Według sondażu exit poll Ipsos dla TVP, TVN i Polsatu Łukasz Gibała zdobył 61 proc. głosów, a Monika Piątkowska – 39 proc. Kandydatka popierana przez Koalicję Obywatelską i PSL podziękowała mieszkańcom za udział w wyborach i przyznała, że od początku zdawała sobie sprawę z trudności, jakie czekają ją podczas kampanii.
Miałam pełną świadomość, że przede mną, moim zespołem i strukturami Koalicji Obywatelskiej bardzo ciężka praca, żeby zapracować na zaufanie mieszkańców naszego miasta
- powiedziała.
Jej zdaniem wynik wyborów pokazuje, że Koalicja Obywatelska musi intensywniej pracować i częściej rozmawiać z krakowianami.
– Mam siłę, mam determinację, mam wolę pracy i walki o lepszy Kraków – zapewniła.
Pytana, czy uda się odbudować zaufanie do KO, odpowiedziała, że wierzy w skuteczność konsekwentnej, uczciwej i transparentnej pracy.
Czy wystartuje za dwa lata? „Rola jest rzeczą drugorzędną”
Piątkowska nie odpowiedziała wprost na pytanie o ewentualny start w kolejnych wyborach samorządowych.
– Jestem z Krakowa, będę pracowała dla Krakowa. Rola jest rzeczą drugorzędną. W jakiej roli będę pracowała? Zobaczymy – powiedziała.
Podkreśliła, że pozostaje w Koalicji Obywatelskiej i zamierza kontynuować działalność jako senatorka. Zapowiedziała również współpracę z krakowskimi parlamentarzystami, radnymi i środowiskami zainteresowanymi sprawami miasta.
Piątkowska pogratulowała Łukaszowi Gibale sondażowego zwycięstwa, ale zapowiedziała, że będzie przyglądać się realizacji jego wyborczych obietnic.
– Powiedział wielokrotnie, że Kraków powinien być dla mieszkańców. Zgadzam się z tym. Uważam, że był i nadal powinien być – stwierdziła.
Jak zaznaczyła, kontrolowanie działań władz miasta jest również zadaniem parlamentarzystów związanych z Krakowem.
Nie wykluczyła współpracy z nowymi władzami miasta, pod warunkiem że będą – jak powiedziała – rzetelnie pracować na rzecz Krakowa.
Zarzuty dotyczące kampanii. „Do tego tematu jeszcze wrócimy”
Piątkowska krytycznie odniosła się także do przebiegu drugiej tury kampanii. Wyraziła żal, że nie doszło do bezpośredniej debaty między kandydatami, a ich spór przeniósł się na salę sądową.
– Była fala hejtu olbrzymia w drugiej turze. Były samochody, które za nami jeździły, były drony, które za nami latały, był włam na osiedle, gdzie mieszka mój syn – mówiła.
Senatorka oceniła, że takie działania są dla niej nieakceptowalne w kampanii wyborczej i życiu publicznym. Nie wskazała w tej wypowiedzi osób odpowiedzialnych za opisywane zdarzenia.
– Nie chcę dzisiaj o tym mówić, bo dzisiaj jest inny dzień. Natomiast zapewniam państwa, że do tego tematu jeszcze wrócimy i będziemy o nim nie tylko rozmawiać – zapowiedziała.