Pomysł na uporządkowanie hulajnóg po krakowsku jest taki, aby w całym mieście zbudować wiele niewielkich stacji, skąd taki sprzęt będzie można pobrać, zostawić go tam i podłączyć do ładowania. Za ich budowę mieliby płacić operatorzy działających w Krakowie wypożyczalni. "Chcemy, by te hulajnogi miały miejsca, gdzie można je zostawić, odebrać, a nie porzucać na środku chodnika. Mam nadzieję, że uda się spotkać z kilkoma firmami i uda nam się dogadać. Dla nich to też będzie wygodne, wtedy nie muszą płacić postronnym osobom za zbieranie sprzętu i ładowanie go nocą. Miasto też nie będzie płacić nic za taki montaż" - wyjaśnia radny Łukasz Wantuch z prezydenckiego klubu Przyjazny Kraków.
Uchwała radnych trafiła na biurko prezydenta, który wspólnie z urzędnikami ma się teraz zastanowić nad tym, jak nawiązać współpracę z właścicielami hulajnóg i skłonić ich do sfinansowania takich stacji. Tyle tylko, że przedstawiciele Zarządu Transportu Publicznego już dziś twierdzą, że pomysłu nie uda się zrealizować. Jak mówi Bartosz Piłat - propozycja budowy takich stacji dokujących, i to na koszt miasta, już padła w rozmowach z operatorami... i nie znalazła poparcia. "Usłyszeliśmy, że firmy nie są zainteresowane tym rozwiązaniem, bo jest to sprzeczne z ideą. Do stacji trzeba by dojść, a to mogłoby skutkować mniejszą liczbą wypożyczeń. Nie bardzo widzimy, by znów zaczynać rozmowy" - komentuje Bartosz Piłat.
Mecenas Karolina Rozkocha - pełnomocnik firmy odpowiedzialnej za biało-czerwone hulajnogi pytana o pomysł budowy stojaków dla hulajnóg wyjaśnia jednak, że operator jest gotowy aby wziąć udział w rozmowach z władzami miasta i wysłuchać propozycji na ten temat. Dodała, że powołanie specjalnego komitetu w tej sprawie ułatwi dotychczasowy konktakt z urzędnikami.
Zaprzeczyła jednak, aby Zarząd Transportu Publicznego prowadził wcześniej z firmą jakiekolwiek rozmowy o budowie stacji dokujących lub zwykłych stojaków dla hulajnóg na terenie miasta.
Elektryczne hulajnogi nie są problemem wyłącznie w Krakowie. Sposobu na porzucany "byle gdzie" sprzęt szukają też inne miasta - między innymi Wrocław, Poznań i Warszawa, choć stolica podjęła już pewne kroki w tym kierunku. Jak mówi Karolina Gałecka ze stołecznego Zarządu Dróg Miejskich - sprzęty stwarzające niebezpieczeństwo są po prostu usuwane. "W Warszawie, w sytuacji, gdy hulajnoga jest porzucona w miejscu, gdzie stwarza niebezpieczeństwo, a mamy takie sytuacje, np. na przejściach dla pieszych, chodnikach, skrzyżowaniach, usuwamy te sprzęty jako mienie porzucone bądź mienie zagrażające bezpieczeństwu i nakładamy kary finansowe na operatorów. Wszystko zgodnie z uchwałą Rady Miasta" - zaznacza Gałecka.
Hulajnogi zabrane z ulicy trafiają do magazynów Zarządu Dróg Miejskich, a na operatora nakładana jest kara od kilkunastu do nawet kilkuset tysięcy złotych. W tym momencie w magazynie jest blisko 500 takich pojazdów. Aby odebrać takie skonfiskowane przez urząd sprzęty, operator musi udowodnić, że jest ich właścicielem i zapłacić nałożoną karę. Krakowscy urzędnicy zapowiadają, że najprawdopodobniej za kilka tygodni wezmą przykład z Warszawy i też zaczną zabierać z ulicy hulajnogi zagrażające bezpieczeństwu.
(Joanna Orszulak/ew)