Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels
Czego dowiesz się z tej rozmowy:
- Prawdziwe wiadomości również mogą potęgować strach. Decyduje o tym nie tylko ich treść, lecz także dobór, częstotliwość i sposób przedstawienia.
-
Media powinny ograniczać eksponowanie sprawców przemocy. Prof. Guzik postuluje większą uwagę dla poszkodowanych i informacji potrzebnych odbiorcom.
Sensacyjne nagłówki mogą zastępować wiedzę emocjami. Wysoka klikalność nie jest miarą rzetelności przekazu.
-
Dezinformacja może wykorzystywać prawdziwe tragedie. Nie oznacza to jednak, że istnieją dowody na udział obcych państw w organizacji samych ataków.
-
Dane o ruchu internetowym wymagają ostrożnej interpretacji. Zakłócenia infrastruktury Yandexa nie dowodzą zakończenia rosyjskich operacji propagandowych.
Posłuchaj rozmowy Łukasza Sobieszkody z prof. Aldoną Guzik.
Relacje o przemocy w szkołach stawiają redakcje przed trudnym wyborem. Społeczeństwo ma prawo wiedzieć o zagrożeniu, ale sposób przedstawienia zdarzenia wpływa na to, jak odbiorcy oceniają własne bezpieczeństwo.
Prof. Aldona Guzik, socjolożka mediów z Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, zwraca uwagę na różnicę między informowaniem o rzeczywistym niebezpieczeństwie a tworzeniem wrażenia, że jest ono obecne wszędzie. Pojedyncze zdarzenia mogą zacząć układać się w niepotwierdzoną opowieść o powszechnym zagrożeniu, zwłaszcza gdy kolejne doniesienia nie są dostatecznie weryfikowane.
Media mogą przekazywać prawdziwe informacje, ale jednocześnie poprzez selekcję, powtarzalność, emocjonalne ramowanie wzmacniać strach. Dlatego najważniejszym pytaniem jest to, czy po obejrzeniu materiału my jako odbiorcy lepiej rozumiemy sytuację, czy przede wszystkim odczuwamy większy lęk
- tłumaczy prof. Guzik.
Zdaniem socjolożki odpowiedzialność dziennikarska nie kończy się więc na sprawdzeniu faktów. Znaczenie mają również proporcje, częstotliwość publikacji i kontekst, w którym przedstawiane są wydarzenia.
Mniej uwagi dla sprawcy, więcej dla poszkodowanych
Jednym z zagrożeń związanych z relacjonowaniem aktów przemocy jest przesadna koncentracja na sprawcy. Szczegółowe opisy jego zachowania, wizerunek i sposób przeprowadzenia ataku mogą przyciągać uwagę odbiorców, ale nie zawsze służą ich bezpieczeństwu.
Prof. Guzik proponuje zmianę akcentów w takich materiałach. Zamiast budować rozpoznawalność sprawcy, media powinny mocniej koncentrować się na osobach poszkodowanych i informacjach, które pomagają odbiorcom zrozumieć sytuację.
Socjolożka wiąże ten postulat także z ryzykiem naśladownictwa. Nie oznacza to rezygnacji z relacjonowania przemocy, lecz świadomy wybór szczegółów, które rzeczywiście mają znaczenie dla opinii publicznej.
Nie tylko obrazy i opisy przemocy wpływają na odbiór informacji. Duże znaczenie ma również język. Prof. Guzik krytycznie ocenia nagłówki przedstawiające kolejne zdarzenia jako dowód narastającej katastrofy, zanim potwierdzą to fakty. Takie sformułowania mogą zwiększać zainteresowanie publikacją, ale jednocześnie wzmacniać poczucie zagrożenia. W rezultacie odbiorca zapamiętuje przede wszystkim emocję, a nie informacje potrzebne do oceny sytuacji.
Te nagłówki nie pomagają zrozumieć sytuacji, a jedynie wykorzystują lęk odbiorcy, zachęcając do dalszego klikania. Odpowiedzialność po stronie mediów nie polega na przemilczaniu przemocy i agresji, tylko na przekazywaniu informacji bez zamieniania tragedii w widowisko, w pewne show medialne
- przekonuje rozmówczyni.
W takim podejściu nie chodzi o łagodzenie rzeczywistości ani ukrywanie trudnych faktów. Chodzi o język, który pozwala opisać dramatyczne wydarzenie bez dodatkowego podsycania emocji.
Algorytmy zwiększają zasięg informacji, nie oceniając jej prawdziwości
Informacje o przemocy nie pozostają wyłącznie w serwisach informacyjnych. Trafiają do mediów społecznościowych, komunikatorów i prywatnych rozmów, gdzie są komentowane, udostępniane i często przedstawiane bez pierwotnego kontekstu.
Prof. Guzik podkreśla, że na rozpowszechnianie treści wpływa cały system obiegu informacji. Znaczenie mają zarówno decyzje redakcji, jak i zachowania użytkowników oraz mechanizmy działania platform internetowych:
Dzisiaj taka informacja funkcjonuje w ekosystemie medialnym. Od redakcji przez portale, platformy społecznościowe, komunikatory, ale też poprzez to, co my jako odbiorcy udostępniamy na prywatnych kontach. Algorytmy platform nie muszą rozpoznawać, czy dana informacja jest prawdziwa, żeby wpływać na jej zasięg.
Oznacza to, że również niepotwierdzona wiadomość może szybko dotrzeć do dużej liczby odbiorców. Sam zasięg publikacji nie świadczy o jej wiarygodności. Tragiczne zdarzenia mogą stać się punktem wyjścia do rozpowszechniania nieprawdziwych informacji i sugestii. Prof. Guzik opisuje mechanizm, w którym rzeczywiste fakty zostają otoczone komentarzami, domysłami i pogłoskami, a odbiorcy otrzymują coraz bardziej jednostronny obraz sytuacji.
Jednym z możliwych przekazów jest sugestia, że instytucje publiczne ukrywają informacje albo nie potrafią zapewnić bezpieczeństwa. Socjolożka zaznacza jednak, że nie każda nieprawdziwa wiadomość jest wynikiem celowego działania. Część powstaje wskutek pomyłek, inne mogą być rozpowszechniane świadomie.
Rzeczywiste wydarzenie staje się punktem wyjścia do interpretacji, komentarzy i pogłosek. Niektóre są wynikiem zwykłej pomyłki, ale inne są świadomą manipulacją czy już propagandą. To już nie jest zwykłe informowanie o zdarzeniu, ale raczej budowanie określonej interpretacji rzeczywistości
- mówi profesor.
Aldona Guzik przestrzega jednocześnie przed przypisywaniem wszystkich niepokojących doniesień jednej operacji dezinformacyjnej. Mówi, że w odniesieniu do omawianych wydarzeń w polskich szkołach nie ma podstaw, by stwierdzić, że ataki zostały zorganizowane przez Rosję lub inne obce państwo.
To ważne rozróżnienie: wykorzystywanie tragedii w propagandzie nie oznacza, że podmiot rozpowszechniający taki przekaz odpowiada za samo zdarzenie.
Spadek ruchu z infrastruktury Yandexa nie oznacza końca rosyjskiej propagandy
Prof. Guzik odnosi się również do doniesień o zakłóceniach działania infrastruktury Yandexa i gwałtownym spadku liczby automatycznych zapytań sieciowych pochodzących z tej infrastruktury.
Przywołuje dane, według których ruch miał spaść do ułamka wcześniejszej wartości szczytowej. Zastrzega jednak, że takich pomiarów nie można utożsamiać z liczbą kont prowadzących działania propagandowe ani z rzeczywistym wpływem tych działań na debatę publiczną.
Te dane dotyczą ruchu sieciowego z określonej infrastruktury, a nie bezpośrednio liczby kont propagandowych ani tym bardziej ich wpływu na debatę publiczną. Spadek może wiązać się z zakłóceniami działania serwerów, ale nie dowodzi to, że zatrzymano rosyjską propagandę.
- przypomina socjolożka. I podkreśla, że ocena skali operacji informacyjnych wymaga odróżnienia danych technicznych od wniosków o działalności propagandowej. Sam spadek ruchu internetowego nie pozwala ustalić, ile kont przestało działać ani czy zmniejszyła się skuteczność dezinformacji.