O świcie coś wyrywa mnie ze snu. To monolog młodej dziewczyny, bełkotliwy, pijacki. Wrzeszczy do telefonu, robiąc komuś awanturę. Jest po 4 rano. Zasnąć w takim hałasie nie sposób, więc sięgam po książkę. Dziewczyna wrzeszczy nadal. Mija godzina. Dziewczyna wrzeszczy, używając słów powszechnie uważanych za obelżywe, przechadzając się po podwórku otoczonym z czterech stron domami. Głos odbija się od ścian.
Do dziewczyny dołącza chłopak, zapewne telefoniczny rozmówca. Siadają na ławce, ona już nie wrzeszczy, ale opowiada coś podniesionym głosem, on milczy, albo odpowiada szeptem. Mija 6 rano. Gdzieś zaczyna płakać, wyrwane ze snu dziecko, ktoś wychyla się przez okno i stanowczo żąda ciszy. Dziewczyna rzuca wiązankę, jakiej nie powstydziłby się najgorszy lump. Zwracający uwagę, zaczyna straszyć policją.
Para przenosi się pod moje okno i kontynuuje rozmowę nieco ciszej, ale i tak słyszę każde słowo. Wychodzę na balkon, żeby zobaczyć jak wygląda owa bluzgająca osóbka - skromna, czarna sukienka, rogowe okularki, buzia panienki z dobrego domu. Już dawno cokolwiek przestało mnie dziwić.
Na sen nie ma najmniejszych szans, więc zabieram się do gotowania obiadu, Mija 7 - chłopak otwiera samochód, panienka układa się na tylnym siedzeniu na zasłużony odpoczynek. Wokół leżą puste butelki po piwie. Chłopak odchodzi zostawiając ją, ale zapomina wyłączyć alarm, który wyje kilka razy. Nie budzi to strudzonej panienki.
I kolejna sprawa. Na mały parking wjeżdża samochód - kierowca parkuje na ukos, zajmując 3 miejsca. Ważne, że on stanął, ci którzy przyjadą po nim, niech się martwią.
Spieszę się, mam wyliczony czas, żeby załatwić ważną sprawę. Okazuje się jednak, ze z prawej i lewej strony mojego samochodu inne zaparkowały tak blisko, że nie jestem w stanie otworzyć ani jednych, ani drugich drzwi. Wchodzę przez bagażnik i odjeżdżam, starając się nie myśleć, jak musiałam idiotycznie wyglądać.
Wszystkie, opisane przeze mnie historie, nie musiały się zdarzyć, gdyby nie zapomniano o - znanej w większości religii - złotej regule etycznej. Jest też zawarta w polskim przysłowiu: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe i jego angielskim odpowiedniku: do as you would be done by...