Ekspozycję przygotowała wybitna znawczyni i popularyzatorka ceramiki, badaczka z Muzeum Narodowego w Krakowie dr Bożena Kostuch.
- Nowoczesne tendencje pojawiły się w tej dziedzinie sztuki i wzornictwa w połowie lat 50. XX wieku wraz z nadejściem tzw. popaździernikowej odwilży. Odrzucenie socrealizmu i wynikających z niego zasad obowiązujących twórców sprawiło, że artyści i projektanci zaczęli tworzyć naczynia o organicznych, niekiedy asymetrycznych kształtach, a zdobiąc je, sięgali po mocne, często kontrastowe barwy. Charakterystyczne, abstrakcyjne lub stylizowane motywy dekorujące obiekty kojarzyły się z twórczością hiszpańskiego artysty, stąd też ich popularna nazwa „pikasy” bądź „pikasiaki” - tłumaczy kuratorka.
Pracownia Zbyluta Grzywacza na krakowskim Prądniku to jedna najciekawszych, historycznych pracowni w Krakowie. Joanna Boniecka, historyczka sztuki, spadkobierczyni Artysty i znakomita badaczka jego twórczości udostępniła atelier Grzywacza, gdzie zgromadziła dzieła z ostatniego okresu jego twórczości. Podziwialiśmy jej niezwykłe zaangażowanie, pasję i determinację, by dziełami artysty dzielić się z jego przyjaciółmi, badaczami i kolejnymi pokoleniami fanów. Dziękujemy za zaproszenie, jesteśmy pod wrażeniem!
Pracownia znajduje się na 11. piętrze bloku na Prądniku Białym. Od samego początku było to nie tylko miejsce pracy artysty, ale także miejsce spotkań. Artysta miał umiejętność gromadzenia wokół siebie ludzi. Byłem tam za życia Zbyluta, w ostatnich latach jego życia, zawsze ktoś tam był. Dyskutowało się i żartowało w towarzystwie gości, których osoba Zbyluta Grzywacza przyciągała w tamto miejsce. Było to fantastyczne, bardzo gorące, bardzo znane i popularne miejsce w Krakowie. Joanna Boniecka postanowiła uchronić to miejsce przed likwidacją. Angażując w to bardzo dużo wysiłku i własne środki, doprowadziła do tego, że wyremontowała pomieszczenie i urządziła tam galerię. Ta pracownia przetrwała dzięki niej
- opowiadał jeden z jurorów Krzysztof Glondys.
Ten niezwykły gest sprowokował pytanie, co dalej z pracowniami innych, nieżyjących już krakowskich artystów? Niestety spadkobiercy artystów niezwykle rzadko są w stanie wziąć na siebie obowiązek utrzymywania tych miejsc po śmieci artysty.
- Mam wrażenie, że Kraków nie ma pomysłu na to, co robić z historycznymi pracowniami. Odwołam się tu do Warszawy, gdzie mamy do czynienia ze specjalnym programem miejskim, któremu podlegają takie właśnie pracownie. Ostatnio została zakwalifikowana pracownia po Magdalenie Abakanowicz, prowadzona przez Fundację Magdaleny Abakanowicz. One mają wspólny program promocyjny. Istnieje strona, na której można sprawdzić adresy i godziny odwiedzin, ale są też specjalne wydarzenia wspólne, na przykład cykl kameralnych koncertów, odwołujących się na różne sposoby do tych wnętrz. Dzięki temu wiele z tych pracowni udało się ocalić od zapomnienia. Tam właśnie można spotykać się ze sztuką tych twórców, szczególnie z tego ostatniego zazwyczaj okresu ich życia - opowiada Łukasz Gazur z magazynu Spotkania z Zabytkami.
Kraków bardzo chętnie powołuje się na siłę sztuki, na symboliczny "kapitał" krakowskich artystów, na artystach opiera i buduje swoją markę. Czy potrafi o nich dbać? Dedykujemy te rozważania nowej pani prezydent albo nowemu prezydentowi Krakowa.