Gościem cyklu „ Ludzie, których warto słuchać” jest Dorota Kozicka – literaturoznawczyni i krytyczka literacka, dr hab., prof. UJ. Kieruje Katedrą Krytyki Współczesnej na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz przewodniczy Kapitule Nagrody Literackiej Gdynia. Zajmuje się krytyką literacką oraz literaturą XX i XXI wieku. Autorka książek „Wędrowcy światów prawdziwych. Dwudziestowieczne relacje z podróży” i „Krytyczne (nie)porządki. Studia o współczesnej krytyce literackiej w Polsce”, współtwórczyni „Konstelacji krytycznych” oraz antologii dwudziestowiecznego pamfletu polskiego.
Michał Sowiński: Po co czytamy?
Dorota Kozicka: To pytanie jest bardzo proste, a zarazem należy do tych, na które nigdy nie da się udzielić jednej odpowiedzi. Każdy odpowie trochę inaczej – i w tym kryje się istota czytania, a szerzej: obcowania ze sztuką. To poznawanie czegoś, co niekoniecznie jest nam potrzebne do życia w sposób bezpośredni i użyteczny. Nie pytamy przecież, po co nam komputer. Tymczasem w literaturze możemy szukać bardzo różnych rzeczy i znajdować je w zależności od tego, co czytamy, z jakiego miejsca to robimy i z jakim doświadczeniem przychodzimy do książki.
Nie zadajemy tego pytania zbyt rzadko? Dużo mówimy o tym, że literatura jest ważna, ale rzadziej zastanawiamy się dlaczego.
I tak, i nie. W naszej bańce znaczenie literatury wydaje się oczywiste. Zadajemy to pytanie, kiedy pojawiają się raporty pokazujące, że jako społeczeństwo czytamy mało, albo gdy rozmawiamy o lekturach szkolnych, edukacji i kanonie. Na co dzień jednak nie zastanawiamy się, po co nam literatura, ponieważ nią żyjemy i oddychamy.
Spotykam się natomiast z pytaniami: po co w ogóle zajmować się literaturą, zwłaszcza naukowo? Zadają je czasem osoby, które nie czytają albo sięgają po książki wyłącznie dla rozrywki. To dobre pytania, bo zmuszają nas do przyjęcia perspektywy kogoś spoza naszego kręgu. Literatura jest potrzebna, ale najwspanialsze jest właśnie to, że nie chodzi w niej wyłącznie o użyteczność. Chodzi o coś znacznie większego – szczególnie w czasach, w których użyteczność stała się naszym fetyszem.
Krytycy literaccy od dawna próbują mówić nam, co warto czytać. Czy nadal potrzebujemy takich przewodników?
Jerzy Stempowski porównywał krytyka literackiego do znawcy win. Zauważał, że wierzymy specjaliście, kiedy mówi nam, że jedno wino jest lepsze od drugiego, a jednocześnie mamy wątpliwości, czy książka polecana przez recenzenta rzeczywiście jest lepsza od innej. Dzisiaj chyba częściej polegamy na sztucznej inteligencji, która podpowiada nam, co wybrać, niż na znawcach. Za tym wszystkim kryje się jednak ważne pytanie o kryteria – o to, na jakiej podstawie uznajemy coś za wartościowe i komu w tej ocenie ufamy.
Pytając, po co czytamy, pytamy zarazem o to, czym właściwie jest literatura. Czy powieść nadal może być wielkim społecznym lustrem, w którym widzimy siebie jako jednostki i jako część zbiorowości?
Te pytania rzeczywiście się ze sobą łączą, bo właściwie jedno nie istnieje bez drugiego. Musimy jednak pamiętać, że różne rzeczy czytamy w różnych celach. W literaturze niefikcjonalnej najważniejsze bywają dla nas elementy poznawcze, czego innego szukamy w poezji, a jeszcze czegoś innego w fikcji.
Dzisiejsza powieść nie jest już wyłącznie klasyczną, dziewiętnastowieczną powieścią realistyczną, którą znamy ze szkolnej edukacji. Literatura zmieniała się wraz z naszym sposobem patrzenia na rzeczywistość – pod wpływem odkryć naukowych, filozofii czy przemian społecznych. Powieść nie powstaje w próżni. Odbija nasze sposoby widzenia świata, a jednocześnie, dzięki pracy w języku, potrafi wydobyć coś, czego sami jeszcze o sobie i swojej rzeczywistości nie wiemy.
A dlaczego ty czytasz?
Przede wszystkim dlatego, że bardzo to lubię. Moje doświadczenia z dzieciństwa, pierwsze lektury, fascynacje i godziny spędzone nad książkami są nierozerwalnie związane z dorastaniem oraz poznawaniem świata. Literatura poszerza nasze horyzonty nie tylko poznawczo, ale także emocjonalnie. Pozwala nam przeżywać i przetwarzać w wyobraźni doświadczenia, których sami jeszcze nie znamy. Fascynujące jest już samo to, że patrzymy na czarne znaki na białej kartce, a one tworzą w naszych głowach całe światy.
Dlatego nie deprecjonowałabym czytania dla przyjemności ani literatury popularnej. Wszyscy rozumiemy przyjemność płynącą z książek, przy których płaczemy albo się boimy. Równie ważne jest jednak czytanie, które stawia nas w niekomfortowych sytuacjach i zmusza do przemyślenia pewnych spraw. Literatura daje nam język do mówienia o tym, co dopiero ma nadejść. Widać to szczególnie wtedy, gdy wracamy po latach do dawnych lektur. Nagle, dzięki nowym doświadczeniom albo zmienionej sytuacji, odkrywamy, jak przenikliwe były te książki i jak wiele już wówczas mówiły o rzeczach, których wcześniej nie potrafiliśmy dostrzec.
Tych opowieści i książek jest jednak bardzo dużo. Czy nagrody literackie mogą być dla czytelników drogowskazami?
Tak, pod warunkiem że mamy świadomość, czym są nagrody i kto je przyznaje. Każda kapituła składa się z określonych osób, które mają własne doświadczenia lekturowe, upodobania, sposoby czytania i preferowane stylistyki. Werdykt jest więc także wynikiem rozmowy i pewnego kompromisu. To dobrze, że nagród jest wiele. One nie tyle ze sobą konkurują, ile wzbogacają życie literackie i tworzą różne estetyczne przestrzenie. Kiedy zaczynamy je śledzić, orientujemy się, jakiego rodzaju literatury możemy się po każdej z nich spodziewać. Nagrody porządkują literackie „tu i teraz”, ale nie należy przeceniać ich roli. Wyróżniona książka nie jest obiektywnie najlepszą książką roku. Jest książką uznaną za szczególnie wartościową przez konkretne grono jurorów.
Czy z punktu widzenia czytelnika nominacje mogą być ważniejsze niż wskazanie jednego zwycięzcy?
Dorota Kozicka: W Nagrodzie Literackiej Gdynia osobno oceniamy prozę, poezję, esej i przekład na język polski, a w każdej kategorii nominujemy pięć książek. Proszę mi wierzyć, że to właśnie wyłonienie nominacji z setek zgłoszonych tytułów jest najtrudniejszą częścią pracy.
Regulamin nagrody prowadzi oczywiście do wybrania zwycięzcy lub zwyciężczyni, bo taka jest jej logika. Można patrzeć na ten mechanizm krytycznie – jako na element kapitalistycznej cyrkulacji, w której nominacje, festiwale i plebiscyty służą przyciąganiu uwagi. Druga strona jest jednak taka, że dzięki nagrodom powstaje przestrzeń, w której rozmawia się o literaturze.
Możemy powiedzieć osobom, które nie zajmują się nią na co dzień: oto ciekawe książki, spróbujcie je przeczytać. Niech trafią do bibliotek, niech czytelnicy mogą je poznać i zobaczyć, jak bardzo różnią się od siebie. Jeśli nie będziemy mówić o literaturze przy okazji nagród, to gdzie znajdziemy dla niej miejsce we współczesnych mediach?
Nagroda Nike wybiera jedną książkę spośród bardzo różnych gatunków. To formuła kontrowersyjna, ale wyjątkowo medialna.
Oczywiście można się zastanawiać, czy wybieranie jednej książki spośród powieści, esejów i tomów poetyckich ma sens. Jeśli jednak dzięki temu ludzie kupią ciekawą książkę, przeczytają ją i zaczną o niej rozmawiać, nie widzę powodu, żeby się na to obrażać.
Bardzo dobrze, że istnieją różne nagrody i że żadna z nich nie zdominowała całego życia literackiego. Warto przyglądać się zwłaszcza nominacjom: sprawdzać, jaka literatura interesuje poszczególne gremia, kiedy ich wybory się spotykają, a kiedy rozchodzą w zupełnie różnych kierunkach.