.
Oczywiście dziś byłyby to już przede wszystkim sprawy dotyczące na przykład kłamstwa oświęcimskiego, a nie ścigania sprawców, bo w przypadku ścigania sprawców biologia robi swoje.
Mamy też pewne problemy, o których rzadziej się mówi. Na przykład specyficzna kategoria ustawowa zbrodni komunistycznej, według nowelizacji sprzed paru lat nieprzedawnialnej. Sprawia ona, że zbrodnia komunistyczna, czyli popełniona w okresie Polski Ludowej przez funkcjonariusza państwowego, jest innego rzędu zbrodnią niż „zwykła” zbrodnia według kodeksu karnego.
Z punktu widzenia wielu prawników są to potworki prawne. Nie chcę w to wchodzić, bo nie jestem prawnikiem, ale są autorytety, których opinie tutaj przyjmuję i uznaję.
Wydaje mi się, że funkcjonowanie IPN-u na styku historii i prawa nie robi dobrze ani badaniom historycznym, ani państwu prawa.
Do takiej reformy musieliby się jednak zdecydować politycy. A nie wszystkim moloch, jakim jest dziś IPN, przeszkadza i nie wszystkim opłacałoby się go okroić.
To prawda. Taka zmiana wymagałaby decyzji politycznej. Trzeba byłoby zdecydować się na ograniczenie instytucji, która przez lata urosła do bardzo dużych rozmiarów i pełni wiele funkcji naraz.