"Νόστοι. Powroty" to muzyczna opowieść z pogranicza światów, słuchowisko tworzone przez lidera grupy Furia, Nihila Michała Kuźniaka, teatrologa Dominika Gaca oraz tłumaczkę i badaczkę starożytnego teatru Olgę Śmiechowicz. W obsadzie aktorzy Narodowego Starego Teatru: Małgorzata Zawadzka, Roman Gancarczyk i Krzysztof Zawadzki. O mało znanym micie z Olgą Śmiechowicz rozmawia Justyna Nowicka.
Podobno przypadek jest narzędziem przeznaczenia. Tak było tym razem?
- Podczas nocnej podróży autostradą Nihil spytał mnie kiedyś, czy słyszałam o micie, w którym Dionizos schodzi do Hadesu... Zaczęłam się wtedy śmiać, bo właśnie pracowałam nad książką, gdzie jednym z głównych wątków jest zejście Dionizosa do Hadesu. Nihilem powiedział wtedy, że od dawna chodzi za nim pomysł stworzenia słuchowiska radiowego na ten temat. Dziś książka "Bakchantki Dionizosa" jest już w wydawnictwie i wkrótce zostanie opublikowana, a my kończymy pracę nad słuchowiskiem "Nostoi. Powroty".
To chyba nie jest jakiś najbardziej znany mit o Hadesie? Pamiętamy mit o Korze i Persefonie, znana jest historia o Orfeuszu i Eurydyce. Ludzie niezbyt chętnie schodzili do Hadesu, czemu trudno się dziwić. A co dopiero bogowie.
- Podobnej opowieści nie ma w mitologii. A tu mamy historię o Dionizosie, bogu olimpijskim, który postanowił udać się do królestwa zmarłych. Tu jednak musimy się cofnąć do pewnych wydarzeń. Myślę, że część z państwa z pewnością kojarzy historię o dość nieoczywistych narodzinach Dionizosa. Otóż Semele, kobieta mieszkająca w Tebach, śmiertelna kochanka Zeusa, w dość nierozważny sposób poprosiła go, żeby udowodnił jej swoją boskość i objawił się jej w boskim majestacie.
Zeus nie do końca sprawę przemyślał, dał się podpuścić i objawił się Semele pod postacią pioruna. Z dziewczyny pozostała kupka popiołu, została spalona żywcem. Wtedy jednak kazało się, że była już w ciąży z Dionizosem. Dziecko Zeusa od początku miało w sobie pierwiastek nieśmiertelności, więc Dionizos przetrwał to spotkanie z ojcowskim piorunem.
W tym miejscu pojawia się wątek zaszycia płodu w ojcowskim udzie, dziś nie będziemy go rozwijać i doszukiwać się w nim logiki. Kiedy jednak Dionizos dorósł, postanowił zejść po swoją matkę do Hadesu i wyprowadzić ją z królestwa zmarłych.
Rozumiem, że nie chodzi tylko o to, żeby opowiadać jakieś mitologiczne historie, popisywać się erudycją?
- Chciałabym zwrócić uwagę na uniwersalny wymiar mitu: zejście do Hadesu może być opowieścią o nas samych. Tak się złożyło, że jest to jedna z podstawowych potrzeb człowieka - przekonać się, co jest po tej drugiej stronie i gdzie tak naprawdę są ci, którzy od nas odeszli. Jest to także forma antycypacji tego, co nas czeka. Starożytni chętnie opowiadali sobie mityczne historie, żeby tworzyć wspólne wyobrażenia tego, co zdarzy się po śmierci. Każdy z nas zadaje sobie te pytania, prawda?
Dionizos kojarzy nam się przede wszystkim z narodzinami dramatu, mniej z przekroczeniem granic śmierci.
- Tych mitów o Hadesie mieliśmy całkiem sporo. Starożytni opowiadali sobie, dywagowali, jak dostać się do Hadesu. Były różne wersje opowieści o miejscach, gdzie można do niego zejść. O jednym takim usłyszymy w słuchowisku. Były też różne mity o osobach, które próbowały uciec z Hadesu, ale oczywiście im się to nie udawało. Dla nas ludzi to podróż w jedną stronę. Przykład Dionizosa jest wyjątkowy.
Dionizos wraca, ale czy z matką?
- O tym także będzie to słuchowisko. Myślę, że między wierszami częściowo na nie odpowiedziałyśmy.
Może po prostu chodzi o samopoznanie, wątek, który często pojawia się w mitycznych przekazach?
- Tak, to jest też ten rys interpretacyjny, bardzo silny dla współtwórców słuchowiska, Michała i dla Dominika: kiedy schodzimy do Hadesu, przebywamy drogę. Pamiętajmy, że droga do Hadesu nie jest drogą ani przyjemną, ani bezpieczną. To droga pełna prób. Na początku pojawia się Charon, który może przeprowadzić nas na drugą stronę. Usłyszymy go w słuchowisku.
A osoba, która schodzi do królestwa zmarłych, zawsze spotka jakieś widma, potwory.
- To jest wręcz rytuał. Ale starożytni Grecy wierzyli, że po śmierci spotkają swoich bliskich, że my wszyscy się tam spotkamy i się rozpoznamy. Więc w tej mrocznej atmosferze jest jednak nadzieja.