Uczestnicy pikiety przywieźli taczki z symboliczną postacią prezesa Grupy Azoty. Zarzucają mu brak działań na rzecz szeregowych pracowników, którzy – jak podkreślają protestujący – nierzadko otrzymują jedynie płacę minimalną.
Protest zorganizowały trzy związki zawodowe. Ich przedstawiciele wskazują, że w ostatnich latach przez zarząd Grupy Azoty przewinęło się 20 prezesów i wiceprezesów, a ostatnio zatrudniono ósmego z kolei dyrektora do spraw pracowniczych. Zdaniem związkowców kolejne zmiany kadrowe nie przekładają się na poprawę sytuacji zatrudnionych.
Związkowcy: sytuacja pracowników się nie poprawia
Artur Jasiński, przewodniczący zakładowej Solidarności w Grupie Azoty w Tarnowie, ocenia, że od trzech lub czterech lat sytuacja pracowników się nie poprawia. Jak twierdzi, otrzymują oni najniższe wynagrodzenia w polskim przemyśle chemicznym.
Jeżeli mediacje się skończą fiaskiem, następnie jest referendum strajkowe i strajk. Myślę, że tak pokojowa pikieta to już jest ostatni raz, jeżeli nic się nie zmieni
– zapowiada Jasiński.
Spółka wskazuje na koszty gazu i problemy finansowe
Rzecznik Grupy Azoty Grzegorz Kulik zapewnia, że zarząd zna oczekiwania pracowników, ale musi uwzględniać realną sytuację finansową spółki. Jak tłumaczy, jej możliwości ograniczają m.in. rekordowe ceny gazu, które bezpośrednio przekładają się na koszty produkcji nawozów.
Według rzecznika realizacja wszystkich postulatów pracowników oznaczałaby dodatkowe wydatki przekraczające pół miliarda złotych rocznie. Jak przekonuje Kulik, Grupy Azoty nie stać na taki koszt.
Rzecznik podkreśla jednocześnie, że w Siarkopolu i Policach wdrażane są wynegocjowane podwyżki. W Tarnowie, Kędzierzynie-Koźlu i Puławach mają natomiast wkrótce rozpocząć się mediacje, ponieważ dotychczasowe rozmowy nie przyniosły porozumienia.