Antoni Kątski był talentem niezwykłym. Na estradzie pojawił się po raz pierwszy jako kilkuletni chłopiec; w Krakowie wystąpił publicznie już w 1822 roku, mając zaledwie 6 lat. Bardzo wcześnie rozpoczął także komponowanie; jego pierwsze utwory zostały wydane drukiem, gdy był jeszcze dzieckiem. Później uczył się m.in. u Johna Fielda w Moskwie, a w Wiedniu studiował kompozycję u Simona Sechtera i fortepian pod kierunkiem słynnego Sigismunda Thalberga.
Jego kariera rozwijała się w zawrotnym tempie. Antoni Kątski nie był jednak wyłącznie pianistą-wirtuozem. Był kompozytorem, pedagogiem, autorem podręczników, animatorem życia muzycznego i jednym z tych dziewiętnastowiecznych artystów, którzy swoją działalność traktowali niemal jak misję. Pisał na fortepian, orkiestrę i zespoły kameralne, komponował symfonie, koncerty fortepianowe, uwertury, utwory chóralne, opery i operetki.
Jednak największą popularnością cieszyły się jego kompozycje wirtuozowskie. Bo też jak nikt wyczuwał możliwości fortepianu i tworzył muzykę, która pozwalała wykonawcy olśniewać publiczność techniką, blaskiem i efektownością. Do jego najbardziej znanych utworów należał efektowny kaprys heroiczny – „Przebudzenie lwa”.
Antoni Kątski był artystą o prawdziwie światowym zasięgu. Przez lata koncertował w Europie i obu Amerykach, działał pedagogicznie w Londynie i Stanach Zjednoczonych, występował w Japonii. U schyłku życia podjął jeszcze wielką podróż koncertową dookoła świata: odwiedził Australię, Nową Zelandię, Indie, Chiny, Japonię, Syjam, Rosję i Polskę.
Otaczała go międzynarodowa sława. Otrzymywał medale i ordery od europejskich monarchów, a recenzenci podkreślali jego znakomitą technikę, siłę, ale również delikatność i spokój gry. Z czasem w jego repertuarze coraz więcej miejsca zajmowały dzieła Bacha, Händla, Mozarta, Beethovena, Chopina, Webera czy Mendelssohna.
I właśnie tutaj rodzi się pytanie. Jak to możliwe, że artysta o takiej sławie, który pozostawił po sobie setki dzieł i którego nazwisko było znane na kilku kontynentach, niemal zniknął z pamięci? Być może częściową odpowiedź przynosi charakter jego twórczości.
Antoni Kątski był dzieckiem swojej epoki – epoki fascynacji wirtuozerią, salonem, efektownym gestem i muzyczną błyskotliwością. I takie utwory pisał, bo na takie było zapotrzebowanie. Późniejsze pokolenia słuchaczy zaczęły poszukiwać w muzyce innych wartości. I może przez to część jego utworów uznano za zbyt mocno związane z dziewiętnastowieczną kulturą wirtuozowską.
W czwartek 15 października podczas koncertu w Sali Złotej Filharmonii Krakowskiej, który rozpocznie się o godz. 19.30, zabrzmi jego Trio fortepianowe op. 201, zestawione z młodzieńczym Triem fortepianowym c-moll op. 1 nr 3 Ludwiga van Beethovena. Wykonają je Paweł Wajrak – skrzypce, Franciszek Pall – wiolonczela i Ewelina Panocha – fortepian.
Natomiast w niedzielę 18 października o godz. 18.00 w sali koncertowej Filharmonii Krakowskiej zabrzmi Sekstet fortepianowy op. 220 Antoniego Kątskiego oraz Sekstet d-moll op. 70 „Souvenir de Florence” Piotra Czajkowskiego. Muzykę zaprezentują: Paweł Wajrak – skrzypce, Justyna Dybek-Boczek – skrzypce, Anna Migdał-Chojecka – altówka, Marta Czepielowska – altówka, Franciszek Pall – wiolonczela, Marta Nagawiecka – wiolonczela, Duszan Korczakowski – kontrabas, Sławomir Cierpik – fortepian. Oba koncerty odbywają się w ramach cyklu „Wielcy z Małopolski”.
Antoni Kątski powraca do Krakowa. Tym razem nie jako legenda dziewiętnastowiecznych estrad, lecz jako kompozytor, którego muzykę możemy usłyszeć na nowo – i sami odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego warto o nim pamiętać. Koncerty te staną się próbą przywrócenia pamięci o artyście, który przez dziesięciolecia należał do grona najbardziej rozpoznawalnych polskich muzyków na świecie.
Warto więc przyjść nie tylko po to, by usłyszeć muzykę zapomnianego kompozytora. Warto przyjść, aby spotkać człowieka swojej epoki – romantycznego wędrowca, pianistę-wirtuoza, kompozytora, pedagoga i niestrudzonego ambasadora muzyki, który przez całe życie przemierzał świat, a którego muzyka po latach wraca do miejsca, z którego rozpoczęła swoją niezwykłą drogę.