101 obiektów, w tym te zupełnie nieznane, ale także te naprawdę "mainstreamowe". Czym się kierowałeś wybierając swoja setkę?
Postanowiłem skupić się na rzeźbach funkcjonujących w specyficznej galerii sztuki, pełnej niesamowitości i zaskoczeń — czyli w naszych ulicach. Potraktowałem przestrzeń miejską jak jedną wielką galerię sztuki, dostępną za darmo przez całą dobę i pozbawioną charakterystycznego dla instytucji artystycznych anturażu czy patosu.
- A
- A
- A
Spotkajmy się pod Adasiem, pod palmą, pod bocianami - czyli jak patrzeć na sztukę w przestrzeni publicznej
Czy wiecie, czym jest pełen namaszczenia"galeryjny krok"? Jak zachowują się i jakich trudnych słów używają prawdziwi znawcy sztuki? Czy nie myśleliście, choć raz w życiu, że sztuka współczesna - choć często społecznie zaangażowana i w teorii inkluzywna - w gruncie rzeczy bardzo wyklucza? O sztuce, która jest wokół nas, dostępna choć nie zawsze zrozumiała Justyna Nowicka rozmawia z Tomkiem Szymańskim, znanym publiczności ze swojego projektu multimedialnego "Solo show". „Ukryte na widoku. 101 opowieści o sztuce w przestrzeni publicznej” to jego książkowy debiut, wydany przez Znak Koncept, przewodnik o dziełach sztuki, umieszczonych w często nietypowych miejscach.Wybrałeś naprawdę wyjątkowe obiekty, jak Twój nr 1 czyli zachwycający obiekt "100 ton" Zbigniewa Frączkiewicza z kamieniołomu Wiciarka. Ale co w tym zestawieniu robi słynna palma Joanny Rajkowskiej, czyli "Pozdrowienia z Alei Jerozolimskich"?
No właśnie, to jest dla mnie jedna z najbardziej „ukrytych na widoku” prac. Na pierwszy rzut oka wydaje się radosna, niemal wakacyjna — ot, palma. Jednak w rzeczywistości nie jest to wcale tak oczywiste, ani lekkie w odbiorze, prawda? Mimo że w środowisku, w którym się obracamy te konteksty są dobrze znane, dla wielu osób zainteresowanych sztuką w sposób bardziej okazjonalny czy hobbystyczny nie są one już tak czytelne. Pisząc tę książkę, zrobiłem więc krok wstecz i zastanawiałem się, jak opowiedzieć o tych realizacjach w sposób dostępny dla szerokiego grona odbiorców, a nie tylko dla specjalistów. To było dla mnie największe wyzwanie.
Zauważyłem też, że najłatwiej było mi wpadać w ton eseistyczny, momentami wręcz paranaukowy. Znacznie trudniejsze okazało się zachowanie swobody i przystępności narracji. Najprościej było przyjąć pozycję „wszystkowiedzącego” komentatora i odciąć się od własnej perspektywy, ale właśnie tego chciałem uniknąć. Tymczasem historia samej palmy jest bardzo złożona i niejednoznaczna. Odnosi się do podróży Joanny Rajkowskiej do Izraela, która miała dla niej charakter formacyjny i wiązała się z trudnymi, trudnymi do wyrażenia doświadczeniami. Palma staje się symbolem izraelskiego krajobrazu, ale jednocześnie niesie ze sobą znacznie głębsze znaczenia.
Ten obiekt rzeczywiście idealnie odpowiada idei publikacji - jak najbardziej na widoku, ale pełen utajonych treści.
To właśnie wielowarstwowość najbardziej fascynuje mnie w sztuce współczesnej. Nawet jeśli pewne elementy powstają przypadkiem, w ostatecznym odbiorze nic nie jest już przypadkowe. Tak jest również w tym przypadku. Lokalizacja pracy — Aleje Jerozolimskie — odwołuje się do historii miejsca, które niegdyś związane było z osadnictwem żydowskim. Mieszkający tam kupcy stanowili konkurencję dla warszawskich handlarzy i ostatecznie zostali z tej przestrzeni wyparci. Ten kontekst również wpisuje się w pozornie pogodny wizerunek palmy.
Można powiedzieć, że jednym z odniesień tej pracy jest doświadczenie Zagłady — choć nie jest to oczywiste ani na pierwszy, ani nawet na kolejny rzut oka.
Równocześnie zależało mi na tym, by książka nie była wyłącznie analizą trudnych tematów, lecz także zaproszeniem do przygody. Moje spotkanie ze sztuką współczesną od początku miało taki charakter i chciałbym, aby inni również mogli tego doświadczyć. Dlatego ważne jest dla mnie wychodzenie poza instytucje, podróżowanie, odkrywanie nowych miejsc. Książkę traktuję przede wszystkim jako praktyczny przewodnik i zbiór inspiracji — swego rodzaju propozycje na weekendowe wyprawy.
Jednym z elementów, który dobrze to oddaje, jest mapa umieszczona na wyklejce. Świetny pomysł.
Można korzystać z książki w sposób linearny, ale równie dobrze da się przemieszczać między opisanymi obiektami, planując własne trasy. Mapa pozwala zobaczyć, gdzie znajduje się najwięcej realizacji, i zachęca do ich odwiedzania.
A dlaczego najwięcej przykładów jest z Warszawy?
Rzeczywiście najwięcej przykładów pochodzi z Warszawy, co wynika w dużej mierze z mojego osobistego doświadczenia. Stamtąd pochodzę — choć ściślej rzecz ujmując, z jej okolic, bo urodziłem się w Żyrardowie, a dopiero później przeprowadziłem się z rodziną do stolicy. Nie oznacza to jednak, że w Warszawie obiektywnie powstaje najwięcej takich realizacji — nie podejmuję się takiego uogólnienia.
Książka prowadzi raczej do innej refleksji: w okresie powojennym, szczególnie w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, istniały warunki sprzyjające rozwojowi rzeźby w przestrzeni publicznej. Ważną rolę odgrywało wówczas Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, skąd wiele realizacji trafiało do różnych części kraju. To model, do którego dziś można odczuwać pewną nostalgię.
Nie chodzi przy tym wyłącznie o wybitne dzieła i ich złożone interpretacje. Równie istotny jest dla mnie prosty, społeczny wymiar rzeźby. Dobrym przykładem są „Bociany” na łódzkiej Retkini. Powstały w przestrzeni nowego osiedla, które potrzebowało punktu odniesienia — czegoś, wokół czego mieszkańcy mogliby budować swoją tożsamość i organizować codzienne życie. Tego typu realizacje pełnią bardzo praktyczną funkcję: stają się miejscem spotkań, orientacyjnym punktem na mapie, elementem oswajającym przestrzeń.
Tak, jak na przykład pomnik "Adasia" na Rynku Głównym w Krakowie.
Dokładnie. Właśnie ten wymiar sztuki — jej zdolność do towarzyszenia codzienności i wywoływania prostych, pozytywnych emocji — wydaje mi się szczególnie cenny. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z subtelnym upamiętnieniem historii, czy z pozornie zwyczajnym obiektem, sztuka w przestrzeni publicznej może realnie wpływać na nasze doświadczenie miejsca. Być może jest to jedna z jej najbardziej pierwotnych funkcji — nie zawsze uświadamiana, ale niewątpliwie obecna.
Komentarze (0)
Najnowsze
-
14:12
„Tosca” w Operze Krakowskiej: triumf śpiewaków, niedosyt inscenizacji
-
13:45
Koniec utrudnień na drodze wojewódzkiej 975 Zakliczyn - Wojnicz
-
13:21
Andrzej Poczobut na wolności. Doszło do wymiany więźniów z Białorusią
-
13:10
Koniec ery outsourcingu w Krakowie? Ekspert wskazuje przyczyny
-
13:03
Europarlament uchylił immunitety Obajtka, Jakiego, Brauna i Buczka
-
12:28
Lwowska znów placem budowy. Tarnów podpisuje umowę i liczy na brak wpadek
-
12:10
„To my jesteśmy Unią”. Róża Thun o sile i słabościach wspólnoty europejskiej
-
11:38
Przenoszą tysiące ropuch przez drogę. Niezwykła akcja w Pieninach
-
11:34
Literatura i bunt. Nieposłuszeństwo tematem 18. Festiwalu Conrada
-
11:04
Pożar w Nowej Hucie. Ogień podłożyli 9-latkowie, straty są ogromne
-
10:56
Cyberprzemoc wobec radnej z Krakowa. Jest reakcja i śledztwo
-
10:54
Sprawa Zondacrypto według posła PiS Mariusza Krystiana. Tak odpowiadał na pytania
-
10:37
"Chodźże żywo po warzywo": Rolnicy oddają warzywa za darmo
-
10:11
Kraków planuje zakup 20 elektrycznych autobusów. Jest jednak małe "ale"
-
09:26
"Poznaj swojego psa", czyli nie tylko o świetnej książce
-
08:52
To nie babcia wierzy w bzdury. Raport pokazuje coś odwrotnego
-
07:55
Jaka będzie pogoda na majówkę? Mamy bardzo dobre informacje
-
07:28
Owoce zamiast wizyt w wioskach. Leśnicy "przekupują" niedźwiedzie
-
07:02
Spotkanie różnych tradycji muzycznych na scenie Filharmonii Krakowskiej
-
06:35
We wtorek ceny maksymalne wszystkich paliw w górę