Dzisiaj w sprawie Stowarzyszenia Rozwój Plus Mateusz Morawiecki ma rozmowę z Jarosławem Kaczyńskim, który grozi, że funkcjonowanie stowarzyszenia dla jego członków oznacza nieobecność na listach wyborczych Prawa i Sprawiedliwości. Mam jednak przeczucie, że panią ucieszyłoby usamodzielnienie się tego podmiotu, jakim jest Stowarzyszenie Rozwój Plus?
- Co do tej groźby, nie słyszałam, żeby tak była wyartykułowana. Mamy 1,5 roku do wyborów. Moja obecność na listach PiS – nigdy nie byłam członkiem żadnej partii – świadczy o tym, że listy nie są monolitem partyjnym. Zawsze była tam przestrzeń dla osób z ideą, które chcą zmieniać rzeczywistość, na której się znają. Byłam nawet w rządzie.
Premiera Morawieckiego.
- Tak. Nigdy nikt ode mnie nie wymagał bycia w PiS, ani deklaracji, że nie będę mogła swojej aktywności realizować nigdzie poza partią. Całe moje życie to praca w stowarzyszeniach. Ludzie muszą mieć strukturę, dogadywać się z innymi, żeby coś zmieniać.
Ale jeśli nie zdobędzie mocnej podmiotowości albo wprost nie wyjdzie z Prawa i Sprawiedliwości, no to będzie wprost utożsamiane z Prawem i Sprawiedliwością.
- Nie ma planów, że stowarzyszenie ma wychodzić z PiS. Mówimy tu o klubie. W stowarzyszeniu są też samorządowcy, inne osoby. Tam jest przestrzeń dla osób, które nie chcą być w partii, ale zmieniać Polskę, przyłączyć się do pomysłów Mateusza Morawieckiego i kontynuacji tego, co on już zaczął, gdy rządził. To rozszerzenie, nie dzielenie.
Jak wzmocni tę groźbę? Pani mówi, że te słowa nie padły wprost, jak tutaj je przywołałem. Jeśli tę groźbę wzmocni prezes Kaczyński, będzie funkcjonować stowarzyszenie, no to nie ma państwa na listach Prawa i Sprawiedliwości. Co wówczas?
- Naszym celem jest przekonanie prezesa Kaczyńskiego, że jak chodzi o zmianę tego złego rządu, to stowarzyszenie poprawi notowania, pokaże przestrzeń dla innych. Rok temu prezes zachęcał do tworzenia innych podmiotów w ramach PiS. Są zresztą takie. W 2015 roku, gdy PiS wygrało wybory, i później, nie był to monolit. Wtedy były najsilniejsze notowania.
Solidarna Polska… Ale to były różne podmioty polityczne. Tu mamy stowarzyszenie.
- Jeszcze było Porozumienie Jarosława Gowina, były stowarzyszenia, które wspierały. Teraz też tak jest. Jest OdNowa, jest stowarzyszenie premier Beaty Szydło.
Stowarzyszenie OdNowa, do którego należy Andrzej Gut-Mostowy nie wywołuje żadnych kontrowersji. Tutaj, jak mówimy o Stowarzyszeniu Mateusza Morawieckiego, o czterdziestu posłach, czterdziestu politykach, spór widzimy olbrzymi. Po tym, jak prezes postraszył czy członkowie stowarzyszenia pomału z niego chcą się wycofywać? Są takie osoby?
- Nie. Nie ma takiej tendencji. Wręcz przeciwnie. Zgłasza się dużo innych osób, także polityków z różnych opcji politycznych. Popatrzmy na stowarzyszenie związane z budową CPK. Ono przyciąga wielu zwolenników. To zmiana paradygmatu. Cieszę się. Walczę, żeby udział w czynnej polityce nie był uzależniony od bycia w partii. To przestrzeń dla ludzi pragnących zmiany. Ja jestem tego przykładem. Cieszę się z takich podmiotów. Inne stowarzyszenia wywoływały mniej kontrowersji? Dobrze. O nas się mówi.
Powiedziała pani, że funkcjonowaniem w stowarzyszeniach są też zainteresowani politycy innych partii. Jak zapytałem w zeszłym tygodniu Ireneusza Rasia z PSL-u o współpracę ze stowarzyszeniem, no to usłyszałem to, że Ireneusz Rasia wskazał przykład TISZY, jako zwycięskiego bloku centro-prawicowego. Czy z Ludowcami państwo rozmawiają? Była słynna konferencja z udziałem Mateusza Morawieckiego i Władysława Kosiniaka-Kamysza. Tam padły różne słowa, które sugerowałyby taką współpracę.
- O ile wiem, poseł Raś także założył stowarzyszenie w ramach klubu PSL, rozwija go. To nie budzi kontrowersji. Ta formuła nie jest nowością. Popatrzmy na opcję rządzącą – 11 partii. Oni tworzą rząd, chociaż ich programy, cele i poglądy są różne. Oni wykorzystują to potem, mówiąc, że my chcieliśmy, ale to oni nie chcieli, ale razem rządzą.
Dwie sprawy związane ze stowarzyszeniem. Czy będzie rozwijać struktury lokalne?
- Statut przewiduje taka formułę, ale teraz to faza rejestracji. To członkowie-założyciele. Poczekamy na decyzję sądu, zobaczymy, jak dużo będzie ludzi z regionów, którzy się będą chcieli przyłączyć w takiej formule. Wtedy będą decyzje zarządu stowarzyszenia.
Druga sprawa, która pojawia się od zeszłego tygodnia w tej medialnej dyskusji, dotyczy tego, że Stowarzyszenie Rozwój Plus, Mateusz Morawiecki z politykami miałby wyjść, potem zdobyć część wyborców, również partnerów politycznych, a następnie wrócić do Prawa i Sprawiedliwości. Innymi słowy, taka ustawka.
- Teorii wiele słyszałam. W polityce wszystko jest możliwe, ale nie ma takich planów i nie było. Z tego co mówił premier Morawiecki, nie ma planów wychodzenia z klubu PiS. Chcemy walczyć, żeby ta formuła się przyjęła w naszych strukturach. Chcemy przekonywać do naszych propozycji resztę ugrupowania, pokazywać to publicznie. Chcemy budować jeden front, poszerzać elektorat i tworzyć przestrzeń dla tych, którzy dobrze się czują po prawej stronie, ale partie polityczne nie są dla nich wygodne.
Dziś rozpoczyna się czarny tydzień - protest w szpitalach powiatowych z uwagi na te same problemy od lat, dotyczące finansowania. Co pani zrobiłaby z zarobkami specjalistów? Protestujący wskazują, że są przypadki, że ich wynagrodzenia to jest 97% wpływu, jaki ma taka placówka.
- Tak. Jak chodzi o ochronę zdrowia, mamy wielki dramat. To nie tylko szpitale powiatowe, ale też ograniczenia w badaniach, zamykanie porodówek. Czują to pacjenci. Dostają telefony, zabiegi i badania są przekładane nawet na następne lata. Mamy wielki kryzys. Nie wiem, czy to dobry kierunek skupiania się, że zarobki w ochronie zdrowia niszczą system. Zawsze dążyliśmy do tego. Było wiele protestów. Ludzie powinni godnie zarabiać. Czy powinni łączyć pracę w prywatnych i publicznych placówkach...?
Był taki pomysł Prawa i Sprawiedliwości, żeby to rozdzielić.
- Tak. Są pomysły na reformę ochrony zdrowia, ale nie ma czarodziejskiej różdżki. To mówiła minister Leszczyna, druga minister już nic nie robi.
Konsolidacja. Ponad miliard złotych na konsolidację ma iść.
- Niektórzy mówią, że wracamy do kierunku przed 2015 rokiem, że ochrona zdrowia ma się prywatyzować. Najpierw trudna sytuacja, zamykanie szpitali, zrywanie kontraktów i potem słowa – „musimy prywatyzować”. Po tamtej reformie wiemy, że to nie poprawia sytuacji pacjentów. To nie jest dobry kierunek.
Konsolidacja to nie prywatyzacja.
- Słowa można używać, jak się chce. My widzimy, że ta tendencja… Zaraz będą firmy prywatne, które pokażą szpitalom drogę do wyjścia z długów, ale ta droga to prywatyzacja. Są takie przykłady w Małopolsce. Ten kierunek będzie lansowany. Jeden poseł niedawno powiedział o tym. Znowu chce się zarabiać na tym, że doprowadzi się to do ściany i ludzie przyzwolą na to, co może się stać w służbie zdrowia.
Tak czy inaczej, ile pieniędzy byśmy do tego worka wsypali, zawsze będzie za mało, jeśli chodzi o funkcjonowanie.
- Będzie za mało, ale takiej sytuacji przez ostatnie lata nie było, żeby nie płacić za to, co wykonali. Trzeba wiele reform, ale ratujemy ludzkie życie. Nie może być takiej sytuacji, do której w 2 lata doprowadził ten rząd.