Kiedy ostatni raz rozmawialiśmy, zastanawiał się pan, czy wystartować w wyborach na prezydenta, Krakowa. Ostatecznie nie wystartował pan, nie poprawił swojego wyniku sprzed dwóch lat – 3%. Nie żal panu?
- Nie żal mi tej decyzji. Uważam, że wielkie partie polityczne i ich wyborcy, którzy nie znają kandydata, głosują tylko na szyld, mają szanse. Widać to po wyniku pani Piątkowskiej. Nikt jej nie zna, nikt nie wie, że pracowała w urzędzie, nikt nie rozmawiał z jej byłymi współpracownikami, jakim była szefem, a ją wybierają. Nie żałuję tego.
Jakim była szefem?
- Proszę zapytać ludzi. W dużych miastach nie znają swojego kandydata, widzą szyld PO i popierają. Widzimy sytuację. Mamy kandydata, który mieszka 300 km od Krakowa, osoby, która w różnych partiach była. Teraz akurat jest w PO i wyborcy ją wybierają. W Krakowie mniej się liczy, co kto zrobił. To widzą tylko wyborcy w danych dzielnicach. Głosuje się na szyld partyjny.
Niekoniecznie. Pan Gibała nie ma szyldu partyjnego..
- Czwarty raz startował.
Namawia pan do głosowania na Łukasza Gibałę?
- Nie. Uważam, że Krakowianie powinni się zagłębić, na kogo chcą głosować. Kandydat przywieziony w teczce jest dobry na wybory parlamentarne. Koledzy z KO przez ostatnie wybory mieli jedynkę spoza Krakowa. To normalne przy parlamencie. Jak jednak chodzi o Kraków, nie wyobrażam sobie tego.
Zaczął pan mówić o tym czwartym razie. O co panu chodziło?
- Pan Gibała już 4 raz startował. Jest znany. To nieco inna sytuacja w kontekście mojej osoby. Pytał pan, dlaczego nie startuję.
Popiera pan kogoś w tej drugiej turze?
- Krakowianie muszą sobie sami odpowiedzieć na to pytanie. Jak widzą co się dzieje, wybiorą. Jakby chcieli, żeby nie było znaczenia kto to jest, czy coś zrobił dla Krakowa, ale jest z danej partii, zagłosują na panią Piątkowską. Jak chcą czegoś innego, zagłosują na pana Gibałę. To naturalne.
Wracając jeszcze do tej pierwszej tury wyborów i pana obu partii - tej obecnej klubu Centrum i dawnej - Polski 2050, ani Polska 2050 ani klub Centrum nie wystawiły żadnego kandydata. Rozumiem, że były wakacje, harówką jest kampania i prekampania. Te partie nie poparły też jednak żadnego kandydata. To nie jest tak, że państwo jakby zostawili ten Kraków samemu sobie, jakby was nie obchodził?
- To dobrze. Im mniej polityki centralnej w samorządzie, tym lepiej. Byłem wiele lat samorządowcem, teraz jestem w polityce ogólnokrajowej. Partie chcą zagarnąć wszystko. To zły pomysł, żeby partie popierały danych kandydatów, chyba że mają swoich. To naturalne. Moje ugrupowanie nie wystawiło i nie popiera nikogo. Każdy, kto mieszka w Krakowie, wyrobi sobie zdanie i wybierze, kogo chce.
Wspomniałem już o Polsce 2050. Teraz będzie wielkie zjednoczenie, skoro Szymon Hołownia został szefem klubu, bo Paweł Śliz ustąpił mu miejsca? Czy w związku z tym klub Centrum i Polska 2050 się zjednoczą?
- Nie widzę takiego powodu do zjednoczenia.
Paulina Hennig-Kloska kilka tygodni temu mówiła, że gdyby Szymon Hołownia dalej chciał ten projekt, czyli Polskę 2050, kontynuować, pewnie dziś bylibyśmy w innym miejscu.
- Mówi o sytuacji wcześniejszej. Sporo osób mówiło Szymonowi Hołowni, że wybór Katarzyny Pełczyńskiej to nie jest dobry pomysł. Ona będzie chciała go odsunąć od decydowania o sprawach partii. On zdecydował, żeby ją poprzeć, a nie Paulinę Hennig-Kloskę…
Oficjalnie chyba nikogo nie poparł.
- Oficjalnie nie, ale wiemy, kogo popierał. Ona zaczęła go odsuwać, zorientował się i teraz uzgodnił z kolegami klubu, że będzie przewodniczącym klubu. Mówię to ze smutkiem. Szymon Hołownia mnie namówił na politykę ogólnokrajową. Najlepiej uczyć się na błędnych decyzjach innych, nie swoich. Trzecia Droga podjęła wiele błędnych decyzji.
Jak pan ocenia Szymona Hołownię jako polityka?
- Trudno mi jest go oceniać. Był moim szefem. Każdy sobie wyrobi zdanie na temat jego działań. Na pewno początek miał bardzo dobry. Wydawało się, że to będzie duża zmiana.
Pamięta pan, co mówił Leszek Miller?
- Tak. Zawsze tak jest, że przychodzą gorsze i lepsze czasy. Szymon zaczął z wysokiego C, ale polityka mu pokazała jego miejsce.
Kto pana zdaniem wygrał wizerunkowo wojnę o paliwa? Pan premier, który tak mocno dociskał prezydenta, że wyglądało na to, że chce, żeby ten prezydent nie podpisał ustawy o nadmiarowych zyskach koncernów paliwowych, czy prezydent, który podpisał ustawę identyczną w treści jak ta, której wcześniej nie podpisał?
- Chce pan mnie nakłonić, żeby Polacy przy tankowaniu mówili, że to wina Nawrockiego lub zasługa Tuska. To podejście, czyja jest wina. Paliwo dalej mamy drogie…
Nie pytałem o winę, ale kto wygrał potyczkę.
- Ten, kto wygrał, też przegrał. Ceny paliw mogłyby być niższe bez tej ustawy. Ustawa to pretekst. Prezydent się ugiął, doszedł do wniosku, że to go pokaże w złym świetle. Jak prawo działa wstecz, nie jest to dobre. Pamięta pan TK w 2015 roku, kiedy pan Kropiwnicki powiedział, że wybrali sobie dwóch sędziów dodatkowo, bo wiedzieli, że przegrają wybory. Nie chce takich działań. Chcę przewidywalnego prawa. Wolałbym, że jak mamy cenę paliwa powyżej jakiejś granicy, wszystkie koncerny wiedzą, że zapłacą od nadmiarowych zysków.
Czyli błąd rządu, że tego nie zrobił rok temu?
- To pomysł z ustawy prezydenta. Ona jest mrożona przez marszałka Czarzastego. Porozmawiajmy o niej. Koncerny wiedza, że jak cena jest powyżej 8 zł i cena baryłki wynosi tyle i tyle, one będą musiały zapłacić podatek od nadmiarowych zysków. Chcę takiego państwa, nie na zasadzie, kto jest winny. Na tym jednak zależy politykom. To nie jest kierunek, który mnie odpowiada. Części Polaków pewnie też. Była obietnica 5,19 zł za litr benzyny premiera Tuska. To pokazuje, że nie można…
Ale nie było wojny w Iranie.
- Zawsze jest coś. Politycy się przyzwyczaili. Naprawimy system opieki zdrowotnej, ale nie wiedzieliśmy, że jest tak mało pieniędzy. Zawsze coś się dzieje..
Wojna w Iranie to jest coś niezwykłego.
- Wojna w Iranie tak, ale przecież kiedy cena była niższa kilka lat temu była niższa, bo była chyba koło 7 złotych, baryłka ropy była chyba koło 90 euro.
Jest też kwestia ceny frachtu, ubezpieczeń… Jakby nie było rząd się chwali najniższą ceną w Europie.
- Mam nadzieję i bym chciał dokładnych wyliczeń, jak to było 3,5 roku temu i jak jest teraz. Chętnie to poznam, ile wynosi fracht, ubezpieczenie, marże. To tłumaczy wysoką cenę. Jak nie tłumaczy, może rząd chce coś zarobić?
Powtarzam – najniższe ceny w Europie.
- Te slogany do mnie nie przemawiają. Oby do części Polaków też nie przemawiały. Chcemy poznać fakty i wyrobić sobie opinię.
Teraz jeszcze fakty na temat Trybunału Konstytucyjnego. Pan wspomniał o tym co było tam 11 lat temu, ja chciałem zapytać o to co teraz. Pan głosował przeciwko kandydaturze Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, ale nie o to chciałem zapytać. Czy teraz prezydent ma prawo ponad miesiąc już zwlekać z zaproszeniem go na ślubowanie?
- Dlaczego głosowałem przeciw? Dwa lata temu uchwaliliśmy ustawę, że politycy z rządu muszą mieć 4-letnią karencję, żeby wejść do TK. Głosowałem za tym. Teraz zmieniamy zasady.
Ta ustawa nie obowiązuje, została zawetowana.
- Tak, ale są pewne wartości. Z tym szliśmy 15 października do wyborów. Dlatego nie mogłem tego zrobić. To zmiana standardów. Jak chodzi o TK, ten spór nie służy Polakom. Nie ma to nic wspólnego z naprawą wymiaru sprawiedliwości.
Prezydent ma prawo nie zapraszać…?
- Prezydent powinien podpisać wszystkie nominacje zatwierdzone przez Sejm.
Od nie podpisuje nominacji.
- Powinien przyjąć ślubowanie.
Nie przyjmuje ślubowania. On jest świadkiem ślubowania.
- Jak Sejm wybierze kogoś, kto nie ma nawet uprawnień do tego, prezydent powinien przyjąć ślubowanie.
Nie przyjmuje ślubowania.
- Niech pan powie, co powinien zrobić. W jego obecności powinno być ślubowanie. Tak? Uważam, że powinien to przyjąć.