Specjalna komisja ma zbadać, w jaki sposób w ostatnich latach zarządzano majątkiem parafii Mariackiej w Krakowie - jednej z najbogatszych i najbardziej prestiżowych parafii w Polsce. Jak nieoficjalnie ustaliło Radio Kraków, powołanie komisji może otworzyć drogę do ewentualnego powrotu księdza Dariusza Rasia na stanowisko proboszcza. Ksiądz również tak interpretuje tę decyzję?
Odczytuję ten komunikat nieco inaczej. Przede wszystkim dlatego, że wyraźnie mowa jest w nim o zbadaniu sposobu zarządzania parafią „w ostatnich latach”. To oznacza, że sprawa nie dotyczy wyłącznie okresu, kiedy archiprezbiterem był ksiądz Dariusz Raś.
Wydaje mi się też - i mówię to na podstawie pewnych przesłanek - że komisja ma objąć również okres po odwołaniu księdza Rasia, kiedy administratorem parafii został duchowny wyznaczony przez arcybiskupa Marka Jędraszewskiego. A więc analiza będzie dotyczyć zarówno czasu zarządzania parafią przez księdza Rasia, jak i działań obecnego administratora.
Od ustaleń komisji metropolita krakowski uzależnia dalsze decyzje. W jej skład weszli ekonomiści, między innymi profesorowie Jerzy Hausner i Konrad Grabiński. Obecność świeckich w tego typu komisjach to nowość? O czym to świadczy?
Nie powiedziałbym, że to całkowita nowość. Słyszałem, że także inna komisja prowadząca audyt spraw ekonomicznych archidiecezji jest kierowana przez świeckiego ekonomistę o dużym autorytecie.
Warto też odnieść się do nazwiska profesora Hausnera, bo ono wzbudziło największe emocje.
No tak - były wicepremier, kojarzony z lewicą.
Tak, już słyszymy różne komentarze: że „komunista”, że „człowiek SLD” itd. Chciałbym jednak przypomnieć, że profesor Jerzy Hausner od lat organizuje interdyscyplinarne spotkania w ramach projektu GAP na Uniwersytecie Ekonomicznym. Kilka lat temu uczestniczył w nich także ówczesny biskup pomocniczy Grzegorz Ryś. Sądzę, że stąd bierze się wzajemne zaufanie.
A jeśli mówimy o rzetelnym sprawdzeniu modelu zarządzania, jego skutków ekonomicznych i zgodności z procedurami, to naturalne jest zaangażowanie kompetentnych świeckich ekspertów. Kardynał Ryś nigdy nie obawiał się współpracy ze świeckimi.
Można odnieść wrażenie, że metropolita krakowski coraz częściej spotyka się z krytyką nie tylko ze strony prawicy politycznej, ale także części konserwatywnych środowisk katolickich. Przykładem może być sprawa księdza Beniamina Sęktasa, który jeszcze przed ingresem arcybiskupa Rysia zarzucał mu współpracę z „tęczowymi katolikami”. Jak ksiądz to odbiera?
Takie głosy rzeczywiście pojawiają się w przestrzeni publicznej. Widać to także po reakcjach na niektóre wypowiedzi kardynała Rysia, choćby po jego rozmowie z Bogdanem Rymanowskim. Krytyki zapewne nie zabraknie, bo część osób inaczej wyobraża sobie sposób sprawowania urzędu biskupiego.
Mam jednak wrażenie, że wiele z tych ocen wynika z niezrozumienia sytuacji, w jakiej znajduje się kardynał Ryś. Jeśli chce odpowiedzialnie kierować jedną z najważniejszych diecezji w Polsce, musi opierać się na faktach i sprawdzonych procedurach.
Ci, którzy łatwo przypinają mu różne etykiety, często myślą jeszcze według starego schematu: „ustalimy coś między sobą i tak ma zostać”. Dziś to już nie działa.
Głośnym echem odbił się również apel Barbary Nowak o bojkot mszy za ojczyznę odprawianej 3 maja na Wawelu przez kardynała Rysia. To kolejny przykład napięcia wewnątrz środowisk katolickich?
Mam cichą nadzieję, że wraz z ingresem kardynała Rysia do katedry wawelskiej skończyło się upolitycznienie Kościoła krakowskiego. Tak bym to ujął.
Jak ksiądz ocenia dotychczasowe decyzje metropolity krakowskiego? Mam na myśli choćby otwarcie archiwów kurii, zapowiedź powołania komisji do spraw nadużyć seksualnych czy działania na rzecz dialogu z judaizmem.
To konsekwencja postawy, którą kardynał Ryś prezentował od lat. Jeśli ktoś jest tym zaskoczony, to znaczy, że po prostu nie znał wcześniej jego poglądów.
To wyraźny sygnał otwartości. Jeśli Kościół chce odzyskać wiarygodność społeczną, musi opierać się na prawdzie i transparentności. Wielu wiernych i duchownych właśnie na to czeka.
Jak długo może potrwać praca komisji? Mówimy raczej o miesiącach czy latach?
Nie sądzę, żeby chodziło o lata, ale z pewnością nie będzie to kwestia kilku tygodni. Sam jestem historykiem Kościoła i wiem, jak ważna jest krytyczna analiza źródeł oraz archiwów. Jeśli komisja rzeczywiście ma badać materiały sięgające okresu powojennego, będzie to wymagało ogromnej pracy.
Trzeba pamiętać, że część dokumentów mogła nie przetrwać albo była ukrywana czy modyfikowana jeszcze w czasach PRL-u. Konieczna będzie więc nie tylko analiza historyczna, ale też konfrontacja z aktami procesów cywilnych czy innymi dokumentami.
To wymaga pracy specjalistów z różnych dziedzin - historyków, archiwistów, prawników i ekspertów od finansów. Dlatego trudno oczekiwać szybkiego raportu. Dla porównania: pierwszy raport dotyczący skandali w diecezji sosnowieckiej powstał dopiero po ponad roku prac, a dotyczył znacznie krótszego okresu.
Gościem Radia Kraków był ksiądz Kazimierz Sowa, dziennikarz i publicysta.