Rząd zapowiada czwartą ustawę regulującą rynek kryptowalut. Trzy poprzednie ustawy zawetował prezydent. Konfederacja zawsze była przeciwko rządowym legislacjom regulującym rynek kryptowalut. Ale czy nie zmieniają państwo zdania? Sprawa Przemysława Kralla, który na Ibizie spotykał się z jednym posłem Prawa i Sprawiedliwości przed tym procesem legislacyjnym. Z drugiej strony zegarek dla szefa PKO za 40 tysięcy euro. Teraz sprawa Marcina Romanowskiego, któremu Krall miał pomagać zdobyć azyl w Dubaju. Nie za dużo tego wszystkiego?
Jest masa pytań, masa wątpliwości i niedopowiedzeń, które mogą naprawdę mrozić krew w żyłach. Natomiast czy to jest powód, żeby ograniczać albo, tak jak PiS chce przykładowo, likwidować rynek kryptowalut w Polsce?
Myśmy złożyli projekt ustawy, który przedłożyliśmy do laski marszałkowskiej i który reguluje w wystarczający sposób rynek kryptowalut. Nie ma potrzeby nadregulacji, nie ma potrzeby stosowania w Polsce tego gold platingu. Ustawa, którą zaproponował rząd, jest nadregulacją, przeregulowaniem tego rynku i de facto może prowadzić do likwidacji rynku kryptowalut, czego byśmy sobie nie życzyli.
Czyli Konfederacja stoi przy swoim: Unia Europejska plus zero. Takie hasło było, pamiętam.
Tak. Wystarczy rozporządzenie MiCA. Ono naprawdę w dostateczny sposób reguluje już rynek kryptowalut. Nasza ustawa jest dostosowana do MiCA i to jest wystarczające.
Nawet politycy Prawa i Sprawiedliwości mają wątpliwości co do styku polityki z tym rynkiem kryptowalut, konkretnie z Zondacrypto. Wypływają rzeczy, które budzą poważne zastrzeżenia.
Tak, budzą. Jestem za tym, żeby z całą stanowczością dochodzić prawdy i egzekwować prawo. Jeżeli doszło tam w jakikolwiek sposób do złamania prawa, jeżeli faktycznie ktoś obiecywał wpływy u szefa UOKiK-u czy u premiera Morawieckiego w zamian za zegarek za 40 tysięcy euro, to przepraszam, jest to pewnego rodzaju nadużycie, które powinno być ścigane.
Natomiast mam wrażenie, że trochę jest to odwracanie kota ogonem. Rząd ma swoje problemy, ma swoje afery, ma swój Szpital Południowy, ma problemy z budżetem. Mam wrażenie, że jest to troszeczkę odwracanie kota ogonem.
Politycznie rozumiem, że Konfederację cieszy problem Prawa i Sprawiedliwości z Zondacrypto?
Nie cieszy nas, że ktoś łamie prawo. Jeżeli do łamania prawa dochodzi, to nie jest powód, żeby się cieszyć.
Teraz Kraków. Deklaruje pan koniec wojny z kierowcami. Co jako prezydent zrobiłby pan, aby patokierowcy nie traktowali miasta jako prywatnego toru wyścigowego? Nawiązuję oczywiście do tragedii przy Solnej.
Przede wszystkim, jeśli chodzi o tragedię przy Solnej, ogromne wyrazy współczucia dla rodzin ludzi, którzy tam niestety zginęli, i życzenia powrotu do zdrowia dla dziecka, które teraz walczy o zdrowie.
Natomiast przede wszystkim trzeba stworzyć taką komórkę szybkiego reagowania. Mam wrażenie, że tutaj zabrakło tego szybkiego reagowania w mieście, bo przecież mieszkańcy zgłaszali, że są tam problemy, że kierowcy nadużywają prędkości. Zero tolerancji dla łamania prawa. Nie może być przyzwolenia na to, że ktoś sobie urządza wyścigi, że ktoś sobie urządza jakieś pokazy, przegazowuje samochód, kiedy trwa normalny ruch. Do tego są tory. Mamy zbudowane tory wyścigowe, gdzie można sobie jechać. Kraków i miasta to nie są miejsca, gdzie takie rzeczy powinny się odbywać.
Czyli po pierwsze: tworzymy komórkę szybkiego reagowania która dokonuje szybkiego audytu, szybkiej oceny ryzyka i wprowadza zmiany, jeżeli takie ryzyko występuje. Jeżeli przeprowadzimy jakiś pilotaż, dokonujemy szybkiej zmiany.
Druga bardzo ważna rzecz: mamy w Krakowie straż miejską. Ja wiem, że straż miejska nie ma pełnych prerogatyw do zatrzymywania samochodów, ale jestem święcie przekonany, że ta służba, która w tym momencie kojarzy nam się przede wszystkim z tym, że widzimy na swoim kole blokadę, że stoją panowie, wyłapują, że ktoś wjechał na zakaz czy podchodzą do babci, która handluje pietruszką...
Ale to już jest przeszłość.
Przepraszam bardzo, niech oni się zajmą takimi rzeczami. Gdyby tam stał patrol straży miejskiej, uważam, że do tej tragedii by nie doszło.
Krakowska Rada Miasta odpowiada na tę tragedię propozycją wprowadzenia do Kodeksu karnego zabójstwa drogowego. Dyskutujemy o tym od lat. Co pan na to?
To jest już sprawa centralna. My na razie musimy się obracać w Krakowie w ramach istniejącego prawa.
Jeszcze o sprawy centralne. Są też apele o wprowadzenie radarów akustycznych w miastach takich jak Kraków, a aktywiści mówią o ogólnopolskim zakazie tuningowania układów wydechowych. Co na to Konfederacja?
Są już chyba odpowiednie przepisy, które regulują głośność. Służby mają też instrumenty, którymi mogą tę głośność kontrolować. Przecież jest coś takiego jak homologacja samochodu. Jeżeli dane auto nie spełnia wymagań homologacyjnych, to jasne, że trzeba to w jakiś sposób regulować, piętnować i karać, jeżeli ktoś tych wymagań nie spełnia.
Mnie też denerwuje, kiedy siedzę w restauracji przy stoliku, w ogródku, i słyszę łomot z tych samochodów. Absolutnie to też nie jest miejsce do tego typu rzeczy.
Czyli w pana ocenie nie potrzeba nowych regulacji?
Przede wszystkim potrzeba egzekwowania prawa. Mam wrażenie, że tego najbardziej brakuje.
Trzymając się komunikacji: deklaruje pan wprowadzenie dla krakowian biletu metropolitalnego za 99 zł. Obecnie taki bilet kosztuje 190 zł.
Tak.
Jak pan przekona marszałka, żeby Koleje Małopolskie zrezygnowały z zysku? To przecież umowa marszałka i prezydenta.
To jest szersze porozumienie, nie tylko z samym marszałkiem. To jest też porozumienie z innymi operatorami, bo chcielibyśmy włączyć innych operatorów.
Tego wymaga prezydent twardy, który będzie miał możliwość wpływania na lokalne, nawet okołokrakowskie firmy, które będą chciały świadczyć usługi. Jesteśmy za tym, żeby nie były to tylko podmioty państwowe. Jeżeli trafi się firma, która będzie chciała świadczyć usługi może nie na terenie Krakowa, ale podmiejskie, w ramach tego jednego biletu, to zapraszamy. To kwestia dyskusji. Trzeba usiąść, wszystko przeliczyć i jest to do zrobienia.
Nie pytał pan jeszcze marszałka Smółki, czy spółka Koleje Małopolskie zrezygnuje z zysków? Krakowianie płaciliby tyle, ile obecnie za bilet sieciowy, tyle że mieliby też kolej metropolitalną.
Wierzę, że jest to do zrobienia. Jeżeli może to zrobić Warszawa, jeżeli mogą to zrobić inne miasta, transport może być naprawdę tani, przystępny i konkurencyjny dla samochodów.
Chodzi o to, żeby stworzyć system, który będzie naprawdę konkurencją dla samochodów. Nie będzie zmuszania kierowców, żeby się przesiadali, ale niech to będzie konkurencja, niech to będzie coś, co kierowcy docenią. Powiedzą: „Tak, to jest ten moment, w którym opłaca mi się przesiąść z samochodu do komunikacji zbiorowej”.
To jest ten moment, kiedy dojeżdżając pociągiem ze Skawiny, wiem, że czeka na mnie tramwaj o 7.57 tu i tu i dojadę nim tu i tu. Chodzi o to, żeby wszystko zintegrować. Jeżeli stworzymy naprawdę konkurencyjny, tani system poruszania się po mieście, wierzę, że kierowcy z niego skorzystają.
Ale mówi pan oczywiście o mieszkańcach Krakowa, bo mieszkańcy metropolii mają atrakcyjny cenowo bilet metropolitalny, a krakowianie nie.
Krakowianie nie mają, tak.
Muszą zapłacić około 100 zł więcej.
Strefa pierwsza, druga. Tak, to nie jest atrakcyjne, to nie jest zsynchronizowane.
W tym momencie mamy przecież remont linii tramwajowej do krakowskich Bronowic. Wiemy, że jeździ tam pociąg, można dojechać do Bronowic również koleją. Jest piękna stacja Kraków Bronowice. Z Dworca Centralnego jedzie dokładnie siedem minut, natomiast pociąg odjeżdża co 30–40 minut. Tak nie wygląda poważny transport miejski.
Ale jest komunikacja zastępcza.
Jest, ale to też są autobusy.
A jaki to numer? Pamięta pan?
Nie, nie pamiętam.
704. Bardzo często jeżdżą.
Ja rozumiem, ale ile jedzie autobus?
Autobus zastępczy?
Tak.
Z dziesięć minut może jechać.
Dziesięć minut. Z Dworca Głównego siedem minut jest, myślę, dużo większą przewagą.
Jeszcze z 708 można skorzystać. Jest to w miarę rozwiązane.
Ja rozumiem, ale jeżeli chcemy transport drogowy w jakiś sposób przenosić na kolej, co bardziej nam się będzie opłacało, jeśli chodzi o korki, to lepiej korzystać z kolei.
Jedna z pana konkurentek, konkretnie posłanka Daria Gosek-Popiołek, informuje, że rząd przyjmie autopoprawkę do projektu o najmie krótkoterminowym. Wspólnoty i samorządy decydowałyby o tworzeniu stref bez Airbnb. Czy jako prezydent byłby pan za tworzeniem takich stref?
Jako prezydent jestem bardzo mocno za tym, żeby oddać szereg kompetencji w ręce samorządu. Tak, zgadzam się.
Ale czy wspólnoty są samorządem? Czy spółdzielnie są samorządem? Mam wrażenie, że nie. Przekazanie kompetencji w ręce wspólnot czy spółdzielni jest w tym przypadku pewnego rodzaju wylaniem dziecka z kąpielą.
Jestem święcie przekonany, że jeżeli damy wspólnotom możliwość decydowania o tym, czy funkcja Airbnb może być wykonywana w danej wspólnocie czy spółdzielni, to za chwilę będziemy mieli taki kłopot, że nigdzie nie będzie najmu krótkoterminowego, że zostanie on totalnie wycięty, a skorzysta na tym tylko lobby hotelarskie.
A gdyby wspólnoty miały rolę opiniotwórczą, a decyzje podejmowałby samorząd?
To już inna kwestia. Natomiast w tej ustawie jest wyraźnie napisane, że wspólnoty mają prawo decydowania. Jestem święcie przekonany, że wspólnota zawsze powie: „Nie, tutaj tego nie chcemy”.
Możemy takie rozwiązanie wprowadzić na przykład w odniesieniu do nowych inwestycji. O nowych inwestycjach mógłbym rozmawiać. Do inwestycji, które już istnieją i w których już coś się dzieje, podchodziłbym troszeczkę inaczej.
Czyli samorząd, nie wspólnoty?
Samorząd jak najbardziej. Są różne instrumenty. Rejestr bardzo mi się podoba.
Podoba mi się też to, że jeżeli ktoś będzie chciał prowadzić mieszkanie wynajmowane krótkoterminowo, wówczas musi stworzyć na przykład całodobową infolinię dla mieszkańców, którzy są obok zameldowani. Można do niego zadzwonić, a on ma obowiązek szybkiego zareagowania. Kilka takich zgłoszeń – zawieszamy go w rejestrze. Przez jakiś czas nie może świadczyć swoich usług.
Jest jeszcze kwestia opłaty turystycznej, ale zostawmy ją na kolejną rozmowę. Premier Tusk mówił niedawno w Krakowie, że w stu procentach miałaby wpływać do kasy miasta. Na koniec jeszcze jedno pytanie. Zakopane odmówiło transkrypcji małżeństwa osób tej samej płci zawartego za granicą. Czy Kraków z prezydentem z Konfederacji również nie dokonywałby transkrypcji takich małżeństw?
Oczywiście, że nie. Jesteśmy konstytucjonalistami, jesteśmy legalistami, więc jak najbardziej przestrzegalibyśmy prawa. Małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny i tutaj w tym zakresie niewiele się zmieni. Przestrzegamy konstytucji.
Ale jest jeszcze decyzja TSUE. Pamiętajmy.
A jeżeli decyzja TSUE byłaby taka, że trzeba dokonywać takiej transkrypcji? Ja już to powiedziałem kiedyś którejś redakcji. Masa imigrantów przyjechała do Niemiec. Przyjeżdżają tam małżeństwa, w których osiemnastolatek żeni się z trzynastolatką. Czy również mamy to uznawać za małżeństwo, bo TSUE tak powiedział?
Trzymamy się jednak pewnych standardów europejskich.
Mamy granice prawa i się ich trzymajmy.
Powiedzmy sobie: europejskich.
Są takie małżeństwa w Niemczech. Przyjeżdżały takie małżeństwa i urząd niemiecki musiał je akceptować.