Gitara, która otwiera drzwi
Choć Dorota Pietrzyk kojarzona jest przede wszystkim ze sztukami plastycznymi, muzyka odgrywa w jej życiu szczególną rolę. Uczyła się gry na gitarze klasycznej, współpracowała z muzykami i organizatorami festiwali, a jej projekty graficzne zdobią wydawnictwa nutowe oraz okładki płyt.
To właśnie dzięki gitarze przed ponad trzydziestu laty poznała Lidię Jazgar. Obie spotkały się przy okazji festiwalu gitarowego związanego z Krynicą i postacią Czesława Droździewicza.
Najwięcej dobrych rzeczy uzyskałam dzięki gitarze. Dzięki gitarze dostałam pracę w „Presto”. Dzięki gitarze poznałam ciebie. Dzięki gitarze mam wspaniałych przyjaciół na całym świecie, z którymi utrzymuję kontakt, z którymi się spotykam – mówiła Dorota Pietrzyk.
Artystka przyznaje, że choć dziś już nie gra, wciąż pozostaje blisko muzycznego środowiska. Współpracuje z festiwalami, przygotowuje oprawę graficzną publikacji i utrzymuje kontakty z gitarzystami z różnych krajów.
Szczególne miejsce w jej wspomnieniach zajmuje Czesław Droździewicz, nauczyciel i organizator międzynarodowego festiwalu gitarowego, który – jak wspominała – podjął się tego przedsięwzięcia w czasach, gdy niewielu wierzyło w powodzenie pomysłu.
„Tracisz kontakt ze światem”. Czym jest muzyczne uniesienie?
Dorota Pietrzyk opowiedziała również, dlaczego zdecydowała się uczyć gry na instrumencie. Chciała zrozumieć, co sprawia, że muzycy potrafią ćwiczyć przez wiele godzin dziennie.
Bardzo chciałam. Poszłam do szkoły, bo musiałam się dowiedzieć, co się czuje, jak się gra. Dlaczego ludzie tyle godzin stoją z tym instrumentem albo siedzą po osiem, dziesięć godzin dziennie.
Odpowiedź przyszła wraz z doświadczeniem. Jak przyznała, zdarzały jej się chwile, gdy muzyka pochłaniała ją całkowicie.
To się bardzo rzadko zdarza, ale zdarzyło mi się ze dwa razy, że po prostu tracisz kontakt ze światem. [...] Najpiękniej, jak się samemu gra, bo w pewnym momencie, jak już utwór jest w palcach, [...] już nie musiałam o nim myśleć.
Najlepiej grało jej się nocą, w ciszy, kiedy mogła całkowicie skupić się na dźwiękach. Dziś podobnego skupienia poszukuje w pracy plastycznej.
Od ilustracji chirurgicznych do haftowanych rzeźb
Twórczość Doroty Pietrzyk wymyka się prostym klasyfikacjom. Artystka posługuje się rysunkiem, malarstwem, tkaniną i haftem. Tworzy zarówno niewielkie przedmioty, jak i przestrzenne kompozycje, wykorzystując różnorodne materiały.
W rozmowie z Lidią Jazgar wspominała między innymi o niezwykłym zamówieniu z czasów pandemii. Przygotowała wówczas haftowaną, przestrzenną figurę Dzieciątka Koletańskiego, mającą około pół metra wysokości.
Osobnym rozdziałem jej zawodowej działalności była współpraca z wydawcami literatury medycznej. Przez ponad trzy dekady tworzyła ilustracje do podręczników wykorzystywanych w kształceniu lekarzy.
Ponad trzydzieści lat ilustrowałam nie atlasy, tak jak powiedziałaś, ale podręczniki. [...] Raczej podręczniki operacyjne. Dla studentów, dla chirurgów.
Jak wyjaśniała, zadaniem ilustratora było czytelne przedstawienie nowych technik operacyjnych i narzędzi chirurgicznych.
Jak są nowe operacje, to przecież muszą się jakoś tego nauczyć, prawda? Nowe wynalazki w operacjach, w narzędziach. To wszystko trzeba pokazać. No to ktoś to musi narysować.
W jej twórczości wiedza o ludzkim ciele spotyka się również z wyobraźnią artystyczną. Jedną z prac przywołanych podczas audycji była utkana szyszynka – delikatna, przestrzenna kompozycja inspirowana niewielkim narządem znajdującym się w mózgu.
Bursztyny, patyczki i anioły. Sztuka z rzeczy znalezionych
Źródłem inspiracji mogą być także przedmioty, obok których większość spacerowiczów przechodzi obojętnie. Dorota Pietrzyk zbiera nad morzem bursztyny, muszle, kamienie i fragmenty drewna. Później wykorzystuje je w twórczości oraz podczas warsztatów dla dzieci.
Jak robię z dziećmi różne warsztaty, [...] to wtedy im daję te patyczki, które zbieram na brzegu, i te bursztyny.
Zdarzało się też, że znalezione materiały zamieniała w niewielkie anioły. Jak wspominała z uśmiechem, podczas pobytu w nadmorskim sanatorium, z nudów, zaczęła wykorzystywać wieczorami wszystko, co zebrała na plaży.
Artystka przyznaje, że zbieranie bursztynów nie jest już tak przyjemne jak dawniej. Coraz więcej osób poszukuje ich nocą z wykorzystaniem latarek UV.
Mam latarkę, ale jeszcze ani razu nie spróbowałam latarką zbierać, bo mi się wydaje to nieetyczne.
W tym drobnym wyznaniu można odnaleźć ważną cechę jej podejścia do sztuki: przyjemność sprawia jej nie tylko efekt końcowy, ale również samo odkrywanie, poszukiwanie i uważne przyglądanie się światu.
Podróże w poszukiwaniu światła i kolorów
Dorota Pietrzyk wiele podróżowała, ale nie wszystkie odwiedzone miejsca zapisały się w jej pamięci równie mocno. Szczególnie bliska jest jej francuska wyspa Ré, na której spędziła łącznie około dwóch lat.
Wyspa Ré ma kształt konika morskiego. [...] Czterdzieści lat temu, jak ja tam dotarłam, to było pięknie. Przede wszystkim nie było mostu. Był prom.
Wspominała puste ścieżki rowerowe, jeżyny rosnące przy drogach i niezwykłe światło. Największą fascynację budził w niej jednak świat odsłaniany przez odpływające morze.
Siadałam, jak morze odpływało, na tych skałach i rysowałam, rysowałam, rysowałam.
Dziś patrzy na wyspę z pewnym żalem. Jej zdaniem rozwój turystyki odebrał temu miejscu część dawnego uroku.
Zupełnie inaczej wspomina Nowy Jork, który nie spełnił jej oczekiwań. Podczas czterodniowego pobytu na Manhattanie najbardziej zachwyciły ją nie wieżowce, lecz biblioteki.
To są instytucje. Tam są i sklepy, i kawiarnie, i miejsca do czytania, i wypoczynku, i dla dzieci. [...] To mi się chyba podobało najbardziej w Nowym Jorku.
Z kolei Paryż pozostaje jednym z jej ulubionych miast, choć artystka zauważa, jak bardzo zmieniły się turystyczne dzielnice i muzea. Wspomina czasy, gdy do Luwru wchodziła przez znane sobie wejście, witana przez zaprzyjaźnionego pracownika. Dzisiejszą organizację zwiedzania porównuje do lotniska.
Sztuka, której nie da się opowiedzieć przez radio
Podczas audycji Lidia Jazgar przywołała opinię prof. Andrzeja Bednarczyka o twórczości Doroty Pietrzyk. Zwracał on uwagę, że jej prace nie służą wyłącznie dekoracji, ale są próbą uchwycenia piękna i złożoności świata.
To trafne podsumowanie artystycznych poszukiwań, które prowadzą od ilustracji medycznych przez tkaninę artystyczną aż po przedmioty znalezione na plaży. W tej twórczości równie ważne są wiedza, cierpliwość, wyobraźnia i umiejętność dostrzegania niezwykłości w pozornie zwyczajnych rzeczach.
Dorota Pietrzyk niechętnie przyjmuje pochwały. Gdy Lidia Jazgar mówiła o jej talencie, artystka odpowiadała żartem i dystansem do własnych osiągnięć.
No wiesz, po trzydziestu latach rysowania [...] to chyba zrobiłam jakiś progres.
„Wieczór Galicjowy” stał się więc nie tylko spotkaniem z artystką, ale również opowieścią o wieloletnich przyjaźniach, muzyce, podróżach i potrzebie tworzenia.
Bo choć – jak wielokrotnie podkreślała prowadząca – dzieł Doroty Pietrzyk nie sposób w pełni pokazać słowami, rozmowa pozwoliła poznać świat, z którego te prace wyrastają.