Inicjatywa przeprowadzenia referendum pojawiła się po tym, jak w projekcie planu ogólnego wpisano możliwość przeznaczenia terenów podtarnowskiej gminy Lisia Góra pod panele słoneczne. Stało się tak mimo wcześniejszych protestów przeciwko tego typu inwestycjom i wycofania się z planowanej farmy fotowoltaicznej w Łukowej.
Wójt Arkadiusz Mikuła nie widzi jednak nic złego w tym, że w projekcie znalazła się taka możliwość, podobnie jak w sąsiednich gminach. Po protestach mieszkańców i złożeniu 1700 uwag do projektu planu ogólnego ostatecznie wykreślono jednak z niego, jako funkcję dodatkową, możliwość budowy farm fotowoltaicznych.
Mikuła w rozmowie z Radiem Kraków przekonuje, że gmina nie próbowała za wszelką cenę doprowadzić do realizacji takich inwestycji. Jak podkreśla, procedura tworzenia planu ogólnego przebiegała zgodnie z prawem i przyjętymi zasadami.
„Na tym właśnie polegają konsultacje społeczne. Projekt planu ogólnego został przedstawiony mieszkańcom, a później, w drodze konsultacji, po 1700 wnioskach, wspólnie z Radą Gminy przychyliliśmy się do wycofania OZE z planu ogólnego. Więc tutaj jest pierwszy dowód na to, jak mieszkańcy zostali zmanipulowani. Ten zapis umożliwiałby właścicielowi działki realizację takiej inwestycji, ale nie zmuszałby go do tego. Po drugie, była duża grupa mieszkańców, którzy chcieliby takiej możliwości. Po trzecie, w kilku ościennych gminach przyjęto i zaakceptowano takie zapisy. Więc prawda jest taka, że nie jest to wcale ogólnie przyjęty trend, że mieszkańcy nie chcą takich inwestycji. Moim zdaniem właściciele nieruchomości mają prawo do decydowania o swojej własności. Natomiast wsłuchując się w głos mieszkańców, taki zapis na terenie gminy Lisia Góra został wykreślony” – przekonuje wójt gminy Lisia Góra Arkadiusz Mikuła.
Wójt dodaje, że po zebraniach sołeckich i przedstawionych przez niego wyjaśnieniach w wielu kwestiach „bardzo wiele telefonów pojawiło się w naszym urzędzie z pytaniem, czy mieszkańcy mogą wycofać podpisy pod referendum, ponieważ zostali zmanipulowani i okłamani. Natomiast tych podpisów już nie można było wycofać”.
Pełnomocnik inicjatywy referendalnej Łukasz Kusior podkreśla, że nie ma informacji o takich przypadkach. Przekonuje jednocześnie, że osoby zbierające podpisy dokładnie informowały, czego dotyczy inicjatywa, i wręczały mieszkańcom ulotki.
„Więc nie ma takiej sytuacji, żeby ktoś nie wiedział, pod czym się podpisuje”.
Na słowa wójta dotyczące przeprowadzanych konsultacji społecznych inicjatorzy referendum przywołują spotkanie sołeckie w Pawęzowie. Podczas niego wójt wspominał o trudnej sytuacji jednego z mieszkańców, którą miała wykorzystać jego sąsiadka – tak wynikało z kontekstu wypowiedzi Arkadiusza Mikuły.
Wywołana do tablicy kobieta chciała się do tych słów odnieść, ale nie umożliwiono jej zabrania głosu. Teraz wójt Mikuła tłumaczy, że prowadzący zebranie sołtys nie dopuścił jej do głosu, ponieważ nie była mieszkanką Pawęzowa i powinna przyjść na podobne zebranie w swojej miejscowości. Tam – jak przekonuje wójt – na pewno mogłaby się wypowiedzieć.
Wójt Mikuła: co po referendum?
Arkadiusz Mikuła w oświadczeniu opublikowanym po ogłoszeniu daty referendum napisał: „Do dziś nie usłyszałem również jasnej odpowiedzi, co właściwie ma wydarzyć się dzień po referendum i jaka jest realna propozycja jego inicjatorów dla Gminy Lisia Góra. Mieszkańcy mają prawo znać nie tylko listę zarzutów, ale również cel całej tej akcji i jej konsekwencje dla gminy”.
Pełnomocnik inicjatywy referendalnej Łukasz Kusior przekonuje, że osoby, które uważają, iż obecna władza powinna zostać odwołana, nie czyhają na jej miejsce.
„Naszym celem jest przywrócenie możliwości wyboru kandydatów i władzy spośród mieszkańców. Nie mamy w tym momencie żadnych personalnych ambicji. Natomiast jeżeli mieszkańcy odwołają tę władzę, to jeszcze pomożemy w tym, żeby dopilnować, aby nowi kandydaci zostali wyłonieni spośród mieszkańców. Ja deklarowałem od początku, że nie będę kandydatem na wójta. Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby się to zmieniło”.
Z kolei Magdalena Lal z gminy Lisia Góra przekonuje, że „to referendum na pewno nie wzięło się z próżni”.
„Te prawie 2000 podpisów, które udało się zebrać pod wnioskiem o referendum, to nie są podpisy ludzi, którzy zostali do tego przekonani. To jest wyraz sprzeciwu i niezadowolenia z tego, jak funkcjonuje gmina, jak jest zarządzany budżet, z tego, w jaki sposób wójt i Rada Gminy odnoszą się do wniosków składanych przez ludzi. Tych spraw, z których ludzie są niezadowoleni, jest naprawdę wiele. Czego rezultatem jest właśnie to referendum. I już samo to, że dojdzie ono do skutku, jest wielkim sukcesem demokracji i tego, że ludzie budzą się, widzą, że kiedy dzieje się coś złego, mają prawo do skorzystania ze swoich demokratycznych praw”.
Tymczasem wójt gminy Lisia Góra Arkadiusz Mikuła wyjaśnia, że przez 12 lat jego rządów, dzięki nowym inwestycjom, majątek gminy powiększył się o 200 milionów złotych. Przyznaje, że korzystanie z dotacji wymaga wkładu własnego, stąd zwiększenie kredytu z 11 do 54 milionów złotych, ale przekonuje, że podtarnowską gminę na to stać.
„Nas stać na jeszcze większy kredyt. Wykorzystaliśmy wielką lawinę dotacji w ostatnich latach. Nie zbieramy pieniędzy na kupkę i nie czekamy, żeby wybudować centrum kultury, centrum sportu, obwodnicę Lisiej Góry, przedszkola, sale gimnastyczne. My to już mamy. Bo zainwestowaliśmy pieniądze, wykorzystaliśmy dotacje i to jest największym sukcesem” – przekonuje w rozmowie z Radiem Kraków wójt Arkadiusz Mikuła.
Do głosowania w sprawie odwołania wójta i Rady Gminy Lisia Góra dojdzie w niedzielę, 22 listopada. Do odwołania Rady Gminy potrzeba ponad 1900 głosów, a wójta – 3200.
Inicjatorzy referendum zebrali 1933 podpisy. Tarnowska delegatura Krajowego Biura Wyborczego zweryfikowała 1600 prawidłowych podpisów. Na tym zakończono dalsze liczenie, ponieważ była to minimalna liczba wymagana do przeprowadzenia referendum w gminie Lisia Góra.