Praca przyszłości nie musi oznaczać wyłącznie wygody, elastyczności i technologicznego postępu. Może też oznaczać większą kontrolę, niepewność zarobków i osłabienie relacji między pracownikiem a pracodawcą. O pracy platformowej, cyfrowym nadzorze i modelach zatrudnienia przyszłości Marek Szymaniak, autor książki „Młócka. Reportaże o pracy przyszłości”, opowiadał w Radiu Kraków.
Kiedy szefem staje się algorytm
Zdaniem Marka Szymaniaka praca zarządzana przez aplikacje i algorytmy zmienia podstawowe relacje na rynku pracy. Najważniejsza zmiana dotyczy tego, że pracownik często nie wie, kto realnie odpowiada za jego sytuację: kto jest jego szefem, kto gwarantuje wynagrodzenie i kto bierze odpowiedzialność za bezpieczeństwo socjalne.
W tradycyjnym modelu pracy pracownik wie, ile zarobi i na jakich zasadach. W modelu platformowym takiej pewności często nie ma. Wynagrodzenie zależy od zapotrzebowania na usługi i liczby zleceń, które uda się zdobyć.
Pensję dostajemy tylko za zrealizowane zlecenia, a nie za czas pracy, który na to poświęcimy
– mówił Szymaniak.
Jak podkreślał, w takim systemie zanika również część zabezpieczeń typowych dla etatu: płatny urlop, zwolnienie lekarskie czy przewidywalność miesięcznych dochodów.
Praca szybka, elastyczna, ale niepewna
W książce „Młócka” Szymaniak opisuje m.in. aplikacje pozwalające znaleźć pracę tylko na jeden dzień albo jedną zmianę: osiem, dziesięć czy dwanaście godzin. Teoretycznie to rozwiązanie wygodne: szybko znajduje się zlecenie i szybko dostaje wynagrodzenie.
Po drugiej stronie są jednak koszty. Pracownik przychodzi na krótko, wykonuje zadanie i odchodzi. Trudno zbudować relacje, zaufanie czy poczucie wspólnoty z innymi osobami w miejscu pracy. Także stali pracownicy mogą postrzegać osoby z aplikacji jako zagrożenie, bo często są one tańsze i zatrudniane na podstawie umów cywilnoprawnych.
Szymaniak zwraca uwagę także na psychologiczny wymiar takiej pracy. Gdy trzeba stale czekać na zlecenie i konkurować z niewidzialnym tłumem innych osób, rośnie niepewność.
Tracimy pewność tego, co nam przyniesie jutro
– mówił reporter.
Dobrowolny wybór czy pozorna wolność?
W rozmowie pojawia się pytanie, czy praca platformowa jest wybierana świadomie, czy raczej staje się koniecznością z braku innych możliwości. Szymaniak odpowiada, że spotkał wiele osób, które same zdecydowały się na taki model, ale zaznacza, że często jest to wybór pozorny.
Dotyczy to szczególnie migrantów. Osoby przyjeżdżające do Polski często nie znają języka, przepisów ani lokalnego rynku pracy. Aplikacja, dostępna w ich języku lub po angielsku, wydaje się prostym rozwiązaniem. Nie ma też „ludzkiego szefa”, który mógłby być wymagający lub przemocowy.
Wejście do takiej pracy bywa łatwe. Wyjście – znacznie trudniejsze.
To jest czasem wybór pozorny, bo nie mają innych możliwości. Ten wybór ostatecznie staje się taką klatką, z której trudno się uwolnić
– mówił Szymaniak.
Pandemia otworzyła drzwi cyfrowej kontroli
Autor „Młócki” podkreśla, że pandemia była przełomem dla pracy zdalnej i hybrydowej. Pokazała pracodawcom i pracownikom, że wiele obowiązków można wykonywać poza biurem. Jednocześnie otworzyła drogę do nowych narzędzi nadzoru.
Pracodawcy zaczęli tłumaczyć, że skoro nie widzą pracownika przy biurku, potrzebują programów, które sprawdzą jego aktywność na odległość. Pracownicy często się na to godzili, bo był kryzys, niepewność i obawa o miejsca pracy.
Problem w tym, że te narzędzia zostały także po pandemii. Dziś są wykorzystywane nie tylko wobec pracowników zdalnych, ale również hybrydowych, a czasem nawet tych, którzy wrócili do biur.
Zdaniem Szymaniaka programy monitorujące mogą dawać menedżerom pozornie precyzyjne dane, ale łatwo na ich podstawie wyciągnąć błędne wnioski. Przykładem może być korzystanie z YouTube’a lub różnych stron internetowych w czasie pracy. Dla algorytmu może to wyglądać jak rozrywka, choć w rzeczywistości może być częścią researchu lub sposobem rozwiązania zawodowego problemu.
„Kradzież czasu” i strach pracowników
W rozmowie przywołano także historię kanadyjskiej księgowej, którą oskarżono o „kradzież czasu”, ponieważ program monitorujący uznał, że nie przez cały czas efektywnie wykonywała swoje obowiązki. Kobieta straciła pracę i musiała oddać część pieniędzy.
Dla Szymaniaka to ważny przykład pokazujący, do czego mogą prowadzić narzędzia cyfrowej kontroli.
Tego typu historie stają się ostrzeżeniem dla innych pracowników: mają pilnować się, by nie robić niczego, co system mógłby uznać za nieproduktywne. Autor „Młócki” zwraca uwagę, że podobne programy interesują również instytucje publiczne.
Jak mówił, w ostatnich tygodniach pojawił się pomysł wdrożenia takiego programu w Ministerstwie Cyfryzacji lub jednostkach mu podległych. Pracownicy się zbuntowali, a sprawa znalazła się w zawieszeniu.
Bardzo łatwo przekroczyć granicę, kiedy pracownik czuje się już zbyt mocno kontrolowany, zbyt mocno inwigilowany, kiedy czuje się osaczony
– mówił Szymaniak.
Konsekwencją może być stres, spadek kreatywności, utrata zaufania do pracodawcy, wypalenie zawodowe i odejście z pracy.
Technologia może też pomagać
Nie wszystkie technologie w pracy muszą oznaczać większą presję. Szymaniak jako przykład pozytywnego zastosowania wskazuje egzoszkielety, czyli rozwiązania wspierające osoby wykonujące ciężką pracę fizyczną.
Jego zdaniem sens takiej technologii nie powinien polegać na tym, by pracownik przenosił więcej niż dotąd, ale by tę samą pracę wykonywał lżej i w lepszym zdrowiu.
W firmach, gdzie praca fizyczna jest ciężka, a rotacja duża, takie rozwiązania mogłyby być realnym atutem. Pracownicy mogliby dłużej zachować zdrowie i większą satysfakcję, a przedsiębiorstwa – bardziej doświadczone zespoły.
Związki zawodowe w świecie aplikacji
Marek Szymaniak mówił też o próbach organizowania się pracowników platformowych. Nie chodzi o „cyfrowych związkowców” w sensie zastąpienia ludzi technologią, lecz o tradycyjne związki zawodowe, które próbują działać w cyfrowym świecie.
Dotyczy to m.in. kurierów rowerowych czy osób pracujących przez aplikacje. Ich postulaty bywają bardzo podstawowe: dostęp do toalety w restauracji podczas realizowania zlecenia, możliwość wypicia ciepłej herbaty zimą w specjalnym hubie, dostęp do zimnej wody latem czy dodatki za pracę w trudnych warunkach pogodowych.
Szymaniak podkreślał, że rzeczy oczywiste dla wielu pracowników w modelu platformowym nie zawsze są zagwarantowane.
Cyfrowy tayloryzm, czyli praca wyciskana do ostatniej minuty
W rozmowie pojawia się też pojęcie cyfrowego tayloryzmu. Szymaniak tłumaczył, że tayloryzm historycznie oznaczał organizowanie pracy w taki sposób, by każdą sekundę procesu produkcji przeanalizować, zoptymalizować i zwiększyć wydajność.
W wersji cyfrowej podobną rolę pełnią nowe technologie, w tym sztuczna inteligencja i narzędzia monitorujące. Mogą one sprawiać, że praca będzie wykonywana szybciej, ale pytanie brzmi: kto na tym zyska?
Autor „Młócki” ostrzegał, że jeśli pracownicy wykonają więcej pracy w krótszym czasie, nie musi to oznaczać wyższych pensji ani krótszego czasu pracy.
Praca lat 30. XXI wieku: krócej czy bardziej niepewnie?
Pytany o przyszłość pracy w kolejnej dekadzie, Szymaniak zaznaczał, że nikt nie wie, jak dokładnie będzie wyglądał rynek pracy lat 30. XXI wieku. Jego książka ma jednak przygotowywać czytelników na różne scenariusze.
Jeden z nich jest pozytywny: część osób będzie pracować krócej. Tu jednak pojawia się ryzyko nierówności. Krótszy czas pracy może dotyczyć głównie tych, którzy już dziś są w uprzywilejowanej pozycji i dobrze zarabiają. Znacznie trudniej wyobrazić sobie taką zmianę w przypadku pracowników fizycznych, fabryk czy szpitali, gdzie praca odbywa się w długich zmianach.
Drugi scenariusz zakłada większą niepewność, zadaniowość i upowszechnienie modelu platformowego.
Już nie będziemy mieli jednego pracodawcy, tylko będziemy się ciągle ogłaszać na tym rynku, czyli na tej platformie, szukając jakichś zleceń, poświęcając na ołtarzu tego swoje bezpieczeństwo
– podsumował Marek Szymaniak.