Drewniane ptaszki, gliniane naczynia, kilimy, makatki i lalki w strojach regionalnych. Dla wielu osób Cepelia to przede wszystkim wspomnienie sklepów, do których zaglądało się w poszukiwaniu prezentów albo po prostu po to, by obejrzeć kolorowe przedmioty. Jej historia jest jednak znacznie bogatsza. Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego wspierała twórców, prowadziła badania, eksperymentowała z materiałami i wpływała na to, jak wyglądały polskie mieszkania. O tym, co kryje się za dobrze znanym skrótem, opowiadali w audycji „Przed Horyzontem” Radia Kraków kuratorzy wystawy „Obywatelka Cepelia” w Muzeum Narodowym w Krakowie: dr Anna Wiszniewska i prof. Piotr Korduba.
Wizyta w sklepie Cepelii nie zawsze kończyła się zakupem. Czasem wystarczyło oglądanie. Wizyta była okazją, by podziwiać rękodzieło, nawet jeśli domowy budżet nie pozwalał na większe zakupy.
Cepelia oferowała jednak nie tylko dekoracje. Można tam było kupić skórzaną portmonetkę, gliniany wazon, przedmioty użytkowe, pamiątki, a także kosztowne kilimy i unikatową ceramikę. Rozpiętość cenowa była duża, dlatego oferta trafiała do odbiorców o różnych możliwościach finansowych. W pewnym okresie sieć obejmowała ponad 300 sklepów, a także kioski i sezonowe stoiska. Placówki miały działać w całym kraju, również na ziemiach zachodnich i północnych. Chodziło o to, by mieszkańcy Legnicy, Bolesławca czy Opola mogli kupić podobne wyroby jak klienci w Zakopanem, Warszawie czy Białymstoku.
Nie oznaczało to jednak, że w całym kraju rozwijała się równie silna produkcja. Spółdzielnie wytwarzające rękodzieło koncentrowały się przede wszystkim w środkowej i południowo-wschodniej Polsce, w regionach o rozpoznanych tradycjach etnograficznych.
Jak przystosować ludowość do miejskiego mieszkania?
Cepelia nie ograniczała się do sprzedaży przedmiotów wytwarzanych według dawnych wzorów. Ważną częścią jej działalności było dostosowywanie tradycyjnych technik i materiałów do potrzeb miejskich odbiorców.
Jak wyjaśniali w Przed Horyzontem kuratorzy wystawy, pomysł, by lokalne rzemiosło wykorzystać w nowoczesnym wyposażeniu wnętrz, pojawił się jeszcze przed powstaniem Cepelii. Wcześniej rozwijały go między innymi środowiska polskiej sztuki stosowanej i Warsztatów Krakowskich.
Przedmiot używany na wsi nie zawsze nadawał się bowiem do miejskiego mieszkania w niezmienionej formie. Prof. Piotr Korduba przywołał przykład dawnej derki końskiej, którą trzeba było odpowiednio przerobić, aby mogła służyć jako kapa lub zasłona. Nie chodziło o to, by urządzać mieszkania na wzór skansenów. Projektanci szukali nowych zastosowań dla tradycyjnych materiałów i tworzyli przedmioty, w których ludowe inspiracje łączyły się z nowoczesnym wzornictwem.
Dobrym przykładem są meble inspirowane prostymi, tradycyjnymi konstrukcjami. Na wystawie można zobaczyć między innymi reinterpretacje zydla, czyli drewnianego stołka. Zachowując podstawową ideę dawnego mebla, projektanci nadawali mu nową, uproszczoną, modernistyczną formę.
Podobnie było z drewnianymi ptaszkami, konikami czy rzeźbami ludowymi. W miejskich mieszkaniach, często wyposażonych w meblościanki, stawały się ozdobami i kontrapunktem dla nowoczesnego wystroju. Szczególnie w latach 70. rzeźba ludowa cieszyła się dużą popularnością i była chętnie kolekcjonowana.
Trzy komisje i wysokie wymagania
Żeby rękodzieło trafiło na półki Cepelii, musiało spełnić określone wymagania. Działały tam trzy komisje: artystyczna, etnograficzna oraz komisja branży pamiątkarskiej. W ich pracach uczestniczyli również handlowcy i przedstawiciele artystów.
Oceniano estetykę, jakość wykonania, a także to, czy dany przedmiot odpowiada przyjętej koncepcji ludowości i potrzebom odbiorców. Nie każdy wyrób przechodził tę selekcję. Zdarzało się, że rzemieślnicy musieli poprawić swoje prace, a niektóre przedmioty w ogóle nie trafiały do sprzedaży. Cepelia miała również rozbudowane zaplecze badawcze. Prowadzono badania etnograficzne, materiałowe i technologiczne, a także eksperymenty związane z przygotowaniem surowców i produkcją.
Jednym ze specjalistów związanych z tą działalnością był Władysław Wołkowski, wybitny projektant znany przede wszystkim z pracy z wikliną. Jego zainteresowania obejmowały nie tylko projektowanie, lecz także przygotowanie materiału i zagadnienia związane z jego uprawą.
To właśnie ten wymiar działalności Cepelii pozostaje mniej znany. Dla większości klientów była ona przede wszystkim siecią sklepów. Za ich ofertą stała jednak praca specjalistów, projektantów, etnografów i rzemieślników.
Wystawa "Obywatelka Cepelia" w MNK w obiektywie Marka Lasyka
crop_free
1
/ 26
Praca chałupnicza dawała kobietom zarobek
Cepelia miała także istotny wymiar społeczny. Wiele należących do niej spółdzielni opierało produkcję na pracy chałupniczej. W domach powstawały hafty, tkaniny, sztuczne kwiaty, biżuteria i rozmaite drobne wyroby.
Jak opowiadała dr Anna Wiszniewska, były to przede wszystkim kobiety. Część z nich pracowała w zakładach spółdzielczych, ale po wyjściu za mąż i urodzeniu dziecka przechodziła na pracę w domu. Dzięki temu mogły łączyć obowiązki rodzinne z zarabianiem pieniędzy.
Ta możliwość miała znaczenie nie tylko dla domowego budżetu. Własny dochód dawał kobietom większą niezależność i wpływał na ich pozycję w rodzinie. Cepelia była więc nie tylko systemem dystrybucji rękodzieła. Tworzyła również warunki, w których tradycyjne umiejętności mogły stać się źródłem utrzymania.
Twórca ludowy przestawał być anonimowy
Działalność Cepelii zmieniła również sposób postrzegania samych twórców. Jak podkreślał w Radiu Kraków prof. Piotr Korduba, wcześniej wiele przedmiotów sprzedawano na jarmarkach bez informacji o ich autorach. W Cepelii wyroby otrzymywały metki z imieniem i nazwiskiem twórcy, czasem także z datą wykonania i nazwą regionu.
Dziś może się to wydawać oczywiste, ale wówczas miało duże znaczenie. Rzemieślnik stawał się rozpoznawalnym autorem, a jego praca zyskiwała status twórczości, którą można było świadomie kolekcjonować i doceniać.
Cepelia organizowała również wystawy i targi, a twórcy mogli prezentować swoje prace podczas licznych konkursów. Antropolożka Ewa Klekot szacowała, że w latach 70. odbywało się około 200 konkursów poświęconych sztuce ludowej rocznie.
Istniał też Fundusz Rozwoju Wytwórczości Ludowej. Dzięki niemu twórcy mogli uzyskać środki między innymi na remont pracowni czy zakup nowego pieca. Dla osób utrzymujących się z rękodzieła takie wsparcie mogło decydować o możliwości dalszej pracy.
Nic dziwnego, że do dziś artyści i rzemieślnicy ludowi wspominają Cepelię z sentymentem. W ich pamięci pozostaje instytucją, która zapewniała zbyt, wspierała rozwój umiejętności i pozwalała utrzymać się z własnej pracy.
Dlaczego nie da się odtworzyć dawnej Cepelii?
Czy podobny system można byłoby stworzyć dzisiaj? Kuratorzy wystawy nie mają wątpliwości, że byłoby to bardzo trudne.
Cepelia funkcjonowała w warunkach gospodarki niedoboru. Dobra materialne były trudniej dostępne, a jej pozycja jako dużego producenta i dystrybutora zapewniała jej znaczącą przewagę. Nawet jeśli nie każdy wyrób trafiał w gusta klientów, często wyróżniał się jakością i oryginalnością na tle innych dostępnych produktów.
Sytuacja zmieniła się po transformacji ustrojowej. Na polski rynek zaczęły trafiać towary z Zachodu, wykonane z nowych materiałów i utrzymane w innej kolorystyce. Tradycyjne wyroby z lnu, wełny czy drewna straciły część swojej atrakcyjności, a rozbudowana struktura Cepelii coraz trudniej odnajdywała się w gospodarce wolnorynkowej.
Do dziś pozostaje jednak pytanie o to, kto powinien wspierać rękodzielników i zapewniać im możliwość sprzedaży wyrobów. Współczesny rynek daje twórcom nowe możliwości, ale nie zastępuje automatycznie systemu, który łączył badania, edukację, kontrolę jakości, promocję i finansowe wsparcie.
„Obywatelka Cepelia” – wystawa pełna wspomnień
Wystawa w Muzeum Narodowym w Krakowie została pomyślana tak, by przypomnieć nie tylko same przedmioty, ale również sposób ich prezentowania i odbierania. Zwiedzający mogą zobaczyć aranżację nawiązującą do sklepu Cepelii, z wykorzystaniem fragmentu autentycznej lady kasowej sprowadzonej z Domu Sztuki Ludowej w Warszawie.
W ekspozycji znalazł się również regał na ceramikę inspirowany wyposażeniem dawnego sklepu Cepelii na placu Centralnym w Nowej Hucie. Kuratorzy zadbali też o prezentację metek, które pozwalają sprawdzić, jaka spółdzielnia wykonała dany przedmiot.
Jednym z ciekawszych rozwiązań jest panel dotykowy wykonany z autentycznych obiektów. Dzięki niemu można dotknąć między innymi prawdziwego kilimu czy misy. To rzadko spotykana możliwość bezpośredniego kontaktu z materiałem, który zwykle ogląda się wyłącznie zza muzealnej szyby. Wystawa pokazuje także, jak różne były przedmioty dostępne w Cepelii. Obok kosztownych kilimów i ceramiki znalazły się proste maty słomiane. Te ostatnie pełniły nie tylko funkcję dekoracyjną. Pomagały izolować ściany w domach, a ich powierzchnia stawała się miejscem przypinania rodzinnych pamiątek, obrazków religijnych, plakatów ulubionych artystów czy znaczków.
Właśnie w takich detalach historia instytucji łączy się z codziennym życiem. Przedmioty, które dziś mogą wydawać się zwyczajne, przechowują wspomnienia o dawnych mieszkaniach, rodzinnych zakupach i modzie na ludowe wzornictwo.
„Obywatelka Cepelia” przypomina, że za dobrze znanymi pamiątkami stał rozbudowany system pracy, wiedzy i współpracy. To także opowieść o próbie pogodzenia tradycyjnego rzemiosła z nowoczesnością – i o tym, jak mocno przedmioty, którymi się otaczamy, potrafią wpływać na nasze wyobrażenie o kulturze.
Radio Kraków informuje,
iż od dnia 25 maja 2018 roku wprowadza aktualizację polityki prywatności i zabezpieczeń w zakresie przetwarzania
danych osobowych. Niniejsza informacja ma na celu zapoznanie osoby korzystające z Portalu Radia Kraków oraz
słuchaczy Radia Kraków ze szczegółami stosowanych przez Radio Kraków technologii oraz z przepisami o ochronie
danych osobowych, obowiązujących od dnia 25 maja 2018 roku. Zapraszamy do zapoznania się z informacjami
zawartymi w Polityce Prywatności.