Jak na pomysł włodarzy gminy reagują mieszkańcy? Mają mieszane odczucia. Jak mówią, to taka sytaucja, w której zdrowy rozsądek kłóci się z lokalnym patriotyzmem. "Gminę trzeba ratować. Wyjdziemy z kryzysu" - mówią jedni. "Bez sensu. Dlaczego mieszkańcy mają płacić na coś, na co nie mają wpływu? Dlaczego my mamy ponosić koszta za to, że ktoś źle zarządzał?" - odpowiadają drudzy.
Jak podkreślają jednak władze gminy, zbiórka jest tylko jednym z elementów ratowania Raciechowic. Jak przyznaje wójt Wacław Żarski, to pomysł radnych gminy, ale wszyscy mają nadzieję, że mieszkańcy choć symbolicznie dorzucą się do ratowania Raciechowic. "Mam nadzieję, że mieszkańcy ze zrozumieniem podejdą do naszej prośby. Gmina mocno się już wpisała w cały system funkcjonowania samorządu terytorialnego. Zakładamy, że będzie zrozumienie mieszkańców gminy i mieszkańców całej Małopolski" - podkreśla Żarski.
Z kolei jeśli ktoś ma wątpliwości natury prawnej - rozwiewa je Mirosław Chrapusta z Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego, jak zapewnia - taki sposób wsparcia gminy jest dopuszczalny w formie darowizny. Sam ma nadzieję, że to tylko element symboliczny: "że chodzi bardziej o solidaryzm społeczny" i jak dodaje Mirosław Chrapusta, aby Raciechowice przetrwały potrzebny jest przecież dobrze przygotowany plan naprawczy.
Ten został już przedstawiony Regionalnej Izbie Obrachunkowej w Krakowie. Gmina czeka jednak jeszcze na opinię od wojewódzkich
urzędników. Potrzebna jest redukcja etatów, zwiększenie wpływów podatkowych, oszczędności np. w funkcjonowaniu administracji w urzędzie i oświacie, gdzie już oszczędzono milion złotych - to redukcja etatów nauczycielskich i łączenie klas.
Raciechowice muszą w tym roku znaleźć oszczędności w wysokości 6,5 miliona złotych.
Aby ratować gminę Raciechowice, wójt zwrócił się też z prośbą o wsparcie do sąsiednich samorządów. Rozmowy trwają. Na razie pomoc w wysokości 300 tysięcy złotych zadeklarowało starostwo myślenickie.
(Tomasz Bździkot/ko)