"To są grupy nietrzeźwych osób. Język, którym się posługują to strumień strasznych wulgaryzmów. Ponieważ są pijani, nie mają żadnych zahamowań. Hałas jest tak potworny, że śpimy z zatyczkami w uszach w lecie, z zamkniętymi oknami, a i tak nas budzą" - mówi pani Agnieszka, która mieszka przy ulicy Kościuszki - niedaleko pętli tramwajowej Salwator.
Duży sklep z alkoholem, przy którym zbierają się grupy młodych ludzi, jest otwarty całodobowo. Jak twierdzi kobieta - to miejsce, w którym imprezowicze przychodzą się "dopić", a ten koszmar trwa, z małą przerwą, od dwóch lat. Przerwą okazała się ugoda między właścicielem sklepu a miastem - we wrześniu zeszłego roku sklep przystąpił do Krakowskiego Porozumienia w Sprawie Odpowiedzialnej Sprzedaży Alkoholu. W ramach tej ugody właściciel zobowiązał się nie sprzedawać alkoholu między północą a 5:30 rano.
W maju pod okna pani Agnieszki powróciły śmiechy, krzyki i wyzwiska. Według kobiety policja była od tamtego czasu wzywana na miejsce kilkadziesiąt razy. Rzecznik miejskiej komendy Piotr Szpiech nie potwierdza, żeby do policjantów wpłynęło aż tyle zgłoszeń spod wskazanego adresu.
"Odnotowaliśmy w sumie 4 zgłoszenia dotyczące zakłócania ciszy nocnej czy spożywania alkoholu w miejscu niedozwolonym. W dwóch przypadkach policjanci, którzy interweniowali, nie potwierdzili tych zgłoszeń. Jedną interwencję funkcjonariusze zakończyli przewiezieniem osoby do izby wytrzeźwień, natomiast w jednym przypadku policjanci zastali w okolicy dwóch mężczyzn. Jako że jeden z nich spożywał alkohol w miejscu niedozwolonym, został on ukarany mandatem" - mówi Szpiech i podkreśla, że dodatkowo policjanci dzielnicowi zostali oddelegowani do kontrolowania tego rejonu, podobnie jak patrole policyjne.
Pani Agnieszka nie jest pewna, czy działania policji są wystarczające. Jak mówi, bardzo często policjanci pojawiają się na Kościuszki niemal godzinę po zgłoszeniu, gdy grupy młodych ludzi zdążą już oddalić się na przykład na pobliski bulwar wiślany. A chwilę po odjeździe funkcjonariuszy pod sklepem nocnym stają... kolejni klienci.
Sfrustrowana kobieta zebrała więc podpisy wśród sąsiadów pod petycją do miasta o uporządkowanie sprawy. Jak mówi, petycję podpisał nawet właściciel pobliskiego hotelu.
A radny dzielnicy siódmej Zwierzyniec, Szczęsny Filipiak, już znalazł receptę na rozwiązanie sprawy. Pokojową.
"Była umowa, że właściciel i obsługa sklepu pilnują otoczenia, aby właśnie nie doprowadzać do takiej sytuacji. Zatem skoro zjawisko nocnych hałasów przed sklepem wróciło, to pewnie będzie trzeba ponownie porozmawiać z właścicielem" - mówi radny.
Szczęsny Filipiak porozmawia, a urzędnicy miejscy - sprawdzą. Jak informuje Wydział Spraw Administracyjnych, w związku z naszą interwencją miasto skontroluje, jak właściciel sklepu wywiązuje się z antyalkoholowego porozumienia.
Martyna Masztalerz/łk
Skontaktuj się z Radiem Kraków - czekamy na opinie naszych Słuchaczy
Pod każdym materiałem na naszej stronie dostępny jest przycisk, dzięki któremu możecie Państwo wysyłać maile z opiniami. Wszystkie będą skrupulatnie czytane i nie pozostaną bez reakcji.
Opinie można wysyłać też bezpośrednio na adres [email protected]
Zapraszamy również do kontaktu z nami poprzez SMS - 4080, telefonicznie (12 200 33 33 – antena,12 630 60 00 – recepcja), a także na nasz profil na Facebooku oraz Twitterze.
Zastrzegamy sobie prawo publikacji wybranych opinii.