W sierpniowych trzech odcinkach audycji "Koło naczelnych" analizujemy najważniejsze aspekty obecnego prawa łowieckiego w związku z proponowanym projektem nowelizacji. Akcja „Uwaga! Polowanie” to obywatelska inicjatywa ustawodawcza dążąca do zmiany prawa łowieckiego w Polsce. Naukowcy, eksperci i organizacje społeczne domagają się m.in. większego bezpieczeństwa w lasach, badań dla myśliwych oraz zakazu polowań komercyjnych.Aby projekt trafił pod obrady Sejmu, potrzebnych jest 100 tysięcy podpisów. Jak podkreślano w programie, podpis nie oznacza poparcia dla wszystkich proponowanych zmian – ma przede wszystkim umożliwić parlamentarną dyskusję nad obecnymi przepisami.
Dokarmianie zamiast pomagać może szkodzić
Jednym z najważniejszych tematów rozmowy było dokarmianie dzikich zwierząt przez myśliwych. Zdaniem prof. Marcina Urbaniaka - kognitywisty, zoopsychologa i bioetyka, problem polega na tym, że stałe punkty dokarmiania sztucznie koncentrują zwierzęta w określonych miejscach.
Szczególnym problemem mają być karmiska i nęciska wykorzystywane w przypadku dzików. Jak tłumaczył Urbaniak, koncentracja zwierząt w jednym miejscu może ułatwiać rozprzestrzenianie się chorób zakaźnych, w tym afrykańskiego pomoru świń. Stały dostęp do pożywienia może również zmieniać zachowania dzikich zwierząt – przyzwyczajać je do obecności człowieka i sprawiać, że częściej pojawiają się w miejscach kojarzących się z pokarmem.
Według eksperta w przypadku dzików dochodzi jeszcze jeden element: zaburzenie naturalnego rytmu rozrodu. Stały dostęp do pokarmu sprawia, że zwierzęta nie muszą poszukiwać pożywienia, a ich rozrodczość może zostać sztucznie zwiększona.
Zwierzę ma pozostać dzikie
W proponowanym podejściu kluczowe jest ograniczenie sztucznego wpływania na populacje. Zamiast tworzyć przewidywalne miejsca koncentracji zwierząt, należałoby – zdaniem Urbaniaka – pozwolić im funkcjonować zgodnie z naturalnym repertuarem zachowań.
– Należy eliminować uczenie zwierząt tej zależności od człowieka – przekonywał.
Projekt przewiduje, że w wyjątkowych, szczególnie uzasadnionych przypadkach dokarmianie mogłoby być dopuszczone po uzyskaniu zgody Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Warunkiem miałoby być naukowe wykazanie, że jest ono rzeczywiście niezbędne dla ochrony konkretnej populacji.
„Produkcja zwierząt po to, żeby do nich strzelać”
Kolejnym problemem są ośrodki hodowli zwierząt łownych. W rozmowie wskazywano, że ich funkcjonowanie może prowadzić do sztucznego zwiększania liczby zwierząt dostępnych do polowania.
Jak wyjaśniał, chodzi o system, w którym zwierzęta są rozmnażane, następnie wypuszczane do środowiska, a później ich liczebność jest regulowana poprzez polowania. Zdaniem eksperta takie działanie może prowadzić do sztucznego rozregulowania populacji i traktowania zwierząt przede wszystkim jako zasobu przeznaczonego do pozyskania.
Kto decyduje, do jakich zwierząt można strzelać?
Jedną z najważniejszych propozycji omawianych w programie jest większe włączenie naukowców w decyzje dotyczące gospodarki łowieckiej.
Obecnie minister właściwy do spraw środowiska określa w drodze rozporządzenia listę gatunków łownych. W procedurze uczestniczą również m.in. minister rolnictwa, Państwowa Rada Ochrony Przyrody oraz Polski Związek Łowiecki. Następnie przygotowywane są roczne i wieloletnie plany łowieckie. Naukowcy mają więc obecnie wpływ na kształtowanie listy gatunków łownych przede wszystkim poprzez Państwową Radę Ochrony Przyrody, która pełni funkcję opiniodawczo-doradczą. Nie mają jednak formalnego prawa współdecydowania – ostateczna decyzja o zmianie listy należy do ministra właściwego do spraw środowiska.
Zdaniem prof. Urbaniaka problemem jest jednak niewystarczający udział niezależnych specjalistów – m.in. ekologów, ornitologów czy genetyków. Ich wiedza, dotycząca ochrony gatunków, siedlisk, ekosystemów i różnorodności genetycznej, powinna być – jego zdaniem – wykorzystywana przy tworzeniu planów łowieckich.
Nie tylko zabite zwierzęta
Projekt zakłada również większą jawność danych dotyczących polowań. Myśliwi mieliby wykazywać nie tylko liczbę zwierząt zabitych, ale także zwierząt postrzelonych i nieodnalezionych.
To istotna kwestia, ponieważ zwierzę postrzelone, którego nie udało się odnaleźć, również może być ofiarą polowania. Jednocześnie – jak wskazywano w rozmowie – brak pełnych danych utrudnia ocenę rzeczywistego wpływu polowań na poszczególne populacje.
Zdaniem eksperta cały system powinien opierać się na kilku kolejnych poziomach: wiarygodnej liście gatunków łownych, rzetelnym monitoringu liczebności populacji, współpracy z naukowcami oraz dopiero na tej podstawie tworzeniu planów polowań.
Zakaz polowania w czasie rozrodu
Kolejnym elementem propozycji jest ograniczenie polowań w okresach godowych, rozrodu i wychowywania młodych – jeżeli polowanie mogłoby zakłócać naturalne zachowania danego gatunku.
Nie chodzi wyłącznie o dobrostan pojedynczych zwierząt. Pozostawienie zwierząt w najbardziej wrażliwych okresach życia ma znaczenie także dla zachowania różnorodności genetycznej populacji.
Przykładowo eliminowanie samców w szczytowym okresie rozrodczym może wpływać na pulę genową danej populacji. Ochrona zwierząt w okresach rozrodu i wychowywania młodych pozwala natomiast ograniczyć ingerencję człowieka w naturalne mechanizmy funkcjonowania ekosystemów.
Nauka zamiast decyzji podejmowanych wyłącznie przez środowisko łowieckie
Jedną z najbardziej fundamentalnych zmian proponowanych w projekcie jest więc zmiana perspektywy. W rozmowie zwracano uwagę, że naukowcy prowadzący terenowe badania i monitoring – m.in. zoolodzy, teriolodzy czy ornitolodzy – powinni mieć realny wpływ na decyzje dotyczące gospodarki łowieckiej.
W takim modelu polowanie nie byłoby punktem wyjścia, lecz konsekwencją wcześniejszej analizy stanu środowiska, liczebności populacji i potrzeb ochrony przyrody.
– Pozyskiwanie zwierzyny miałoby charakter wtórny wobec ochrony przyrody – podsumował prof. Marcin Urbaniak.
To właśnie ta zmiana filozofii wydaje się jednym z najważniejszych założeń omawianego projektu: najpierw ochrona ekosystemu i rzetelna wiedza o populacjach, a dopiero później decyzja, czy i w jakim zakresie ingerencja człowieka jest potrzebna.
To dopiero początek debaty
Projekt obywatelski nie zmienia prawa automatycznie. Najpierw musi zebrać wymaganą liczbę podpisów, a następnie przejść całą drogę parlamentarną. Jak przypomniano w programie, jednym z tematów proponowanych zmian jest również rozszerzenie zakazu udziału dzieci w polowaniach – tak, aby obejmował nie tylko samo polowanie, ale także wydarzenia i aktywności towarzyszące mu przed i po jego zakończeniu.
Debata nad Prawem łowieckim dotyczy więc nie tylko myśliwych. Dotyka także sposobu, w jaki państwo zarządza dziką przyrodą, kto ma dostęp do danych o polowaniach i kto powinien decydować o ingerencji w populacje dzikich zwierząt. W proponowanym modelu odpowiedź ma być oparta w większym stopniu na monitoringu, wiedzy naukowej i ochronie ekosystemów.