Może i tą bronią o zasięgu międzykontynentalnym, która trafia prosto w nasze głowy. Wyobraźmy sobie plakaty propagandowe z czasów I czy II wojny światowej. Te wszystkie wizerunki wroga z rogami, z wielkimi uszami albo w stroju błazna. Memy to dokładnie to samo, tylko zaktualizowane do realiów smartfonów i podane w ułamku sekundy.
Mechanizm jest sprytny. Humor działa jak wytrych, który wyłącza w naszym mózgu bezpieczniki krytycznego myślenia. Kiedy coś nas bawi, nie analizujemy, czy to jest prawda. Po prostu się śmiejemy. Im częściej dany obrazek mignie nam na ekranie, tym bardziej nasz umysł zaczyna go traktować jako fakt. Pod przykrywką żartu da się przemycić najbardziej skrajne narracje. Machina propagandowa doskonale o tym wie.
Fabryki troli nie piszą nudnych manifestów, one wypuszczają memy. Mieliśmy sfabrykowaną okładkę magazynu Time, gdzie Wołodymirowi Zeleńskiemu dorysowano diabelskie rogi, czy zmanipulowane zdjęcia, na których prezydent Ukrainy paraduje w gigantycznych butach klauna.
Z kolei propaganda irańska poszła w animacje z plastikowymi ludzikami przypominającymi klocki Lego. W jednej Donald Trump ucieka przed Jeffreyem Epsteinem, w innej wystylizowany na bohatera bajki dla dzieci dryfuje samotnie na tratwie i błaga o odblokowanie ciśnieny Ormuz. Brzmi absurdalnie, ale działa na emocje i zostawia w głowie trwałe skojarzenia.
Czy da się z tym walczyć? Zbanować twórców żartów w sieci raczej nie zdołamy, chyba że wprost nawołują do przemocy. Ale można i trzeba polować na farmę botów - armię fałszywych profili, które sztucznie pompują popularność takich grafik, aby algorytmy pchały je nam przed oczy.
Co ciekawe, na memy coraz częściej odpowiada się memami, czyli to takie zwalczanie plotki humorem, stosowane m.in. przez Ukrainę czy Tajwan. Mamy też słynny internetowy ruch założony przez Polaka Kamila Drzewskiego, gdzie armia internautów z awatarami psów bezlitośnie wyśmiewa kremlowskie kłamstwa.
Dlatego następnym razem, gdy na ekranie rozbawi was złośliwy mem uderzający w konkretną postać czy państwo, zróbcie sekundę pauzy. Zadajmy sobie pytanie, czy to tylko niewinny żart internauty, czy może ktoś właśnie próbuje nam z uśmiechem na ustach sformatować twardy dysk w głowie. Śmiejmy się, ale z włączonym myśleniem.