"Wyjeżdżaliśmy do bójek, urazów głowy, urazów kończyn dolnych. Jak co roku, duży problem dla zespołów ratownictwa medycznego stanowiły wezwania do pacjentów pijanych leżących na ulicy, pozostawionych bez opieki znajomych czy rodziny. Zwykle, po przeprowadzeniu badania, okazywało się, że takie osoby nie wymagały pomocy medycznej" – powiedziała Sieradzka.
Kilkanaście osób doznało urazów spowodowanych przez odpalone petardy, głównie były to oparzenia twarzy i oczu oraz urazy dłoni. Zespoły pogotowia ratunkowego pomagały też osobom poranionym przez potłuczone szkło.
Z największą intensywnością zgłoszenia zaczęły napływać od około godziny drugiej w nocy i trwały do 6 rano.
Podczas nocnych interwencji nie obyło się bez agresywnych zachowań pacjentów lub osób im towarzyszących wobec ratowników, ale do poważnych incydentów nie doszło. "W Krakowie pijany mężczyzna wszczął awanturę pod jednym z naszych miejsc stacjonowania, chciał wedrzeć się do środka i wyzywał próbujących go uspokoić ratowników medycznych" – mówiła Sieradzka.
W 22 miejscach stacjonowania Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego w Krakowie, powiecie wielickim, krakowskim i olkuskim pracowało w Sylwestra ponad sto osób w zespołach ratownictwa medycznego i zespołach transportowych oraz w dyspozytorni. Liczba interwencji Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego przed rokiem była podobna – ponad 260.
(PAP/ek)