Rozpoczniemy od sondażu wyborczego dla Radia Kraków. Sondażu, który jest już dostępny na radiokrakow.pl, a wynika z niego, że największym poparciem cieszy się Łukasz Gibała. 34,8 proc. – to sondażowe poparcie dla lidera Stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców. Potem jest Monika Piątkowska – 20,9 proc., Daria Gosek-Popiołek – 9,6 proc. i Michał Drewnicki – 9,3 proc. Panie profesorze, od razu zastrzeżenie: sondaż nie rozstrzyga tego, co wydarzy się podczas głosowania. To jest tylko obraz chwili.
- Tak. Sondaż nie jest prognozą. Oczywiście można tworzyć prognozy na podstawie danych sondażowych oraz innych zmiennych, które bierzemy pod uwagę, dotyczących na przykład przewidywanego poziomu mobilizacji wyborczej. On może być zróżnicowany w różnych grupach wiekowych, według płci, preferencji partyjnych czy geograficznie. Powinniśmy jednak mocno zaznaczyć: każdy sondaż jest zdjęciem jakiegoś dynamicznego procesu. Wszyscy wiemy, że jeśli mamy tylko jedną klatkę, to na jej podstawie nie odtworzymy filmu. Mówimy więc po prostu o stanie opinii publicznej wśród mieszkańców Krakowa na ten moment, niecałe dwa tygodnie przed wyborami.
Poparcie Łukasza Gibały jest nieszablonowe
A z tej jednej klatki wynika, że najbardziej zadowolony może być Łukasz Gibała.
- I tak, i nie, ponieważ ten sukces jest relatywny. Mówimy tylko o wskazaniu na to, że ma największe szanse na wejście do drugiej tury – w tym momencie oczywiście. Żeby jednak wygrać wybory, w drugiej turze trzeba zdobyć więcej niż połowę głosów. Trzeba zatem zabiegać także o wyborców pozostałych kandydatów i kandydatek.
Patrząc na preferencje partyjne, widać, że już w tym momencie udaje mu się kumulować głosy osób, które na poziomie wyborów parlamentarnych preferują inne partie. Łukasz Gibała nie ma partyjnego zaplecza na poziomie krajowym. Musi więc to robić, tym bardziej że skoro ma tak dobry wynik i jest popularny w tej stawce kandydatów, to znaczy, że zbiera poparcie z różnych środowisk, popierających różne ugrupowania.
To nieco więcej na ten temat. Komu zabiera? Bo mówił pan, że tak naprawdę podbiera coś elektoratu każdego z kandydatów.
- Jeżeli popatrzymy na preferencje partyjne w hipotetycznych wyborach parlamentarnych, bo o to zapytano – na kogo respondent oddałby głos, gdyby takie wybory odbywały się teraz – to w największym stopniu na Łukasza Gibałę chcą głosować wyborcy (i to jest pewna ciekawostka), Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji. To prawie połowa. Ale również jedna piąta wyborców Koalicji Obywatelskiej. Jeśli chodzi o wyborców Partii Razem, to jest 16 proc.
Myślę, że będzie to miało znaczenie zarówno w pierwszej turze, jak i ewentualnie w drugiej. Widać, że poparcie Łukasza Gibały jest nieszablonowe, nieschematyczne. Wśród zwolenników różnych partii politycznych łowi swoich wyborców. Pewnie można byłoby powiedzieć, że to jest jakaś recepta na zwycięstwo w wyborach.
Pamiętajmy jednak, że w drugiej turze ponownie zresetuje się nasza świadomość polityczna, wyborcza i będziemy kształtować swoje preferencje jakby od zera. W związku z tym to, co próbujemy tutaj przewidzieć, niekoniecznie musi się sprawdzić – zarówno kiedy będziemy oglądać wyniki badań sondażowych przed drugą turą, jak i w samej drugiej turze wyborów.
Spada odsetek osób niezdecydowanych
Jeszcze raz przypomnijmy: według badania dla Radia Kraków Łukasz Gibała ma 34,8 proc. poparcia, za nim jest Monika Piątkowska – 20,9 proc. Bardzo ciekawe rzeczy mówił pan o tym podbieraniu elektoratów różnych kandydatów. Co piąty wyborca Koalicji Obywatelskiej chce głosować na Łukasza Gibałę, o czym pan mówił. Tylko dwie trzecie na Monikę Piątkowską. Co to mówi o kandydatce?
- Monika Piątkowska ma bagaż, z którym musi się mierzyć. To jest prezydentura Aleksandra Miszalskiego, który przegrał referendum. Powodów, dla których tak się stało, jest pewnie wiele i stąd zapewne krytyka, której ona musi sprostać.
Należałoby jednak zauważyć, że jej wynik jest względnie dobry, chyba nawet najlepszy w porównaniu z poprzednimi badaniami. Oczywiście nie ma co porównywać poprzednich sondaży wprost, jeden do jednego, bo każdy z nich był nieco inaczej zrobiony. Najważniejszym elementem jest chyba to, że inna była stawka kandydatów, którą ankieter odczytuje respondentowi. To jest dopiero drugi sondaż, w którym mamy stawkę ośmiu osób, o których wiemy, że wystartują. Ten sondaż różni się od innego, który był publikowany kilka dni temu.
Jeżeli jednak odniesiemy to badanie do badania Opinia24, które ukazało się w sierpniu, a więc tej samej pracowni badawczej, widać, że opinia publiczna zaczyna się klarować. To naturalny proces i tego należałoby się spodziewać. Spada odsetek osób niezdecydowanych. Widać też, że dwie osoby, które reprezentują chyba najsilniejsze środowiska społeczne czy polityczne w Krakowie, umacniają się na swoich pozycjach – Łukasz Gibała i Monika Piątkowska.
Nie mówię, że pozostali kandydaci czy kandydatki nie mają szans. Nie należy odbierać sondaży poprzez ich funkcję kreacyjną. Oczywiście dowiadujemy się, jaki jest stan opinii publicznej na dzisiaj, ale wyborcy powinni głosować zgodnie ze swoim sumieniem, interesem i poglądami. Jest część osób niezdecydowanych. Pamiętajmy też, że preferencja wyborcza nie jest czymś stałym. Może się zmieniać.
Nawet jeśli w wyborach okaże się, że rozkład, który tutaj komentujemy, wygląda inaczej, nie jest to żaden dowód na niedokładność tego czy innego badania. Po prostu próbujemy zmierzyć się z bardzo trudną, zmienną i dynamiczną rzeczywistością, uchwycić ją właśnie w tej zmianie. Na dzisiaj możemy powiedzieć, że tak kształtują się preferencje wyborcze mieszkańców Krakowa.
Zatrzymam się jeszcze przy Monice Piątkowskiej. Dwie trzecie wyborców Koalicji Obywatelskiej chce na nią głosować. Może problemem jest jej nierozpoznawalność wśród elektoratu Koalicji Obywatelskiej? Wszak występuje pod innym szyldem – nie Koalicji Obywatelskiej, ale komitetu Ponad Podziałami.
- Ja bym tego nie przeceniał. Wydaje mi się nawet, że może to być dla niej element pozytywny, który wzmacnia jej poparcie. Jak wspomniałem, to jest chyba nawet lepsze poparcie niż w poprzednich badaniach.
Ciężko jednak powiedzieć, ponieważ tego w tym badaniu nie mierzono. Kandydaci są respondentom znani z nazwiska. Partie polityczne, z tego, co wiem, nie były odczytywane. Szczególnie dlatego, że nie wszyscy kandydaci reprezentują komitety partyjne. Nie byłoby to wskazane, bo w jakiś sposób sugerowałoby respondentom pewne odpowiedzi.
Myślę więc, że nie należy przeceniać szyldu partyjnego lub jego braku w przypadku kandydatki wspieranej przez Koalicję Obywatelską i PSL. Ale gdybym miał się odwołać do swojej intuicji i obserwacji, sądzę, że może jej to nawet pomagać.
"Strategiczne głosowanie na kandydatkę"
Teraz inne, być może rzeczywiście szokujące dane wynikające z tego sondażu. Tylko 36 proc. wyborców Prawa i Sprawiedliwości chce głosować na kandydata Prawa i Sprawiedliwości. To może szokować, bo zawsze uchodził on za najbardziej zmobilizowany elektorat.
- To jest zaskakujące. Naprawdę trudno znaleźć bezpośrednie wyjaśnienie. Może to rodzaj kalkulacji, strategicznego głosowania. Być może – i widać to również po stronie samych polityków PiS, kiedy się ich słucha – niechęć do tej drugiej strony, uosabianej wcześniej przez Aleksandra Miszalskiego, a teraz przez Monikę Piątkowską, jest tak duża, że są w stanie zaakceptować każdego innego kandydata. Szczególnie w pojedynku, z którym być może będziemy mieli do czynienia w drugiej turze.
Jak myśleli wyborcy? Trudno powiedzieć. Michał Drewnicki jest dla obserwatorów życia politycznego w Krakowie postacią bardzo znaną, ale pytanie, czy dla wszystkich mieszkańców Krakowa.
Łukasz Gibała jest osobą, która bardzo długo pracuje tutaj na swoją pozycję. Ma najbardziej rozbudowaną agendę miejską, bo skupia się na polityce miejskiej, a nie krajowej. Być może jego kapitał symboliczny powoduje, że wyborcy Prawa i Sprawiedliwości – podobnie jak wyborcy Konfederacji, choć oni nie mają w tym momencie swojego kandydata do wyboru – preferują Łukasza Gibałę. Poprzednie badania również to potwierdzały.
Jeszcze dwie kandydatki Lewicy. Daria Gosek-Popiołek – ponad 9 proc., dokładnie 9,6 proc. sondażowego poparcia. I nieco ponad 8 punktów procentowych dla Aleksandry Owcy. Da się to zsumować? Bo gdybyśmy zsumowali te wyniki, poparcie dla Lewicy byłoby większe niż poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości.
- Myślę, że tego nie należy sumować. Kandydaci i kandydatki mają też swój osobisty kapitał. Widzieliśmy już w poprzednich badaniach, że niektórzy kandydaci czy kandydatki zdobywają w Krakowie lepsze poparcie, niż wynikałoby to z preferencji partyjnych na poziomie kraju, a niektórzy gorsze.
W przypadku Moniki Piątkowskiej jest to słabsze poparcie. Ale w przypadku Darii Gosek-Popiołek jest ono nieco wyższe niż poparcie Nowej Lewicy. Widzimy też w danych, że prawie jedna piąta wyborców Nowej Lewicy deklaruje głos na Monikę Piątkowską. Być może jest to rodzaj strategicznego głosowania na kandydatkę, która – w ich przekonaniu – ma większe szanse, żeby stawić czoła na przykład Łukaszowi Gibale.
Nieco ponad 16 proc. wyborców Partii Razem głosuje nie na Aleksandrę Owcę, tylko na Łukasza Gibałę. Widać więc, że wyborcy niekoniecznie są aż tak lojalni wobec kandydata, w tym przypadku kandydatki reprezentującej konkretną organizację partyjną. Być może dostrzegają bliskość swoich poglądów u innych kandydatów.
Co pokazuje nam rozkład poparcia, jeśli weźmiemy pod uwagę wiek głosujących? Z grubsza rzecz ujmując, do pięćdziesiątki – czyli od 18. do 49. roku życia – we wszystkich przedziałach wygrywa Łukasz Gibała, po pięćdziesiątce Monika Piątkowska.
- Tak. Ewidentnie widać tutaj, że Łukasz Gibała wchodzi w rolę PiS, którą znamy na poziomie krajowym, choć nie do końca, jeżeli mówimy o młodych wyborcach. Mamy jednak taki duopol: Gibała kontra Monika Piątkowska.
Faktycznie Łukasz Gibała poprzez swoją aktywność i, jak myślę, sposób komunikacji, długotrwałą aktywność w kanałach komunikacyjnych, w których funkcjonują młodzi, a także bardziej bezpośredni kontakt z mieszkańcami, buduje kapitał rozpoznawalności i popularności. To trwa od kilku jego startów w wyborach.
Jeżeli adresował swoją aktywność do młodszych pokoleń, a jego agenda w dużej mierze dotyczy problemów i potrzeb, z którymi borykają się młodsze kohorty wiekowe – dwudziesto- i trzydziestolatkowie – to widać, że zbiera za to nagrodę.
W starszych grupach również utrzymuje względnie stabilne poparcie, na poziomie 25 proc. wśród pięćdziesięciolatków oraz sześćdziesięciolatków i starszych. Ale w jego miejsce nie wchodzi tam za bardzo Michał Drewnicki. Wśród sześćdziesięciolatków i starszych jedna piąta wyborców preferuje głos na kandydata PiS. To Monika Piątkowska cieszy się największym poparciem w grupie starszych wyborców.
Opieramy się jednak na deklaracjach
Powiedzmy jeszcze coś o metodologii. Jakie pytania dostawali badani i dlaczego wszystko opiera się na deklaracjach tych zdecydowanych, a nie tych, którzy choćby rozważają pójście na wybory?
- W badaniach sondażowych największym problemem jest oszacowanie mobilizacji wyborczej, mówiąc prościej – deklarowanej frekwencji. To największa niewiadoma. Naprawdę trudniej ją zbadać, przewidzieć i trafić z tym wynikiem niż z wynikiem dotyczącym preferencji wyborczych.
W tym przypadku zastosowano klasyczne pytanie o to, czy respondent zamierza wziąć udział w przedterminowych wyborach prezydenta miasta Krakowa, które zostały zaplanowane na 27 września 2026 roku. Pytanie było więc jasne, proste i precyzyjne. Respondenci mogli odpowiadać na skali od „zdecydowanie tak” do „zdecydowanie nie”.
Najczęściej preferencje przelicza się tylko w odniesieniu do osób najbardziej zdecydowanych. Zakładamy, że one pójdą do głosowania. To jest 54 proc., taka prognozowana frekwencja. Ona być może jest zbyt wysoka. Opieramy się jednak na deklaracjach. Badacz czy pracownia badawcza, która ma zlecone takie badanie według pomysłu zleceniodawcy, wykonuje pewną procedurę, ale nie jest w stanie w żaden sposób ingerować w rozkład odpowiedzi.
Nawet jeśli wydaje nam się, że frekwencja mogłaby być niższa, nie ma tutaj pola, w którym człowiek mógłby powiedzieć: „Nie, ona będzie niższa, więc obetniemy i wyrzucimy część respondentów z próby badawczej”.
Jeżeli odniesiemy się do faktycznej frekwencji z pierwszej tury wyborów samorządowych w 2024 roku, była ona na podobnym poziomie – 51 czy 52 proc. To oczywiście w żaden sposób nie sugeruje, że ten wynik może się powtórzyć. Wręcz przeciwnie. Historia przedterminowych wyborów, na przykład w Zabrzu, pokazuje, że tam frekwencja była znacząco niższa. Gdyby podobnie było w tych wyborach, miałoby to konsekwencje dla rozkładu poparcia. Dzisiaj nie wiemy jakie.
Przypomnijmy sobie wybory parlamentarne w 2023 roku, kiedy wszystkich zaskoczyła wysoka frekwencja. Pracownie badawcze prognozowały ją na poziomie 50–60 proc., a była rekordowo wysoka – ponad 70 proc.
To są niuanse może nieznane szerszej publiczności, ale trzeba wiedzieć, że badanie opinii publicznej jest bardzo trudnym zadaniem, jeśli chcemy zrobić je precyzyjnie. Oczywiście później bardzo łatwo krytykować te narzędzia i pomiary jako zmanipulowane czy zamawiane dla konkretnego ośrodka albo partii politycznej.
Moim zdaniem wystarczy nie fetyszyzować wyników badań sondażowych. Są one dla nas wsparciem informacyjnym. Mówią o tym, jak aktualnie rozkładają się preferencje w danej populacji, a tak naprawdę w próbie badawczej, którą losujemy z populacji. I tyle.
Kandydaci powinni wykonywać swoją pracę do końca kampanii wyborczej. A my, odbiorcy, wyborcy, obywatele, powinniśmy słuchać, rozmawiać, zadawać pytania, dyskutować na tematy polityczne z innymi i w ten sposób dochodzić do własnej preferencji, którą ujawnimy w dniu wyborów.