Sprzedawcy bezradnie rozkładają ręce. Sami płacą więcej za swoje produkty. Jedyna rzecz, która nie podrożała, to polskie jarzyny. Masło było po 6 złotych, teraz jest 7 i trzeba do tego jeszcze doliczyć marżę - mówi pani Alicja z jednego z krakowskich warzywniaków.
Podobnie jest na Starym Kleparzu - popularnym krakowskim targowisku. 42 złote kilogram kiełbasy i 45 szynka, od poprzednich świat podrożało o dwa złote. Podrożały też jajka - o złotówkę za 10 sztuk.
Powody tej sytuacji to: inflacja z którą zmaga się obecnie prawie cała Europa, pandemia, która spowodowała zakłócenia na rynku światowym i oczywiście wojna w Ukrainie, zwanej spichlerzem Europy. Części importu z tego kraju nie uda się zrealizować. Rosną tez ceny paliw, środków ochrony roślin i nawozów - wyjaśnia ekonomista Krzysztof Machaczka z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.
Najbardziej podrożały produkty tłuszczowe. To rok do roku blisko 54 %. Olej o blisko 70%, o 25% produkty sypkie, cukier o 10%, ceny mięsa wzrosły natomiast o 22 %
Tę sytuację w pewnym stopniu napędzają też kupujący, którzy w obawie przed wzrostem cen kupują w nadmiarze, na zapas - wyjaśnia ekonomista.
Z badania Instytutu badań Rynkowych i Społecznych wynika, że na przygotowania do świąt wielkanocnych co piąty Polak wyda w tym roku od 400 do 500 zł, 18 procent badanych ma nadzieję zmieścić się w kwocie do 300 zł, a co dziesiąty Polak chciałby wydać nie więcej niż 200zł. Więcej wydadzą tylko najlepiej zarabiający, ci z pensją od 7 tys. zł netto. Co trzeci z nich wyda na przygotowania do Wielkanocy nawet do 1000 zł.
Niektórzy pamiętają czasy hiperinflancji - zdaniem ekonomisty sytuacja z początku lat 90 nam nie grozi, bo żadne państwo nie jest zainteresowane , by tak wysoka inflacja utrzymywała się dłużej.
Kończąc optymistycznie - jest spora szansa, że w przyszłym roku święta nie będą droższe niż w tym.