Mieszkańcy żyją pozamykani w czterech ścianach. Spacery? Tylko w lepsze dni, gdy wiatr nie wieje od strony wysypiska. Gmina zapewnia, że wykonano szereg inwestycji, by poprawić komfort życia mieszkańców. Ci skarżą się, że z każdym rokiem jest coraz gorzej. A my pytamy - czy jest skuteczne rozwiązanie tego śmierdzącego problemu?
Pranie na polu? Nie ma szans
Nie ma tygodnia, żeby mieszkańcy osiedla Paderewskiego i okolic nie odczuwali przykrego zapachu z pobliskiego składowiska odpadów. Jak mówią, odór utrudnia im codzienne życie.
– Nie ma w ogóle mowy o tym, żeby wywiesić pranie na polu, bo kiedy przynosimy je do domu, ten zapach wchodzi razem z nim. Poranki i wieczory są najgorsze. Nie da się wywietrzyć mieszkania, bo wszystko przechodzi tym smrodem. Pojawiają się szczury i niezliczona liczba much. Ktoś jest na emeryturze, chce wyjść na balkon i nie jest w stanie, bo tak śmierdzi. Rozmawiam też z rodzicami, którzy mają małe dzieci – wieczorami się duszą – mówi jedna z mieszkanek.
Szczególnie uciążliwie jest w ciepłe dni.
Smród nieprawdopodobny. Tak jakby człowiek trzymał głowę w koszu na śmieci
– skarży się mieszkanka Brzeszcz.
Mieszkańcy zwracają uwagę, że w takich warunkach źle funkcjonują nawet osoby zdrowe, a problem jest szczególnie dotkliwy dla ludzi z chorobami układu oddechowego. Mają też żal do władz. Mówią, że nie czują się traktowani poważnie i brakuje im rozmowy o tym, jak skutecznie rozwiązać problem.
„Ma być dla mieszkańców jak najwygodniej”
Radosław Szot, burmistrz Brzeszcz, przyznaje, że zapach ze składowiska bywa dokuczliwy. Zapewnia, że gmina i Agencja Komunalna podejmują działania, które mają ograniczyć uciążliwości.
– Zdarzają się momenty, kiedy zapach ze składowiska jest dokuczliwy. Prezes Agencji Komunalnej dostał zadanie rozwiązania problemu. Oczywiście nie da się smrodu ograniczyć do zera i sprawić, żeby każdego dnia było idealnie, ale cel jest taki, żeby mieszkańcy odczuwali te uciążliwości w jak najmniejszym stopniu – mówi Szot.
Na składowisku działają m.in. armatki antyodorowe i system suchej dezodoryzacji, który ma ograniczać wydostawanie się substancji odpowiedzialnych za nieprzyjemny zapach. W ubiegłym roku zakończono także wartą wiele milionów złotych budowę zamkniętej hali do sortowania odpadów.
Mieszkańcy przekonują jednak, że to nie wystarcza. Jak mówią, odór nadal jest dokuczliwy, a problem zaczął dotyczyć kolejnych części gminy.
Nie będę polemizował z odczuciami mieszkańców. Moim zdaniem realizacja tej nowej inwestycji to naprawdę przeskok technologiczny. Mam sygnały od części mieszkańców, że sytuacja się poprawiła, ale przyjmuję, że część z nich chciałaby dalszego ograniczenia uciążliwości zapachowych. Podejmiemy wszelkie możliwe działania, żeby je wyeliminować
– mówi Krzysztof Michalski, prezes zarządzającej składowiskiem Agencji Komunalnej w Brzeszczach.
Mieszkańcy proponują m.in. zainstalowanie w różnych częściach gminy czujników, które pozwalałyby na bieżąco wykrywać wzrost uciążliwości zapachowych, oraz zastosowanie skuteczniejszych zabezpieczeń antyodorowych.
Prezes Agencji Komunalnej zapowiada, że w najbliższych miesiącach odbędzie się spotkanie, podczas którego mają zapaść decyzje o kolejnych rozwiązaniach ograniczających odór ze składowiska.