Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Posłuchaj rozmowy Jacka Bańki z Wojciechem Jakóbikiem.
Na polskich stacjach jest przestrzeń do dalszych obniżek cen paliw – mówi Wojciech Jakóbik, prezes Ośrodka Bezpieczeństwa Energetycznego. Pod warunkiem, że nie będzie kolejnej eskalacji konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Jeśli napięcie będzie przenosiło się z działań militarnych na rozmowy polityczne, sankcje i negocjacje dotyczące cieśniny Ormuz, rynek ropy może się stopniowo uspokajać.
Nie oznacza to jednak powrotu do warunków sprzed konfliktu. Transport przez cieśninę Ormuz stał się droższy i bardziej ryzykowny. Te dodatkowe koszty pozostaną nawet wtedy, gdy przepływ tankowców przez ten szlak będzie łatwiejszy.
Cena ropy Brent zeszła w okolice 85 dolarów za baryłkę. Jakóbik tłumaczy, że poza sytuacją na Bliskim Wschodzie na rynek wpływa także słabszy od oczekiwań popyt, między innymi w Chinach. Jeżeli jednocześnie będą rozwijały się alternatywne źródła i szlaki dostaw, ropa może nadal tanieć.
Zmiany na rynku hurtowym nie pojawiają się jednak natychmiast na stacjach. Według eksperta potrzeba kilku tygodni, by spadki cen surowca przełożyły się na ceny detaliczne. Przy braku kolejnej eskalacji benzyna 95 mogłaby kosztować mniej niż 7 zł za litr.
Nawet bez mrożenia będziemy mogli mówić o cenie poniżej siedmiu złotych za litr dziewięćdziesiątki piątki. Ale trzeba zastrzec, że każda nowa eskalacja, każda niespodzianka [...] będzie windowała ceny baryłki znowu
- mówi Jakóbik.
Dlaczego paliwa szybko drożeją, a wolniej tanieją?
Różne tempo podwyżek i obniżek na stacjach Jakóbik wiąże między innymi z zachowaniem sprzedawców i poziomem konkurencji. Przy wzroście napięcia geopolitycznego firmy szybko uwzględniają dodatkowe ryzyko w swoich cenach. Kiedy sytuacja się uspokaja, obniżki są rozłożone w czasie.
Znaczenie ma również lokalny rynek. Tam, gdzie działa wielu sprzedawców, walka o klientów przyspiesza obniżki. Przy ograniczonej konkurencji presja na zmniejszanie marż jest słabsza.
- Najlepsza odpowiedź na to wyzwanie to wzrost konkurencyjności na rynku. Jeżeli w okolicy jest duża dostępność paliwa, jest wielu sprzedawców, to oni szybciej muszą konkurować o klienta, szybciej schodzą z ceny - uważa Jakóbik.
Jednym z najważniejszych tematów gospodarczych jesieni może być podatek od nadmiarowych zysków firm energetycznych i paliwowych. Jakóbik przypomina, że Polska wraz z grupą innych państw UE zabiega o rozwiązanie, które pozwoliłoby finansować interwencje cenowe właśnie z dodatkowych przychodów przedsiębiorstw osiąganych podczas kryzysów.
Taki mechanizm miałby działać jako stały „wentyl bezpieczeństwa”, uruchamiany przy gwałtownych wzrostach cen energii lub paliw. Ekspert przypomina doświadczenia zarówno kryzysu gazowego po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, jak i obecnego konfliktu z Iranem."Potrzebujemy trwałego wentyla bezpieczeństwa w postaci ściągania nadmiarowych przychodów spółek paliwowych i przekierowywania ich na obniżkę cen energii oraz paliw" - mówi.
Jakóbik zwraca jednocześnie uwagę, że spór o taki podatek będzie częścią rywalizacji politycznej przed kolejnymi wyborami. Cena energii i paliw może stać się jednym z ważniejszych tematów kampanii, a propozycje osłonowe – polem zarówno do kompromisu, jak i populizmu.
Wyjście Polski z ETS? „Ta dyskusja ma charakter publicystyczny”
Jakóbik sceptycznie odnosi się do propozycji wyjścia Polski z unijnego systemu handlu emisjami. Jak tłumaczy, przepisy UE nie przewidują formalnej ścieżki pozwalającej jednemu państwu wypisać się z ETS przy pozostaniu we wspólnym rynku.
Za istotniejszą uważa debatę o reformowaniu systemu od wewnątrz. Polska zabiega między innymi o więcej czasu na dostosowanie gospodarki i złagodzenie części obciążeń. Według Jakóbika polscy europosłowie są w tej sprawie znacznie bardziej zgodni, niż mogłoby wynikać z krajowego sporu politycznego:"Widać, że ta dyskusja o wyjściu z ETS-u ma charakter publicystyczny, ma związek z kampanią polityczną. W międzyczasie toczą się bardziej przyziemne dyskusje o tym, jak zmieniać przepisy unijne od wewnątrz”.
Jakóbik przypomina, że środki pochodzące z ETS wracają do Polski i mogą finansować inwestycje. Problemem pozostaje sposób ich wykorzystywania. Jednocześnie system stanowi koszt dla polskiej gospodarki, dlatego – jak przekonuje ekspert – potrzebna jest jego rewizja uwzględniająca skutki kolejnych kryzysów.
Zmiany powinny pozwolić kontynuować politykę ograniczania emisji, ale bez nadmiernego obciążania konkurencyjności gospodarki i sektorów strategicznych, w tym przemysłu obronnego.
Polska jest beneficjentem ETS-u w ten sposób, że te środki wracają do naszego kraju i mogą być inwestowane. Natomiast faktem też jest, że rozpływają się w budżecie i nie były dobrze inwestowane
- uważa gość Radia Kraków.
W przypadku ETS2, który obejmie paliwa wykorzystywane w transporcie i ogrzewaniu budynków, Jakóbik przestrzega przed wprowadzaniem systemu bez uwzględnienia możliwości poszczególnych gospodarek.
Postuluje również ulgi dla energetyki, między innymi darmowe uprawnienia oraz możliwość uwzględniania inwestycji zmniejszających emisję CO2. Jego zdaniem brak zmian może doprowadzić do sytuacji, w której polityczny i społeczny opór uniemożliwi faktyczne wdrożenie ETS2 w Polsce: „Warto się zastanowić, w jakim kształcie ETS2 może w ogóle wejść w życie, bo źle zaplanowane przepisy sprawią, że on nigdy w Polsce nie wejdzie w życie”.
Transformacja będzie kosztować ponad bilion złotych
Polski system energetyczny potrzebuje źródeł zapewniających dostawy energii niezależnie od pogody. Obecnie są nimi przede wszystkim elektrownie węglowe, w okresie przejściowym tę funkcję mają przejmować jednostki gazowe, a docelowo – energetyka jądrowa.
OZE mogą obniżać ceny energii i emisję CO2, ale ich produkcja zależy od warunków pogodowych. Dlatego rozwój energetyki odnawialnej musi iść w parze między innymi z magazynami energii oraz bardziej elastycznym zarządzaniem popytem.
Jakóbik szacuje, że do 2040 roku transformacja będzie kosztowała ponad bilion złotych. Kluczowym problemem pozostaje więc nie tylko wybór technologii, lecz także sposób finansowania inwestycji bez nadmiernego obciążenia gospodarki i odbiorców.
- Ponad bilion złotych wydamy na transformację energetyczną do 2040 roku i to będzie finansowane z naszych portfeli, bo inaczej nie da się tego zrobić. Musimy ustalić, jak to sfinansować, żeby taką kurację pacjent w postaci polskiej gospodarki po prostu przeżył - mówi analityk.
Rosnący opór wobec fotowoltaiki Jakóbik tłumaczy między innymi doświadczeniami klientów z agresywną sprzedażą oraz inwestycjami niedostosowanymi do konkretnych budynków czy lokalizacji. Do tego dochodzi działalność przeciwników energetyki odnawialnej, również podmiotów zainteresowanych utrzymaniem znaczenia paliw kopalnych.
Fotowoltaika nie jest rozwiązaniem odpowiednim w każdych warunkach. Przed inwestycją potrzebny jest audyt energetyczny i obliczenie jej opłacalności. Zdaniem Jakóbika przedstawianie OZE jako rozwiązania uniwersalnego może ostatecznie zwiększać społeczny opór wobec transformacji:
Należy stawiać sprawę uczciwie. W określonych przypadkach i warunkach fotowoltaika to jest wspaniały pomysł. Ale przed każdą dużą decyzją inwestycyjną trzeba ocenić sytuację na miejscu, przeprowadzić audyt energetyczny i policzyć, czy i na jakich warunkach fotowoltaika się opłaci.