Najważniejsza i najbardziej wyczekiwana droga rowerowa to połączenie centrum miasta z południowym Krakowem - czyli ścieżka od ronda Matecznego w stronę ulicy Wielickiej. „Czekamy na to od dwóch czy trzech lat. Po chodniku nie można, po jezdni – kierowcy jeżdżą tu zbyt szybko” - mówią krakowscy rowerzyści. Inwestycja utknęła z powodu wątpliwości co do własności działek. „Prace nie mogą być prowadzone. W ciągu najbliższych dwóch, trzech tygodni być może coś się w tej kwestii wyjaśni” - ocenia Magdalena Wasiak z Zarządu Dróg Miasta Krakowa.
Utknęły także mniejsze inwestycje. Tak jak brakujący fragment ścieżki rowerowej wzdłuż Wisły prowadzącej do Tyńca. „W pewnym momencie droga rowerowa na wale wychodzi na ul. Tyniecką, która jest dość ruchliwa. To jest niekomfortowe dla rowerzystów, ale i dla kierowców” - tłumaczy Marcin Dumnicki ze stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów. „To tylko 300 metrów szczęścia dla tysięcy rowerzystów w Krakowie. Ta ścieżka powinna powstać już dawno temu” - dodaje wiceprzewodniczący Rady Miasta Krakowa - Rafał Komarewicz, który interweniował w tej sprawie u prezydenta Krakowa.
Zarząd Dróg Miasta Krakowa zapewnia: nie zapomnieliśmy o tej inwestycji. „Staraliśmy się dość długo u Wód Polskich. Wreszcie to mamy. Teraz trwają prace projektowe” - wyjaśnia Magdalena Wasiak.
W mieście trwa też budowa innych ścieżek rowerowych – to m.in. trasa rowerowa z Bronowic (w ciągu ul. Bronowickiej, Podchorążych i Królewskiej), 4-kilometrowa droga wzdłuż ul. Armii Krajowej i Jasnogórskiej do granic miasta oraz 8-kilometrowy odcinek przy przebudowie ul. Igołomskiej.
Marcin Dumnicki przyznaje, że część zeszłorocznych obietnic została zrealizowana. „Jest odcinek wzdłuż ul. Opolskiej, żenująco zbudowany, raczej do poprawki w przyszłości. Zbudowano też odcinek na os. Piastów, on też jest zdecydowanie do poprawki” - mówi aktywista.
Urzędnicy nie podają konkretnych terminów oddania planowanych inwestycji. Tak jak w przypadku trasy pomiędzy ul. Lea i Mazowiecką na krakowskiej Krowodrzy. Droga nie powstała, ponieważ jedyny wykonawca, który się zgłosił zażądał pół miliona złotych więcej, niż oferowało miasto.
(Katarzyna Maciejczyk/ew)