- Dostaliśmy informację, że dochodzi do łamania przepisów ruchu drogowego, w tym właśnie łamania zakazu zatrzymywania się bądź postoju. My musimy na to reagować. My nie decydujemy, czy znak jest postawiony w sposób adekwatny do sytuacji. My jesteśmy od tego, by respektować te prawa - tłumaczy Kamil Wójcik z tarnowskiej policji.
Tymczasem radni osiedlowi i drogowcy tłumaczą, że w ich ocenie znak nie dotyczy zatoczki i nigdy wcześniej do takich sytuacji nie dochodziło. Zatoczka została wykonana specjalnie po to, aby mogli tam zatrzymywać się kierowcy.
- Rada Osiedla Mościce zrobiła tę zatoczkę na wniosek mieszkańców. Tam była bardzo zniszczona zatoczka, ludzie parkowali w dosyć uciążliwym miejscu. Dlatego rada na wniosek i prośbę mieszkańców odnowiła to miejsce w porozumieniu również z Zarządem Dróg i Komunikacji - tłumaczy radna rady miejskiej Edyta Kowalska.
Kowalska dodaje, że w miejscu tym zdarza się rzeczywiście, że kierowcy parkują na poboczu i poza zatoczką i z tego powodu zapewne pojawił się tam znak zakazu postoju. Tyle, że nie powinien on dotyczyć samej zatoczki.
Tarnowscy drogowcy nie kryją zdziwienia sytuacją, ale tez szybko na nią zareagowali.
Oznakowanie, które tam jest, istniało od 2016 roku, więc jesteśmy zaskoczeni ingerencją policji w tym temacie. Widocznie jakiś życzliwy mieszkaniec uprzejmie doniósł w tej sprawie na policję. Zweryfikowaliśmy ten stan rzeczy i skoro jest tutaj problem z interpretacją, czy postój jest dozwolony w tych zatokach, umieściliśmy dodatkową tabliczkę pod tym znakiem informującą, że zakaz postoju nie dotyczy zatok - zapewniał Grzegorz Wałega z Tarnowskiego Zarządu Dróg i Komunikacji.
Tabliczka zatem już została zamontowana, by rozwiać wszelki wątpliwości w tym miejscu. Policja podczas weekendowej kontroli wystawiła 4 mandaty za zaparkowanie w zatoczce. 3 kierowców zapłaciło 100 złotych, jeden odmówił przyjęcia mandatu.