Referendum w Krakowie jest widoczne także poza miastem, ale z perspektywy Warszawy nie musi być przełomem w ogólnopolskiej polityce. Dr Anna Materska-Sosnowska z Uniwersytetu Warszawskiego przekonuje, że choć głosowanie pokazuje żywotność lokalnej demokracji, to jednocześnie ujawnia jej reaktywny i negatywny charakter.
Kraków widziany z Warszawy
Dr Anna Materska-Sosnowska zwraca uwagę, że referendum w Krakowie stało się tematem obecnym w ogólnopolskich mediach, ale nie uznaje go za wydarzenie o zasadniczym znaczeniu dla całej sceny politycznej. Jej zdaniem nie jest to najważniejsze wydarzenie nawet tego weekendu.
Porównuje krakowską sytuację do referendum w Zabrzu, które było zauważalne i komentowane, ale – w jej ocenie – nie przyniosło szerszych politycznych skutków. Podobnie może być w przypadku Krakowa, niezależnie od wyniku głosowania.
Demokracja lokalna żyje, ale działa głównie „przeciw”
Zdaniem politolożki referendum pokazuje, że lokalna demokracja w Polsce nie jest martwa. Jednocześnie ujawnia jej słabość: łatwiej mobilizować mieszkańców przeciwko komuś niż wokół pozytywnej propozycji.
To referendum pokazuje oczywiście, po pierwsze, że polska demokracja lokalna nie jest martwa. I bardzo dobrze, ale pokazuje również, że jest bardziej negatywna czy reaktywna niż pozytywna
– mówi dr Materska-Sosnowska.
W jej ocenie zmiana po wieloletnich rządach Jacka Majchrowskiego wymagała czasu. Tymczasem nowy prezydent miał go bardzo mało. Z perspektywy Warszawy – jak mówi gościni Radia Kraków – nie widać, by Aleksander Miszalski zrobił rzeczy, które w oczywisty sposób uzasadniałyby jego odwołanie.
Brak zaplecza i krakowskich elit?
Dr Materska-Sosnowska wskazuje też na brak wyraźnego wsparcia dla prezydenta ze strony lokalnych elit. Jej zdaniem to różni obecny układ od czasu prezydentury Jacka Majchrowskiego.
Politolożka zauważa, że wokół Aleksandra Miszalskiego nie słychać takiej obrony ani takiego „szumu”, jaki pojawiał się wcześniej wokół profesora Majchrowskiego. W tle, jak dodaje, pozostają polaryzacja i mechanizmy komunikacyjne znane także z ogólnopolskiej polityki.
Polaryzacja i algorytmy są zarówno lokalnie, jak i centralnie
– podsumowuje.
Czy referendum wywoła falę w innych miastach?
W debacie publicznej pojawiały się głosy, że krakowskie referendum może stać się impulsem dla podobnych inicjatyw w innych miastach rządzonych przez Koalicję Obywatelską. Dr Materska-Sosnowska nie wyklucza takich scenariuszy, ale nie przecenia ich skutków.
Jej zdaniem zasadniczy problem polega na tym, że referenda odwoławcze w Polsce zbyt rzadko prowadzą do pozytywnej alternatywy politycznej. Nie wystarczy zgromadzić różne środowiska przeciwko urzędującemu prezydentowi. Trudniejsze jest porozumienie w sprawie tego, kto miałby go zastąpić.
Bardzo łatwo jest skrzyknąć się przeciwko, a dużo trudniej jest skrzyknąć się za
– podkreśla politolożka.
Kiedy referendum mogłoby być politycznym „wow”?
Dr Materska-Sosnowska zaznacza, że krakowskie referendum mogłoby mieć większe znaczenie, gdyby dzisiejsza opozycja wobec prezydenta była w stanie porozumieć się wokół jednego kontrkandydata w ewentualnych kolejnych wyborach.
Na razie jednak nie widzi podstaw, by traktować referendum jako wydarzenie, które automatycznie przełoży się na ogólnopolską dynamikę polityczną. Przypomina, że podobnego efektu nie było po referendum w Zabrzu ani po zmianach politycznych w Rzeszowie po odejściu prezydenta Tadeusza Ferenca.
Dlaczego partyjne centrale trzymają się z boku?
W rozmowie pojawia się również pytanie o brak mocnego zaangażowania najważniejszych polityków Koalicji Obywatelskiej w kampanię referendalną w Krakowie. Dr Materska-Sosnowska nie sprowadza tego wyłącznie do kalkulacji Donalda Tuska czy obawy przed kojarzeniem go z ewentualną porażką Aleksandra Miszalskiego.
Jej zdaniem z perspektywy ogólnopolskiej są obecnie sprawy ważniejsze, przede wszystkim bezpieczeństwo państwa. Referendum w Krakowie, choć istotne lokalnie, nie musi być centralnym punktem politycznej agendy.
Jednocześnie politolożka wskazuje, że Koalicja Obywatelska powinna wyciągnąć z tej sytuacji wnioski.
Miejskiego elektoratu nie wystarczy mobilizować antyPiSem
– ocenia.
Lokalne sprawy powinny pozostać lokalne
Dr Materska-Sosnowska podobnie ocenia ograniczone zaangażowanie Prawa i Sprawiedliwości. Jej zdaniem brak silnej interwencji partyjnych central może być korzystny, bo referendum dotyczy przede wszystkim mieszkańców Krakowa.
To jest bardzo wewnętrzna sprawa mieszkańców danego miasta i uważam, że bardzo dobrze, że nie wtrącają się w to duże centrale partyjne
– mówi.
Jak dodaje, wejście wielkich partii mogłoby zmienić dynamikę referendum i przesunąć uwagę z lokalnych problemów na ogólnopolską rywalizację. To mieszkańcy Krakowa – podkreśla rozmówczyni Radia Kraków – najlepiej wiedzą, co jest dobre, a co złe dla ich miasta.
Obawa przed partyjnym rozdrobnieniem
Największa obawa rozmówczyni Radia Kraków nie dotyczy samego odwołania prezydenta. Jak mówi, każdy włodarz powinien być rozliczany. Problemem może być to, co wydarzy się później: rozdrobnienie, partyjne spory i próby budowania pozycji przez polityków myślących o kolejnych kampaniach.
To, czego ja się realnie obawiam , to rozdrobnienie (…) partyjne i partyjne wojenki
– mówi dr Materska-Sosnowska.
W tym kontekście wskazuje, że ewentualna kampania po referendum mogłaby stać się okazją do „zbijania punktów” przez liderów przygotowujących się do przyszłych wyborów.