- A
- A
- A
"Do Damaszku" RECENZJA
Łacińskie wezwanie „Memento mori” (pamiętaj o śmierci), barokowe zabawy z formą i prawie dosłowne nawiązania do kultowych filmów z przełomu tysiącleci – taki jest spektakl „Do Damaszku” Jana Klaty w Narodowym Starym Teatrze.Sezon Swinarski w Starym Teatrze
-
-
-
-
-
-
crop_free
1
/ 6
Chwała narodowej scenie za wyciągnięcie z biblioteki zakurzonego dramatu Strindberga. Czytany głównie przez teatrologów, tkwił gdzieś na półkach upupiony „symboliczną” etykietą. Tymczasem tekst Strindberga brzmi ze sceny intrygująco i wyraziście – równie atrakcyjny w swym obco brzmiącym realizmie XIX-wiecznej Szwecji, jak i pasjonujący jako zapis snu, chorobowego transu, czy psychodelicznego urojenia.
Ale u Klaty rzecz tak naprawdę nie dzieje się w Szwecji. Kluczem do inscenizacji w Starym Teatrze jest dobrze znajomy nam barok – z jego obsesją śmierci, z szalonymi eskapadami formy, manierą i przesadą. A także zachowaną ze Strindberga łaciną, upodobaniem do refrenów, i kompozycją opartą na kontrastach.
Główny bohater, w oryginale pisarz, tutaj muzyk i performer wyrusza w tajemniczą podróż. Są zewnętrzne przyczyny tej wyprawy: kryzys wieku średniego, nieudane życie rodzinne, niepokoje związane z twórczością i sławą.
Strindberg nazwał go Nieznajomym, Klata – Idolem . Napędzają go pycha i niespełnienie, są w nim żarłoczność życia i zakochanie w śmierci. Na jego drodze los stawia kobietę, jej dziwaczną rodzinę, wreszcie kilka osobliwych kreatur, które można uznać za częściowo wyparte, czy nieuświadomione składowe jego osobowości.
Co przydarzy się podczas drogi do Damaszku, drogi, która przynieść ma nawrócenie, a tymczasem biegnie kołem, meandruje, zapętla się i powraca? Ta droga wygląda raczej jak ucieczka, a próby leczenia jak ekscentryczne, szemrane, magiczne rytuały.
Inscenizacja Klaty jest jednocześnie efektowna i na swój sposób surowa, to siła i słabość tej realizacji . Oglądamy w gruncie rzeczy jedną, intensywną, dwugodzinną scenę, oniryczny szlak po którym krąży bohater. Jak fajerwerki strzelają kolejne muzyczne pomysły, filmowe cytaty, pełne osobliwości interludia. W zgodzie z barokową retoryką wciąż próbuje się nas trochę rozśmieszyć i trochę nastraszyć - w tym celu na scenie mamy 7.000 tysięcy czaszek i jednego kościotrupa, a także występy wielogłowych chimer, dziwnych bestii – Fanek Idola, które wyśpiewują w rytm operowych recytatywów pokręcone komentarze do akcji.
A jednak dramat Idola (Marcin Czarnik), przecież koło zamachowe całej akcji, do końca nas nie przekonuje, nie porywa, nie hipnotyzuje . Jakoś trudno uwierzyć, że ten trochę kabotyn, trochę mitoman, wywołuje wokół siebie takie pandemonium. Aktorowi nie udało się stworzyć sugestywnej konkurencji dla szalonego rekwizytorium, który otoczył go reżyser. Znacznie bardziej intrygujące wydają się postaci drugiego planu: niejednoznaczny Doktor Wilkołak (Krzysztof Zarzecki), jego Siostra (Dorota Segda) czy bluzgający łaciną Żebrak (Krzysztof Globisz), balansujący między realnością a urojeniem, zwyczajni i wynaturzeni jednocześnie.
Cały ten zgiełk kończy się szybko i gwałtownie, jednym, lekceważącym gestem. Wyprawa do Damaszku, zapowiadana w kolorowych folderach jako podróż wgłąb samego siebie, okazuje się wizytą w upiornym wesołym miasteczku ze szczególnym uwzględnieniem „domu, w którym straszy”. Czujemy oczywiście dreszczyk emocji, ale silniejsze jest chyba wrażenie niedosytu.
Justyna Nowicka
Ale u Klaty rzecz tak naprawdę nie dzieje się w Szwecji. Kluczem do inscenizacji w Starym Teatrze jest dobrze znajomy nam barok – z jego obsesją śmierci, z szalonymi eskapadami formy, manierą i przesadą. A także zachowaną ze Strindberga łaciną, upodobaniem do refrenów, i kompozycją opartą na kontrastach.
Główny bohater, w oryginale pisarz, tutaj muzyk i performer wyrusza w tajemniczą podróż. Są zewnętrzne przyczyny tej wyprawy: kryzys wieku średniego, nieudane życie rodzinne, niepokoje związane z twórczością i sławą.
Strindberg nazwał go Nieznajomym, Klata – Idolem . Napędzają go pycha i niespełnienie, są w nim żarłoczność życia i zakochanie w śmierci. Na jego drodze los stawia kobietę, jej dziwaczną rodzinę, wreszcie kilka osobliwych kreatur, które można uznać za częściowo wyparte, czy nieuświadomione składowe jego osobowości.
Co przydarzy się podczas drogi do Damaszku, drogi, która przynieść ma nawrócenie, a tymczasem biegnie kołem, meandruje, zapętla się i powraca? Ta droga wygląda raczej jak ucieczka, a próby leczenia jak ekscentryczne, szemrane, magiczne rytuały.
Inscenizacja Klaty jest jednocześnie efektowna i na swój sposób surowa, to siła i słabość tej realizacji . Oglądamy w gruncie rzeczy jedną, intensywną, dwugodzinną scenę, oniryczny szlak po którym krąży bohater. Jak fajerwerki strzelają kolejne muzyczne pomysły, filmowe cytaty, pełne osobliwości interludia. W zgodzie z barokową retoryką wciąż próbuje się nas trochę rozśmieszyć i trochę nastraszyć - w tym celu na scenie mamy 7.000 tysięcy czaszek i jednego kościotrupa, a także występy wielogłowych chimer, dziwnych bestii – Fanek Idola, które wyśpiewują w rytm operowych recytatywów pokręcone komentarze do akcji.
A jednak dramat Idola (Marcin Czarnik), przecież koło zamachowe całej akcji, do końca nas nie przekonuje, nie porywa, nie hipnotyzuje . Jakoś trudno uwierzyć, że ten trochę kabotyn, trochę mitoman, wywołuje wokół siebie takie pandemonium. Aktorowi nie udało się stworzyć sugestywnej konkurencji dla szalonego rekwizytorium, który otoczył go reżyser. Znacznie bardziej intrygujące wydają się postaci drugiego planu: niejednoznaczny Doktor Wilkołak (Krzysztof Zarzecki), jego Siostra (Dorota Segda) czy bluzgający łaciną Żebrak (Krzysztof Globisz), balansujący między realnością a urojeniem, zwyczajni i wynaturzeni jednocześnie.
Cały ten zgiełk kończy się szybko i gwałtownie, jednym, lekceważącym gestem. Wyprawa do Damaszku, zapowiadana w kolorowych folderach jako podróż wgłąb samego siebie, okazuje się wizytą w upiornym wesołym miasteczku ze szczególnym uwzględnieniem „domu, w którym straszy”. Czujemy oczywiście dreszczyk emocji, ale silniejsze jest chyba wrażenie niedosytu.
Justyna Nowicka
Komentarze (0)
Brak komentarzy
Najnowsze
-
09:12
Co z transkrypcją aktów małżeństw jednopłciowych w Krakowie? "To tchórzostwo"
-
09:03
Trzylatka pogryziona przez psa w Maszkienicach. Są wstępne ustalenia policji
-
08:52
AI już nie ukryje swojej tożsamości. Co zmieniają nowe przepisy AI Act?
-
08:15
Daria Gosek-Popiołek (Lewica): Trzeba przywrócić pomoc dla ukraińskich kobiet, dzieci i osób starszych
-
07:58
Ogromne utrudnienia na S7 w stronę Nowej Huty. Zderzyło się 5 aut
-
07:46
Brzesko uruchomiło Kartę Mieszkańca. Na początek zniżki na basen i kręgielnię
-
07:29
Po kontrolach w miejskich spółkach. Krakowscy radni domagają się odwołania kierownictwa
-
07:06
Każda kropla na wagę złota. Mszana Dolna szuka nowych ujęć i oszczędza wodę
-
06:39
Zakończyła się renowacja pomnika Solidarności w Nowej Hucie
-
06:07
Dziś kulminacja upałów. W Małopolsce temperatura dojdzie do 37 stopni
-
21:48
Śmiertelne potrącenie przez pociąg w Rzozowie. Utrudnienia na trasie do Krakowa
-
21:42
Trzyletnie dziecko pogryzione przez psa w Maszkienicach. Na miejsce wezwano śmigłowiec LPR
-
20:41
Pożar samochodu na A4. Utrudnienia w kierunku Katowic
-
20:23
Miliony z UE dla ratowników wodnych w Małopolsce. WOPR dostanie łodzie, drony i nowe pojazdy
-
20:06
Wiktor Staszak wypożyczony do Chrobrego Głogów. Młody pomocnik zagra na zapleczu Ekstraklasy
-
19:39
Coraz goręcej, coraz drożej. Ile naprawdę kosztują upały
-
15:05
Dieta a zdrowa skóra. Fakty, mity i to, co naprawdę działa
-
10:45
Kraków prof. Agnieszki Chłosty-Sikorskiej - Służba zdrowia - odc. 7. - Bez nich medycyna nie mogłaby istnieć
Skontaktuj się z Radiem Kraków - czekamy na opinie naszych Słuchaczy
Pod każdym materiałem na naszej stronie dostępny jest przycisk, dzięki któremu możecie Państwo wysyłać maile z opiniami. Wszystkie będą skrupulatnie czytane i nie pozostaną bez reakcji.
Opinie można wysyłać też bezpośrednio na adres [email protected]
Zapraszamy również do kontaktu z nami poprzez SMS - 4080, telefonicznie (12 200 33 33 – antena,12 630 60 00 – recepcja), a także na nasz profil na Facebooku oraz Twitterze