Trudny człowiek, czyli kto?
W potocznym rozumieniu trudni ludzie to zwykle osoby agresywne, napastliwe, dominujące, takie, z którymi nie da się dogadać. Natalia Harasimowicz proponuje jednak znacznie szersze spojrzenie. Unika określeń takich jak "toksyczny" czy "zaburzony", ponieważ są one oceniające i upraszczające. Dla niej trudny człowiek to przede wszystkim ktoś, z kim trudno funkcjonować w relacji – rozmawiać, współpracować, być blisko. I nie zawsze chodzi o otwartą agresję. Najbardziej widoczni są oczywiście ci ekspansywni, osoby forsujące swoje racje, nieelastyczne, przekonane o własnej nieomylności. To ludzie, którzy nie słuchają, narzucają swoją perspektywę i reagują agresją lub bierno-agresywnie. Zamiast powiedzieć wprost – "jestem zła" – wybierają manipulację, obrażanie się albo działania pośrednie.
Bez pracy nad sobą, bez autorefleksji nic się nie zmieni. Problem w tych trudnych osobach polega na tym, że one zasadniczo rzadko kiedy mają własną refleksję, własną wolę pracy nad sobą. Najczęściej musi to być jakaś bardzo duża utrata – mówi Natalia Harasimowicz.
To osoby patrzące na świat przez jeden zestaw przekonań. Jeśli ktoś uważa, że inni są gorsi, że jemu należą się specjalne prawa i przywileje, będzie interpretował wszystkie relacje właśnie przez ten pryzmat. Problem polega na tym, że takie osoby rzadko poddają siebie refleksji. Najczęściej dopiero poważny kryzys, rozpad związku, utrata bliskich czy problemy zawodowe, sprawia, że zaczynają zastanawiać się nad swoim zachowaniem. Trudność nie polega na jednorazowym konflikcie czy wadzie charakteru. Każdy bywa trudny. Prawdziwy problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek kompletnie ignoruje informację zwrotną od otoczenia i nie chce przyjrzeć się własnym zachowaniom.
Dlaczego unikamy konfrontacji?
Innym spostrzeżeniem są osoby unikające. To ludzie, którzy nie stawiają granic, nie mówią o swoich potrzebach i za wszelką cenę chcą być bezproblemowi. Na początku relacja z nimi wydaje się idealna. Nie ma konfliktów, kłótni, napięć. Tyle że z czasem okazuje się, że pod tą gładkością kryje się brak prawdziwego kontaktu.
Na początku jest cudowanie, ale potem mamy poczucie, że nie jest obecna. Kiedy myślimy o relacjach, to chodzi o to, by dwie osoby się spotkały i dogadały – dodaje.
Osoby unikowe często nie komunikują frustracji, napięcia czy niezadowolenia. Nie mówią, że czegoś nie chcą, coś przekracza ich granice. Zamiast tego wycofują się po cichu. Niekiedy nagle kończą relację, zostawiając drugą stronę bez wyjaśnień. Unikowość bardzo często rodzi się w domach, w których dziecko doświadczało dominacji, krytyki, zawstydzania lub przekraczania granic. Dziecko uczy się wtedy, że pokazywanie siebie jest niebezpieczne. Lepiej się nie wychylać, nie mówić o swoich emocjach i potrzebach, ponieważ może to skończyć się odrzuceniem albo upokorzeniem. W dorosłym życiu taki mechanizm staje się pułapką. Człowiek niby funkcjonuje w relacjach, ale nie dopuszcza do prawdziwej bliskości. Nie pokazuje siebie, więc nie może zostać naprawdę poznany. Bliskość buduje się właśnie poprzez mówienie o granicach i potrzebach. To nie konflikt niszczy relacje, ale brak autentycznej komunikacji.
Bliskość budujemy poprzez powiedzenie właśnie o swoich granicach. Jak ktoś cię kocha, jak komuś na tobie zależy, to ten ktoś się ucieszy, że to powiedziałeś – dodaje.
Brak poczucia własnej wartości sprawia, że wielu ludzi zaczyna odgrywać rolę. Jedni stają się perfekcyjni i zawsze pomocni, inni budują wizerunek osoby niezwykle silnej, szlachetnej albo wyjątkowej. Te role nie pojawiają się przypadkiem. Najczęściej były kiedyś strategią przetrwania. Dziecko niedostrzegane w domu mogło zostać świetnym uczniem, bo tylko wtedy dostawało uwagę i uznanie. Ktoś inny nauczył się, że musi być zawsze grzeczny i bezproblemowy, by zasłużyć na miłość.