Fot. Paweł Topolski
Posłuchaj rozmowy Łukasza Sobieszkody z dr. Łukaszem Stachem.
Pierwszą turę przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa wygrał Łukasz Gibała, zdobywając 36,38 proc. głosów. Monika Piątkowska uzyskała 29,91 proc. Różnica między kandydatami wyniosła 6,47 punktu procentowego. Zdaniem dr. Łukasza Stacha z Uniwersytetu Jagiellońskiego oznacza to, że przed kandydatką popieraną przez Koalicję Obywatelską i PSL stoi większe wyzwanie.
– Różnica może nie jest tak duża, jak wskazywały pierwsze sondaże exit poll, ale nadal wynosi ponad sześć punktów procentowych. Od zwycięstwa Łukasza Gibałę dzieli więc trochę mniej niż Monikę Piątkowską. I tutaj docieramy do rzeczy kluczowej, czyli kwestii przepływu elektoratu. Decydujące będą głosy wyborców, którzy poparli kandydatów zajmujących trzecie, czwarte, piąte i kolejne miejsca, bo właśnie z tego rezerwuaru będą próbowali zaczerpnąć kandydaci walczący o fotel prezydenta Krakowa – mówi politolog.
Czy wyborcy PiS poprą Łukasza Gibałę?
Największą grupę wyborców do zagospodarowania pozostawił po pierwszej turze Michał Drewnicki z PiS, który zdobył 17,5 proc. głosów. Łukasz Stach uważa, że oficjalne poparcie Gibały przez Prawo i Sprawiedliwość byłoby jednak dla partii ryzykowne, między innymi ze względu na polityczną przeszłość niezależnego kandydata.
Mamy tutaj dwa czynniki. Po pierwsze, polaryzacja Koalicja Obywatelska versus Prawo i Sprawiedliwość może skłaniać część decydentów PiS, żeby, mówiąc kolokwialnie, utrzeć nosa Koalicji Obywatelskiej. Gdyby w drugiej turze zwyciężył Łukasz Gibała, byłaby to porażka Koalicji Obywatelskiej, bez wątpienia także premiera Donalda Tuska, który personalnie zaangażował się w te wybory. Po drugie, można kogoś popierać, nie popierając go wprost. Można powiedzieć: obaj kandydaci nie są idealni, ale... I to „ale” będzie kluczowe. Można wskazywać, że bliżej jest do kandydata obywatelskiego, a z tej dwójki kandydat obywatelski jest tylko jeden
- mówi dr Stach.
Zastrzega jednak, że deklaracje polityków nie oznaczają automatycznego przepływu głosów:
– Wyborcy to nie jest worek ziemniaków, który można przestawiać z jednego kąta do drugiego. Michał Drewnicki może poprzeć Łukasza Gibałę bezpośrednio albo w sposób bardziej zawoalowany. Osobiście spodziewam się tej drugiej opcji. Natomiast wyborcy jeszcze muszą pójść na wybory. W interesie Łukasza Gibały jest zmobilizowanie tych, którzy poszli na pierwszą turę i nie zagłosowali ani na niego, ani na Monikę Piątkowską. Patrząc na polityczne sympatie i antypatie, elektorat Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacji czy Partii Razem może być bardziej skłonny poprzeć Łukasza Gibałę, jeżeli pójdzie na wybory.
Ruch Palikota wróci w kampanii?
Czy sztab Moniki Piątkowskiej, próbując zatrzymać przepływ głosów prawicowych wyborców do Gibały, może przypominać jego polityczną przeszłość i związki z Ruchem Palikota? Stach przekonuje, że taka strategia byłaby ryzykowna.
– Monika Piątkowska mówiła, że kampania była dosyć brutalna. Ja tej brutalności za bardzo nie zauważyłem. Jeżeli jednak mówiłaby, że kampania była brutalna, a sama sięgałaby po tego typu zagrania, nie wiem, czy nie byłby to błąd. Po drugie, Łukasz Gibała może łatwo odbić tę piłeczkę, mówiąc, że było to dawno, że się zmienił, że wyszedł – mówiąc trochę humorystycznie – z błędów młodości. Akurat to nie jest największy problem niezależnego kandydata - uważa rozmówca.
Znacznie ważniejsza może być przyjęta przez Gibałę strategia budowania wizerunku polityka niezależnego i pozapartyjnego. Dr Stach ocenia, że właśnie ona pozwala mu dziś zwracać się do wyborców o bardzo różnych poglądach.
„Zmiana kontra kontynuacja”
– Widać dwie grupy. Po pierwsze elektorat kontynuacji, który nie głosował w referendum dotyczącym Aleksandra Miszalskiego, celowo na nie nie poszedł, a później poparł Monikę Piątkowską. Z drugiej strony mamy elektorat zmiany. I ten elektorat głosuje na Łukasza Gibałę, ale głosował także na kandydata Prawa i Sprawiedliwości, kandydatkę Partii Razem czy częściowo kandydata Konfederacji. Łukasz Gibała może apelować do tego elektoratu, przedstawiając siebie jako kandydata obywatelskiego, pozapartyjnego czy nawet trochę antyestablishmentowego – tłumaczy politolog.
I dodaje:
Przyczyny, dla których krakowianie odwołali Aleksandra Miszalskiego i udzielili dużego poparcia Łukaszowi Gibale, ale także innym kandydatom spoza Koalicji Obywatelskiej, nie zniknęły magicznie. Nadal istnieje elektorat, który domaga się korekty w tym, jak działa Kraków. Czy ma być ona głęboka, czy trochę mniej głęboka, to już temat do dyskusji. Ale ten elektorat istnieje i Łukasz Gibała musi z niego zaczerpnąć, jeżeli chce wygrać.
Zdaniem dr. Stacha właśnie podział na zwolenników zmiany i kontynuacji jest w tej kampanii bardziej widoczny niż klasyczna polaryzacja partyjna:
– Łukasz Gibała podkreśla kwestię zmiany. Monika Piątkowska też mówi, że pewne rzeczy należy skorygować, ale nie może łatwo odciąć się od Aleksandra Miszalskiego. To jest dla niej pewien problem. Ta scheda po Miszalskim czy jego polityczne dziedzictwo trochę nad nią ciąży. Łukasz Gibała ma większe pole manewru. Musi jednak przede wszystkim zmobilizować wyborców, którzy nie poparli żadnego z finalistów. Można sobie wyobrazić scenariusz, w którym szeroko pojęty wyborca prawicowy dojdzie do wniosku: „To jednak nie nasz kandydat, dziękujemy”.
Centrum za Piątkowską, obrzeża za Gibałą
Pierwsza tura pokazała również różnice terytorialne w poparciu kandydatów - Monika Piątkowska osiągała lepsze wyniki w centrum Krakowa, a Łukasz Gibała na obrzeżach miasta.
– Może się to wiązać z doświadczeniem historycznym, pamięcią, politycznymi sympatiami i antypatiami. Ludzie mieszkający poza ścisłym centrum Krakowa to często osoby, które przyjechały tutaj w poszukiwaniu pracy, lepszej edukacji czy lepszego życia. Ich priorytety mogą być inne. Niekoniecznie kierują się tym, kto jest „nasz”, a kto „nie nasz”, tylko bardziej tym, kto ma jaki pomysł na miasto. Są skoncentrowani na tym, jak miasto działa, jak wygląda komunikacja publiczna i usługi publiczne, które zapewnia Kraków – mówi dr Stach.
Pole do pozyskania nowych wyborców jest – zdaniem politologa – w przypadku Moniki Piątkowskiej węższe. Wskazuje przede wszystkim na część elektoratu lewicowego oraz osoby, które nie uczestniczyły w pierwszej turze.
– To częściowo elektorat Nowej Lewicy, być może trochę Razem. Ale patrząc na to, jak Adrian Zandberg krytykuje rząd Donalda Tuska, chyba nie jest to zbyt duże łowisko. Pozostają też wyborcy, którzy w ogóle nie poszli na wybory. Próba mobilizacji elektoratu, który nie chodzi na wybory, jest jednak ryzykowna. Nawet jeśli ci ludzie zdecydują się zagłosować, nie oznacza to automatycznie, że poprą Monikę Piątkowską.
Dr Stach spodziewa się, że frekwencja w drugiej turze może być nieco niższa niż w pierwszej. Zastrzega jednak, że wiele zależy od mobilizacji wyborców kandydatów, którzy odpadli z wyścigu.
„Pojętny uczeń Jacka Majchrowskiego”
Szeroki polityczny rozstrzał grup, do których próbuje dotrzeć Łukasz Gibała – od wyborców prawicy po część lewicy – przypomina politologowi strategię stosowaną przez wieloletniego prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego:
– Gdybym powiedział, że Łukasz Gibała jest pojętnym uczniem Jacka Majchrowskiego, to prawdopodobnie Jacek Majchrowski poczułby się trochę skonfundowany, bo panów łączy raczej, używając dawnego określenia z polskiej polityki, „szorstka męska przyjaźń”. Natomiast Gibała rozumie to, co rozumiał także Majchrowski: jednoznaczne afiliacje polityczne mogą przeszkadzać. Jeżeli zaprezentował siebie jako kandydata ponadpartyjnego i obywatelskiego, musi manewrować między lewicą a prawicą i w dużej mierze mu się to udaje. Jacek Majchrowski robił podobnie. Zauważmy, że jego ulubionym ministrem był Andrzej Adamczyk, ideowo raczej dość daleki od środowisk, z których wywodził się Jacek Majchrowski.