Muzyka Adam Szewczyk
Scenografia Kamila Kansy / Olgierd Chmielewski
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Skąd pomysł, żeby tę poezję wziąć na warsztat?
Maciej Sikorski, pomysłodawca, założyciel i reżyser Teatru EXIT: Z zachwytu. Wziąłem do ręki tomik poezji, a potem poznałem Olę i to było dopełnienie. Wiedziałem, że chcę to zrobić.
Nie da się tej poezji oddzielić od osoby autorki. Ola ma zanik mięśni, porusza się na wózku, jest ubrana w specjalny gorset, może funkcjonować w takim trybie 3-4 godziny, potem musi się położyć. I mówi tylko szeptem. Ale studiuje polonistykę, jest w tej chwili na czwartym roku.
I dla mnie tym zachwytem to było to zderzenie: z jednej strony apoteoza świata, ale z drugiej strony świat jej cierpienia, jej trudnego funkcjonowania.
Delikatność i to wewnętrzne piękno Oli mnie uwodzi, zwłaszcza w zderzeniu z ograniczeniami, jakie niesie ta choroba. To pokazuje, gdzie jest ukryte piękno człowieka.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Od kiedy Ola interesowała się poezję?
Małgorzata Cichoń, mama Oli: Już we wczesnych klasach podstawówki. W II klasie recytowała „Stepy Akermańskie”. Potem nauczyła się „Reduty Ordona”. Mickiewicz królował.
Pierwszy napisany wiersz to „Deszcz”. W deszczu wracałyśmy z jakichś ćwiczeń, bo nasze życie polegało na jeżdżeniu na rehabilitację i to były godziny spędzone w aucie. To jest zapis autentycznego doświadczenia, oczywiście przepuszczonego przez wyobraźnię, przez wrażliwość. Tak zaczęła pisać.
Pierwszy tomik „Myśli małej strzałki” pomógł nam wydać Piotr Pogon, a drugi pt. „Płyń”- Kasia Sienkiewicz z Kwiatu Jabłoni.
Ola wyciska z każdej chwili życia, ile się da. Ma mnóstwo znajomych na studiach, na polonistyce na UJ. Chodzą razem do teatru, do kina, na wystawy. W niej jest taka niesamowita umiejętność cieszenia się z drobiazgów.
Jesteś polonistką i Ola idzie twoim śladem?
Może miałam tylko taki wkład, że po prostu czytałyśmy wiersze i to czytałyśmy dużo. Miałyśmy taką fazę, że strasznie kochałyśmy Baczyńskiego. Po maturze z matematyki Ola miesiącami zmagała się z bólem, którego nie udawało się uśmierzyć. W różny sposób próbowaliśmy sobie z tym radzić. Jak już był taki smutek w Oli, to Ola mówiła: poczytajmy „Poema naiwne” Miłosza.
Doświadczyłyśmy obydwie tego, że ta poezja jest tak kojąca.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Jakie jest spojrzenie ojca?
Jarosław Cichoń, tata Oli: Ogrom pracy wykonanej przez Teatr Exit. I wykonanie, i muzyka, i scenografia, cały spektakl stanowi rzeczywiście bardzo piękną całość i oczywiście wiersze Oli tutaj to wszystko splatały.
To stworzyło zupełnie inny obraz, jeszcze nie wiem do końca jaki, ale było to takie bardzo duże przeżycie i emocjonalne i takie też intelektualne. To było coś wyjątkowego.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Czy siostra wciąga panią w ten świat poezji?
Weronika Cichoń, siostra Oli, studentka medycyny: Wydaje mi się, że tak, chociaż sama też jestem dosyć zakorzeniona w poezji, ale teraz studiuję medycynę, więc potrzebuję też właśnie Oli takiego wciągania z powrotem do poezji i zwracania uwagi na to, że to jest ważne. W pośpiechu, wśród wielu spraw można to zatracić, więc cieszę się, że Ola często mi stara się to przypominać.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
W jaki sposób Ola puszcza do pani oko?
Kasia Sienkiewicz, Zespół Kwiat Jabłoni: To jest dla mnie niesamowite, że pierwsze wspomnienie, jakie mam z Olą, jest z pierwszego koncertu Kwiatu Jabłoni, jaki zagraliśmy poza Warszawą, poza naszym rodzinnym miastem. Jak zagraliśmy pierwszy koncert w Krakowie, to Ola już wtedy wiedziała o nas, chociaż mieliśmy dosłownie jedną piosenkę, czy dwie wydane. Przyszła na koncert, poznaliśmy się, wtedy już poczułam, że my mamy bardzo dobry kontakt i że się lubimy.
Ja w jej wierszach czasami odnajduję jakieś dosłownie dwa słowa na przykład z mojej, czy mojego brata piosenki i zawsze wtedy wiem, że Ola wysyła mi takie sygnały, zamieszczając te słowa w wierszach.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Jak czaruje się takie światy?
Olgierd Chmielewski, współtwórca scenografii: Główną rolę grają obrazy fotograficzne i montażowe Kamili Kansy. Moim zadaniem było ich ożywienie za pomocą bardzo archaicznej techniki. To jest zestawienie zdjęć wyświetlanych na takim starożytnym grafoskopie z zupełnie naturalnymi, najprostszymi przedmiotami znalezionymi w najbliższym otoczeniu: łodygi traw wysokich, liście, żywica. Jest to forma w dużej mierze wystawiona na działanie przypadku, trochę działanie performatywne. Teatr EXIT nie jest teatrem skostniałym, tylko bardzo eksperymentującym.