Broń hukowa i kilkaset nabojów, a także race i gorąca linia z łowczymi - to ma być odpowiedź, a przynajmniej jedna z odpowiedzi, na rosnący problem z dzikami w Wieliczce. W najbliższych tygodniach tamtejsi strażnicy miejscy zostaną wyposażeni w taki sprzęt.
W tej chwili mamy znacznie więcej dzików niż jeszcze kilka lat temu. Bardzo często są przy posesjach, na osiedlach, gromadzą się w dużych ilościach - po dziewięć, 11, a nawet 20 osobników
- wyjaśnia komendant straży miejskiej w Wieliczce Kazimierz Hankus.
Wieliczanie problem z dzikami zauważają, ale zdania co do rozwiązania są podzielone.
Dziki też mają prawo żyć, tylko musimy im zapewnić takie warunki, żeby nam nie przeszkadzały
- uważa jeden z mieszkańców.
Inna kobieta mówi, że "dzików jest tak dużo, że jakiekolwiek działania niewiele zmienią". Rozmówcy zgadzają się jednak, że dzik w centrum Wieliczki to przekroczenie pewnej granicy. Wielicka straż miejska interwencje w sprawie dzików podejmuje od dawna. W ubiegłym roku wpłynęły tam 32 zgłoszenia. Od stycznia do kwietnia tego roku - mieszkańcy zgłaszali pojawienie się dzików 10 razy.
Dziki na Sejmiku, ale z dala od Wieliczki
Pod koniec marca małopolski Sejmik na prośbę władz Wieliczki przyjął uchwałę o dodatkowym odłowie i odstrzale 150 dzików na terenie gminy. Nowe "uzbrojenie" straży miejskiej ma dopełnić te działania. Pozostaje jednak pytanie, czy będzie to skuteczny, a jednocześnie bezpieczny dla innych stworzeń sposób.
Komendant Hankus zastrzega, że broń, która niebawem trafi w ręce jego funkcjonariuszy, będzie używana wyłącznie zgodnie z prawem - nie można z niej korzystać w odległości mniejszej niż 150 metrów od zabudowań mieszkalnych.
Dr inż. hab. Marek Wajdzik (Uniwersytet Rolniczy, leśnik) przekonuje, że używanie takiej broni "może wywoływać pewien dyskomfort", zarówno dla zwierząt, jak i dla ludzi. Istotniejszy jest jednak fakt, że niekoniecznie plan wielickich władz musi się powieść.
Na początku może być nawet bardzo skuteczny, co potwierdza wiele badań, ale ten sygnał dźwiękowy, ten impuls musi się kojarzyć zwierzęciu z jakimś niebezpieczeństwem. Jeżeli więc fizycznie nie będzie się tam pojawiało jakieś zagrożenie, w postaci na przykład zabitego osobnika, to dziki zapewne się przyzwyczają i będą spokojnie sobie żerowały.
"One z nami zostaną"
Plaga dzików w Krakowie i wokół niego nasila się od dawna. Naukowiec przekonuje, że zarówno dziki, jak i inne zwierzęta - pozostaną już z nami w miastach. Nie ma więc skutecznych sposobów na ich płoszenie:
Teoretycznie nie powinniśmy tych zwierząt "zapraszać" do miast, ale to już nawet nie jest prawda. To jest złe słowo, bo dziki po prostu się tutaj urodziły. Jest to populacja synurbijna, czyli równy z nami mieszkaniec miasta.
I choć nie możemy sprawić, że dziki bądź inne zwierzęta staną się niewidoczne, to powinniśmy im ułatwić życie. Zdaniem eksperta, to jest klucz do harmonijnego współistnienia - wraz z kontrolą liczebności populacji zwierząt w miastach.
Jeśli widzimy dzika, nie panikujemy. To nie jest krwiożercze zwierzę. Spokojnie się oddalamy
mówi Wajdzik.
Na pewno nie zbliżamy się do dzika i nie próbujemy go głaskać lub karmić - zwłaszcza, jeżeli jest to locha z młodymi.
Wieliccy strażnicy miejscy zaczną używać broni hukowej przeciwko dzikom po przejściu wszystkich niezbędnych szkoleń, najwcześniej pod koniec maja.